List od ojca
No ty to jesteś numer, Wiktorku! Nie spodziewałam się po tobie takich rzeczy! Zosia już nie przejmowała się ogładą i otarła nos rękawem bluzki.
Tę odświętną bluzkę uszyła jej mama. Wyciągnęła z szuflady kawałek jedwabiu, trochę pokręciła głową, żałując, że taka śliczność nie dla niej, po czym siadła przy maszynie i zszyła ją dla córki.
Wiadomo jak. Dziewczyna już podrosła przydałoby się wyglądać. Kto na nią spojrzy, gdyby w łachmanach chodziła?
Może mama nie powinna się tyle starać Jaki z tego pożytek? myślała Zosia, patrząc za swoją pierwszą wielką miłością.
Miłość ta, cała w butach wojskowych, szła od niej dalej, nie oglądając się nawet raz.
Aż chciało się wyć z żalu!
Zosia pociągnęła nosem jeszcze raz, lecz zaraz przypomniała sobie o ślicznych rzęsach, które pomalowała wbrew zakazowi matki. Nie może przecież płakać.
Wiktor, Wicuś
Najukochańszy, jedyny na świecie! Całe pół roku dostali tego szczęścia Zosia liczyła. Od pierwszego spotkania minęło właśnie sześć miesięcy.
Pół roku, a przeżyć tylu!
Wiktor jednak zerknął za siebie, ale Zosia udała, że nic nie widzi.
W końcu co to za sprawa przyszła do niego z taką wiadomością, a on tylko dumny i sztywny! Niech idzie! Marynarz niedojrzałego wieku, a już o morzu marzy i wolności! Niech się toczy ta jego droga, szeroka jak obrusa skraj! Co ona, dziecko? Sama urodzi, sama wychowa, prosić się nie będzie nie ma co!
Złość w Zosi bujała się, a w głębi coś piszczało cienko i żałośnie, aż zęby dygotały z tej niesprawiedliwości.
Jak mógł? Przecież mówił, że kocha, wszystko obiecywał, nawet ślub! A potem gdy powiedziała mu o dziecku, co zrobił? Zniknął
A jak powiedziała?
Powiedziała tylko, że oczekuje czegoś więcej niż weekendowych spotkań. On na to, że czeka na niego morze, a swych planów nie zmieni dla jej myśli. Jeśli kocha, niech jedzie z nim.
Ale dokąd miałaby ruszyć z brzuchem, od matki się odrywać, na drugi koniec Polski, gdzie nikogo nie zna i nic nie ma?
Nie, nie ma mowy!
Zosia wstała z ławki, wygładziła spódnicę i poprawiła włosy. Niby trzy piórka, ale trwała robi z nimi cuda. Mama miała rację wygląd pomaga. Wiktor niby taki niepozorny, a dziewczyny za nim szaleją. Bo mądry, pogodny i poważnie potrafi pogadać. Edukację ma ledwo podstawówkę i dwie klasy, a zobacz go! Sprytny
Zresztą ona sama się nie wybiła. Technikum i koniec. Matka ją namawiała, nawet wyzywała, ale Zosia postawiła na swoim. I pożytek! Na budowie zarabia, matce kasę śle, dla siebie starcza.
Matka się już znowu z nią pogodziła, przytuliła pod skrzydło.
Tylko co powie, gdy się dowie, że będzie babcią? Będzie awantura?
Bez tego się nie obejdzie!
Krzyczała tak, że sąsiadki się zleciały. Nic im nie wyjaśniły że Zosia w pracy ma kłopoty i koniec. Sprawy rodzinne są od tego, by je rozwiązywać w rodzinie, bez obcych.
Jak mogłaś, córciu? Nie mówiłam ci strzeż się do ślubu! Komu teraz potrzebna będziesz?! Wiktorek! Podłość taka! A taki dobry się wydawał! Wąż! No, zatańczy jeszcze u mnie! Powiedziałaś mu o dziecku i zaraz uciekł?
Zosia się zamyśliła. Powiedzieć wszystko? Zadręczy ją matka. Lepiej milczeć z niej mniej pytań, a Wiktor i tak już daleko.
