**List do Mikołaja i prezent od losu**
Marek jechał windą, nie spodziewając się, że ta zwykła podróż zmieni jego zimę. W kącie stała młoda kobieta w szarej kurtce, trzymając za rękę może pięcioletnią dziewczynkę. Ta przyglądała mu się swoimi dużymi niebieskimi oczami, aż w końcu rozpromieniła się szerokim uśmiechem.
— Jedziesz do pracy? — zapytała bez zahamowań.
— Ola, z nieznajomymi mówimy „pan”, — delikatnie poprawiła ją matka, przepraszająco uśmiechając się do mężczyzny.
Marek odpowiedział uśmiechem i skinął głową.
— Tak, jadę do biura.
— A list do Mikołaja już napisałeś?
Roześmiał się. W te bajki nie wierzył nawet jako dziecko, ale nie miał serca mówić tego maluchowi. Dziewczynka z dumą podała mu pogniecioną kartonikową kartkę. Wsunął ją odruchowo do kieszeni i po krótkim pożegnaniu wyszedł na ulicę.
Cały dzień starał się zapomnieć o tym spotkaniu — zasypywał się pracą, odpędzając myśli o byłej narzeczonej, która w ostatniej chwili zerwała zaręczyny. Wyjechał do innego miasta, żeby zacząć od nowa. Ale nawet w ciszy nowego mieszkania nie umiał uciec od tego bólu.
Wieczorem, spacerując po ośnieżonych ulicach, przypomniał sobie o kartce. Wyjął ją z kieszeni i przeczytał nieporadnym dziecięcym pismem: „Bądź zawsze szczęśliwy i nigdy nie smuć się!”. Zrobiło mu się ciepło na sercu. Postawił kartkę na półce tak, żeby widzieć ją każdego dnia.
Kilka dni przed świętami zadzwonił do gospodyni, żeby dowiedzieć się, gdzie mieszka ta dziewczynka. Pani Barbara z radością wyjaśniła — okazało się, że mama z córką mieszkają piętro wyżej, a kobieta ma na imię Kasia.
Wieczorem Marek zapukał do ich drzwi. Kasia zastygła w zdumieniu, widząc go.
— Przepraszam, — zaczął nieśmiało, — przyszedłem do Oli. Chodzi o to, że do naszego biura tymczasowo zawitał Mikołaj. Poprosił mnie, żebym odnalazł dziewczynkę o imieniu Ola i wręczył jej list osobiście.
Dziewczynka natychmiast wyskoczyła zza pleców mamy:
— Wiedziałam, że cię pośle! Zaraz, już biegnę!
Po chwili Ola wróciła z dużym kopertem ozdobionym śnieżynkami i serduszkami. Napis głosił: „Tylko dla Mikołaja!”
— Tylko nie pokazujcie mamie! Bo życzenie się nie spełni!
— Obiecuję, list dotrze do adresata, — uśmiechnął się Marek.
W domu nie wytrzymał i otworzył kopertę: „Drogi Mikołaju! Nazywam się Ola. Byłam grzeczną dziewczynką. Proszę bardzo — przynieś mi wielkiego mięciutkiego misia. I… nowego tatę. Bo ja nie mam zupełnie nikogo.”
W sylwestrową noc Marek znowu stanął pod ich drzwiami. Kasia otworzyła i oniemiała — przed nią stał on, trzymając w rękach ogromnego różowego misia.
— Mikołaj kazał przekazać to grzecznej dziewczynce Oli, — powiedział Marek.
Ola podskakiwała z radości, ściskając na zmianę mamę i Marka.
Kasia zaprosiła go, żeby został na święta. Przy stole Ola nagle zapytała:
— A co z moim drugim życzeniem?
— Z tym drugim to trochę trudniej… — zawahał się Marek.
— A o co jeszcze prosiłaś? — ostrożnie dopytała Kasia.
— Poprosiłam Mikołaja o nowego tatę. Ale jeśli akurat ma z tatusiami problemy, to może ty zostaniesz?
Ola ziewnęła i zasnęła, przytulając się do misia.
A dwoje dorosłych siedziało w milczeniu, pochyleni nad sałatkami, czerwieniąc się i uśmiechając. Za oknem śnieg przykrywał miasto puszystym kocem, a w mieszkaniu po raz pierwszy od dawna było naprawdę ciepło.