Tak, mamo. Tak było.
Oj, biedo moja, jakże my teraz?
A co nam zostało, mamo? Dźwigniemy! Jeśli mnie nie zostawisz na początku, to się nie boję.
A gdzie ja cię opuszczę?! Jaka matka zostawia własne dziecko, kiedy potrzebuje pomocy?!
Zosia zamknęła oczy, odetchnęła z ulgą.
No, Wiktorze! I bez ciebie damy radę. Ty sobie płyń za tym swoim morzem!
Po czasie Zosia zapomniała, co dokładnie mówiła Wiktorowi. Nawet uwierzyła, że powiedziała mu o dziecku i dostała tylko w zamian obrażenie. I te żale i złość zagnieździły się w niej mocno, plącząc jak węże, i czasem szeptały jej niemiłe rzeczy:
Patrzcie, córa cała po ojcu taki sam diabełek, wije się i kręci! Nęka cię dla zabawy! Powiedz jej lepiej, niech nie wypytuje o ojca, co to odpłynął i ślad po nim zaginął. I ona pewnie kiedyś cię porzuci. Bo nie nauczy się kochać! Jabłko od jabłoni
Może dlatego właśnie Helenka, córka Zosi, rosła przeświadczona, że na świecie tylko babcia ją kocha, choćby na zmianę. Przytuli, pogłaszcze, ale gdy sąsiadki zaśmieją się za plecami, to zaraz odtrąci:
Idź, idź! Do matki idź! Niech ona cię żałuje, biedo moja Za co nas to spotkało, Panie Boże? Za co?
Do trzeciego roku życia Helenka była pewna, że bidulka i kara to jej imiona. Tak mama mówiła czasami, łagodniej, wtedy gdy jej serce miało chwilę pokoju.
Chodź tu, córciu! Uczeszę ci warkoczyki! Piękne masz Nie jak moje strąki. Grube są, po tatusiu On też miał ciemne, gęste włosy, oczy niebieskie jak to morze, co pojechał na nie Ty jego kopia. Piękna, ale szczęścia ci to nie da, jak mi.
Czemu mamo? mała Helenka krzywiła się, chcąc się rozpłakać.
Bo tak!
Głos matki łamał się, a Helenka wiedziała, że lepiej nie pytać. Lepiej iść do babci, wtulić się w pachnący kotletami i rosołem fartuch i popłakać. Najpierw nad sobą, potem nad mamą i babcią też, bo to ona dźwiga wstyd matki.
O wstydzie tym dowiedziała się dużo później. Kiedy skończyła dziesięć lat, mama nagle wypiękniała, rozkwitła i wyjechała do miasta budować nowe życie.
Helenka została z babcią.
Nie żeby bardzo tęskniła. Matka i tak często wyjeżdżała za pracą ktoś musi zarobić na sierotę bez ojca. Ale wtedy zawsze wracała: zadowolona, choć zmęczona, z torbami prezentów i ubrankami, obejmowała Helę i wzdychała, że taka chuda.
Mamo, czemu ona taka wychudzona? Ludzie pomyślą, że jej nie karmimy!
Nic twoja nie je! Jak kawałek chleba złapie, to już syta. Jakby matka była w domu A ja przecież i krowy muszę doglądać, na fermę zdążyć, jeszcze dziecko w domu! Lepiej byś została i sama ją niańczyła!
Po co niańczyć, mamo, dorosła już! Daj spokój! Lepiej zobacz, co ci przywiozłam!
Komu to potrzebne? Lepiej byś była blisko Serce boli, tęsknię
Matka markotniała, a Hela przemykała w kąt, czując, że zaraz będzie awantura.
Tak? Tęskno ci? A mnie nie? Ja jeszcze młoda i nic z tego nie mam! Sama żyję jak wdowa, a ty mi jeszcze dokładasz! Żyć się czasem nie chce, mamo, choćbyś mnie zrozumiała! Ja i tak sobie ciężar na szyję założyłam Gdybym wiedziała, nie puściłabym go nigdy!
Po co żałować, dziecko? Co zrobione, nie odczynisz!
Mamo!
Co?! Masz dziecko wychowuj! Jak nie, napisz do ojca! Może weźmie dziewczynę do siebie?
Żebym ja Heli oddała? Nigdy! On o niej nie chciał wiedzieć! A teraz gotowe dziecko? Nie ma mowy! Nie po to tyle lat się męczę, by gotowe mu oddać!
A jak nie, to nie narzekaj! Dziecko słyszy wszystko! Myślisz, że nie zaboli? Wiedzieć, że ojciec łajdak, a matka ledwo żyje?
To niech boli! Życie to nie miód! Czasem wali tak, że się nie pozbierasz! Koniec, mamo! Nie pisz sama do Wiktora! Znam cię!
Babcia słowa dotrzymała do czasu.
Helenka szykowała się do egzaminów, gdy przyszło z miasta wieści: matka urodziła chłopca, a po tygodniu odeszła, zostawiając świat bez wyjaśnień.
Tajemnica narodzin zostałaby tajemnicą, gdyby nie zaciętość Heli.
Gdy się dowiedziała, babcia zebrała się i wyjechała, zostawiając Heli dom na głowie.
Teraz nie o płacz trzeba myśleć, dziecinko szepnęła, wiążąc czarną chustę. Z czego przeżyjemy? Nie mam pojęcia!
Babciu, pójdę do pracy!
Poczekaj. Najpierw trzeba zająć się niemowlakiem. Ojciec go zabrał, ale do wychowania się nie spieszy. A ja Czy damy radę?
Co nam pozostało? Babciu, ja bez mamy żyłam, a jego się do domu dziecka odda? Nie wolno!
Wiem Ale boję się, Helenko. Nie wiem, na jak długo starczy mi sił
Babcia wyjechała, a Hela przewróciła cały dom teraz już zakazy mamy nie miały znaczenia.
Trzeba odnaleźć ojca bez jego pomocy nie dadzą rady.
Wiedziała, co czynić. Od dzieciństwa, zanim jeszcze nauczyła się pisać, rysowała listy do ojca, ukrywając je przed mamą i babcią. Całe historie w obrazkach, jak w domu nowy kot zamieszkał, jak babcia uczyła lepić pierogi. Babcia kiedyś znalazła te zeszyty, przestała się już nawet kłócić z córką, widząc zaciętą niechęć do człowieka, co gdzieś po Polsce się tuła i nawet nie wie, że ma dziecko.
Z czasem rysunki zastąpiły koślawe litery Hela pisała listy, chowając zeszyty z radościami, żalem i sukcesami.
Teraz został najważniejszy list. Ten, który naprawdę wyśle.
Adres znalazła. Stary, wytarty list matka schowała głęboko gdyby nie to, że Hela stłukła ramkę ze zdjęciem, nigdy by nie znalazła przypomnienia o tym, kto ją porzucił. Kawałek białej koperty wychylił się zes spod fotografii, kiedy Hela zgarnęła szkło z matczynej twarzy.
Co to? pociągnęła za róg i zalała się łzami. Mamo! Czemu mi to zrobiłaś? Co ja ci takiego zrobiłam?
Siedziała długo, wygadując się matce i prosząc o przebaczenie, nawet nie wiedząc za co.
Wcale jej nie ulżyło.
Wybacz, mamo, ale nie posłucham cię. Nie chciałaś, bym pisała do ojca A ja muszę! Babcia mówi, że nie jest wieczna Wkurza mnie to, ale ma rację. We dwie sobie nie poradzimy. Jeżeli jest tak zły, jak mówiłaś, będę mogła polegać tylko na sobie. A jeśli nie? Przepraszam, mamo, nie bardzo ci wierzę. Wciąż powtarzałaś, że ojciec zły, a sama Po co mnie rodziłaś, choć nie chciałaś kochać? Po co to heroiczne poświęcenie? Tak, będziesz mówić, że jestem niewdzięczna Trudno! Ale czy wiesz, jak to boli, kiedy cię nikt nie kocha? Kiedy wciąż ci wytykają, że jesteś podobna do kogoś, kogo nigdy w życiu nie widziałaś? Skąd mam wiedzieć, jaki jest? Już się nie gniewaj. Chcę na niego spojrzeć! I posłuchać, co mi powie!
A wtedy wcale jej do głowy nie przyszło, że ktoś mógł się wyprowadzić.
Nie rozmyślała, działała.
Wieczór i pół nocy namyślała się nad starym, wyrwanym z zeszytu papierem, aż w końcu napisała trzy krótkie zdania. Cała jej złość, nadzieja i prośba o pomoc.
List wysłała rano, idąc do szkoły. Wieczorem zobaczyła w domu babcię z nowonarodzonym, maleńkim jak myszka bratem.
No, Helenko Aleksy to jest Brat twój babcia westchnęła i odwróciła się do łóżka, gdzie przewijała niemowlaka, a Hela patrzyła z ciekawością.
Babciu, czemu on taki malutki?
Normalny. Ty byłaś mniejsza i lżejsza.
Naprawdę?
Naprawdę. I potem, zobacz, jak urosłaś. On też urośnie, jeszcze zobaczymy!
Babciu, jego ojciec
Powiedział, że będzie pomagał, ale nie zabierze go. Nie ma czasu.
Też dobre Hela powtórzyła ton babci ta aż uśmiechnęła się lekko.
Oj, Helenko! Damy radę?
Jasne, babciu! Tak jak wszyscy! Zobacz, u Kasi Ziółkowskiej dziewięcioro dzieci nie narzeka! Obiecała przynieść pieluchy i kaftaniki po bliźniakach. Mówi, niektóre nowe dzieci wyrosły, nie zdążyła ubrać. To prawda, babciu?
Że dzieci rosną szybko? Prawda, Helenko. Nawet szybciej, niż czas. Jeszcze niedawno trzymałam twoją matkę na rękach, a dziś
Ej, babciu, nie płacz! Bo i ja będę! I Aleksy też zaraz będzie płakać, już się zbiera! Może głodny?
Pewnie tak, już czas! O, Panie Boże, naprawdę, pora nakarmić!
Babcia zaczęła się krzątać i wcisnęła Heli niemowlę do rąk.
Trzymaj go! Nie bój się, nie upuścisz! Dzielna z ciebie dziewczyna! Oby i on taki był.
Hela zamarła. W jej rękach było nowe życie już nie była sama. Ileż razy marzyła, by mieć kogoś, komu będzie potrzebna jak powietrze? Babcia i matka się nie liczyły miały swoje racje.
Wyjdziesz za mąż, i zapomnisz o nas! Tak zawsze mama powtarzała.
A Hela chciała tylko usłyszeć, że będą razem. Tak jak u Kasi Ziółkowskiej, gdzie wszystko było pomieszane, głośno, ale ciepło. Dzieci biegają, a trzy pokolenia otulają wszystkich.
Kasia mieszkała z rodzicami i teściami, wszystkim mówiła mamo-tato. Dom trzymała żelazną ręką; wiedziała, że wszystko pod jej dachem to jej odpowiedzialność. Skoro los dał tyle dzieciaków, musi być szczęśliwa rodzina. Mąż ją wspierał kłótnie gasił od razu:
A no! Przestańcie się kłócić! Nie wypada na rodzinę głos podnosić!
Helenka to zapamiętała. Tak żyć trzeba! Pamiętać, że rodzina jest najważniejsza.
Szkoda, że ma tylko babcię i mamę. Aż tu nagle cud.
Choć ten malec, co teraz pociągał nosem, miał kilka tygodni, Hela już wiedziała: to na zawsze. On jej potrzebuje. Ona jego. I choćby dorósł, dla niej zawsze pozostanie tym ciepłem, które grzeje duszę.
Szybko nauczyła się zajmować Aleksem. Przyszła jej raz z pomocą Kasia rozwinęła płaczącego chłopca i roześmiała się, patrząc na chude nóżki:
No, witaj, maluchu! Drzesz się? I dobrze! Daj głos! Helenka, patrz i ucz się! Każda kobieta potrafi i ty też możesz! Pokazać kąpiel i pielęgnację, a potem już sama sobie poradzisz. A babcia gdzie?
Pojechała do miasta załatwić papiery, mówiła, że trzeba, żeby problemów nie było. Pokażesz mi ty, bo babcia już nie pamięta wszystkiego
Czemu babciowe nauki nie wystarczą? Kasia się skrzywiła.
Nie marudzę, Kasiu! Ale babcia mówi, że sporo już zapomniała, a ty wszystko jeszcze pamiętasz
Jeszcze jak! Niedawno bliźniaki miałam.
Dlatego wolę spytać ciebie. Boję się, Kasiu! On taki maleńki
Nie bój się, Hela! Damy radę! Kiedyś dziewczyny wychodziły za mąż wcześnie. Według dawnych obyczajów już byś miała dwójkę! Więc dasz sobie radę!
Helenka przyglądała się pracującym dłoniom Kasi, a myślami wędrowała była pewna: jeszcze nie nadaje się na matkę. Butelki i pieluchy to nie wszystko Kochać dzieci trzeba Ale jak?
Aleks ją nauczył doskonale. Teraz do domu leciała ze szkoły. Bo tam ktoś na nią czekał! I pierwsza bezzębna uśmiech Aleksego trafił jej się, nie babci. To jej imię wymówił jako pierwsze:
Heja! wołał tłusto policzkowy dzieciak, nurkując w ramiona siostry.
Jestem, kochanie, chodź tu!
Ciepłe łapki owijały jej szyję, a ona obsypywała brudne buźki pocałunkami.
Gdzie znów się szlajałeś? Czemu cała twarz brudna? Chodź, myjemy się!
Dla siostry Aleks był gotów na wszystko nawet znieść mydło. Babcia śmiała się, widząc, jak Helenka goni rozbrykanego malca:
Wąż z niego, jak nic! Trzymaj go dobrze, bo nos stłucze!
Wśród codziennych zajęć Hela zapomniała o liście do ojca. Odpowiedź nie nadeszła uznała, że takie milczenie to też odpowiedź. Skoro się nie odezwał, znaczy nie jest potrzebna.
Szło jej to w sercu jak robaczek, ale szybko znikło Aleks zajmował wszystkie myśli.
Babcia mówiła o studiach, ale Hela nie chciała słyszeć.
Babciu, przecież ty wiesz, że się nie da! Musiałabym wyjechać! Was same zostawić? Nie ma sprawy, nawet nie ma co rozważać!
Babcia nalegała, Hela się złościła. Co, nie znajdzie pracy na wsi? Na fermie zawsze szukają rąk, a w sklepie, który otworzyła Kasia z mężem, potrzebują sprzedawczyń. Kasia nawet mówiła, że zatrudni ją.
Babcia nie chciała słuchać.
Helenka, nie zasłaniaj się! Matka twoja zmarnowała swoje życie, a ty tak samo! Ja dla ciebie się staram!
Babciu, rozumiem cię, ale nie namawiaj! Są ważniejsze rzeczy niż szkoła!
Wtedy właśnie, w środku jednego ze sporów, zjawił się on ten, kogo Hela już nie oczekiwała.
Wracała z Aleksem od Kasi. Aleks był zmęczony i kapryśny po zabawie z bliźniakami. Przy furtce pociągnął siostrę za sukienkę:
Heja! Na rączki!
Podniosła go, uśmiechając się z tej powagi.
Otworzyła furtkę, zrobiła kilka kroków i zamarła. Na ganku krzątał się jakiś nieznajomy. Stał na stołku i grzebał coś przy żarówce, która nie świeciła odkąd Hela pamiętała.
O, dobre twoje, czereśniaku mruknął, gdy żarówka zapłonęła, i zeskoczył.
Wtedy właśnie zobaczył Helę i Aleksego.
Córeczko
Wiktor zrobił dwa kroki, i nie zważając na to, że Hela się odsunęła, objął ją i Aleksego.
Moja kochana
Hela zobaczyła łzy w oczach obcego.
Wybacz mi, córeczko! Nic nie wiedziałem o tobie! Twój? Wiktor wskazał Aleksego, który patrzył szeroko. Pozwolisz dziadkowi? Chodź, pokaż się!
Dopiero wtedy Hela pojęła.
Nie mój! Ech, co ja mówię? Syn nie mój! Tato, to Maminy. To mój brat, Aleksy
Tak Wiktor przytulił chłopca, który nawet się nie opierał, tylko wtulił się w dziadka.
Kłujący!
To się ogolimy, mój miły! Wchodzimy do środka komary u was jak wilki! Pogryzły mnie, że nic ze mnie nie zostanie!
Rzeka blisko, tato
Pamiętam
Babcia przywitała się wzrokiem, z którego Hela zrozumiała: starsi już się pogodzili. A skoro tak nie ma co się gniewać.
Jakie znaczenie mają sprawy sprzed lat? Liczy się, że rodzina się powiększyła. Ten dar trzeba przyjąć z wdzięcznością.
Patrzyła, jak Aleks kręci się wokół ojca i już wiedziała tak teraz będzie. W domu pojawił się mężczyzna. I dobrze
Potem dopiero Hela się dowie, że list jednak dotarł ale ojciec już tam nie mieszkał. Młoda kobieta, która dostała jej wiadomość, postarała się znaleźć przewłaszciciela i przekazać mu list. Nie było łatwo. Potem przez miesiące list czekał na Wiktora, który był w rejsie.
Jak tylko otrzymałem twój list, córeczko, przyleciałem! Myślałem, że jestem sam na tym świecie! Pisałem twym matce nie raz, błagałem Chciałem rodziny.
A ona?
Odpisała raz. Że wyszła za mąż, prosiła, by nie przeszkadzać. Ja uszanowałem Ach, gdybym wiedział, co tu się dzieje! Wróciłbym choćby wpław! Boże, za co mi to szczęście? Nie zasłużyłem! Pojedziesz ze mną? Mam mieszkanie w Gdańsku. Duże, jasne. Z okna morze widać, takie zachody, że chce się żyć!
Tato, nie mogę
Czemu?
Nie zostawię Aleksego i babci! To nie do pomyślenia!
Kto powiedział, że bez nich? Mieszkanie duże, miejsca dla wszystkich. Ty musisz iść na studia, córeczko. Babcia przypilnuje Aleksego, a dla ciebie znaleziemy uczelnię.
A z czego żyć? My ledwie wiążemy koniec z końcem! Ojciec Aleksego niby obiecał alimenty, nie przysłał ani grosza. W ogóle się nie interesuje. Tak naprawdę był tu raz, zobaczył i pojechał. Od ponad roku cisza.
Chcesz mnie obrazić? Wiktor zmarszczył brwi, aż Hela się roześmiała jak mafijny Aleks.
Z czego się śmiejesz? Jestem facet czy nie? Przecież wyżywię was wszystkich! Pakuj się! Babcia jest za tym żeby ruszać. Tylko twojej zgody czekaliśmy i chyba już mam twoje tak, co?
Tak, tato.
I Hela obejmie ojca, błogosławiąc dzień, w którym napisała ten list. A potem wyjedzie z nim nad Bałtyk, który wcale nie będzie taki spokojny, jak w nazwie.
Choć życie Heli nie będzie nigdy spokojne, starczy w nim i na sztormy, i na cisze, to będzie już wiedziała na pewno: ma swą przystań, gdzie zawsze znajdzie azyl, co by się nie działo.
A w tej przystani zawsze będzie ciepło. Będą wyczekiwali bliscy i będzie pachnieć ulubionymi, nigdy do końca nieudanymi z babcinego przepisu, pierogami z kapustą.
A tam jeszcze czekać będzie rozczochrany chłopak, który powita siostrę jeszcze niepewnym, ale już męskim głosem:
Cześć! Tata mówił, że przyjedziesz! Hela, tęskniłem!
I ja, kochany i ja.



