List do Świętego Mikołaja i podarunek losu
Tomasz jechał windą, nie spodziewając się, że zwykła podróż zmieni jego zimę. W kącie stała młoda kobieta w szarej kurtce, trzymając za rękę może pięcioletnią dziewczynkę. Ta przyjrzała mu się uważnie swoimi dużymi niebieskimi oczami, po czym rozpromieniła się szerokim uśmiechem.
— Jedziesz do pracy? — zapytała bez zahamowań.
— Ola, z nieznajomymi mówimy „pan” — poprawiła ją matka, przepraszająco uśmiechając się do mężczyzny.
Tomasz odpowiedział uśmiechem i skinął głową.
— Tak, właśnie jadę do biura.
— A list do Świętego Mikołaja już pan napisał?
Wybuchnął śmiechem. W te bajki nie wierzył nawet jako dziecko, ale nie zamierzał tego mówić maluchowi. Dziewczynka dumnie podała mu pogniecioną kartkę. Mechanicznie wsunął ją do kieszeni i po krótkim pożegnaniu wyszedł na ulicę.
Cały dzień starał się zapomnieć o tym spotkaniu — zagłębiał się w pracy, odpędzał myśli o byłej narzeczonej, która w ostatniej chwili odwołała ślub. Wyjechał do innego miasta, by zacząć od nowa. Ale nawet w ciszy nowego mieszkania nie mógł ukoić bólu.
Wieczorem, spacerując ośnieżonymi uliczkami, przypomniał sobie o kartce. Wyjął ją z kieszeni i przeczytał dziecięcym pismem: „Bądź zawsze szczęśliwy i nigdy się nie smuć!”. Coś zabiło mu cieplej w sercu. Postawił kartkę na półce tak, by widzieć ją każdego dnia.
Kilka dni przed świętami zadzwonił do wynajmującej, by dowiedzieć się, gdzie mieszka ta dziewczynka. Pani Danuta chętnie wyjaśniła — okazało się, że matka z córką mieszkają piętro wyżej, a na imię jej Katarzyna.
Wieczorem Tomasz zapukał do ich drzwi. Kasia zastygła w zdumieniu, widząc go.
— Przepraszam — zaczął zawstydzony — przyszedłem do Oli. Chodzi o to, że do naszego biura przyjechał tymczasowo Święty Mikołaj. Poprosił, bym osobiście przekazał list dziewczynce o tym imieniu.
Dziecko natychmiast wyskoczyło zza pleców matki:
— Wiedziałam, że cię pośle! Zaraz przyniosę!
Po chwili Ola wróciła z wielką kopertą ozdobioną śnieżynkami i serduszkami. Widniał na niej napis: „Dla Świętego Mikołaja, tylko do rąk własnych!”
— Tylko nie pokazujcie mamie! Bo się nie spełni!
— Obiecuję, list dotrze do adresata — uśmiechnął się Tomasz.
W domu nie wytrzymał i otworzył kopertę: „Drogi Święty Mikołaju! Nazywam się Ola. Byłam grzeczną dziewczynką. Proszę bardzo, przynieś mi dużego, miękkiego misia. I… nowego tatę. Bo ja zupełnie nikogo nie mam.”
W sylwestrową noc Tomasz znów stanął pod ich drzwiami. Kasia otworzyła i oniemiała — stał przed nią z ogromnym różowym misiem w dłoniach.
— Święty Mikołaj prosił, żebym przekazał to grzecznej dziewczynce Oli — powiedział.
Ola skakała z radości, obejmując raz mamę, raz Tomasza.
Kasia zaprosiła go na święta. Przy stole dziewczynka nagle zapytała:
— A co z moim drugim życzeniem?
— Z tym drugim trochę trudniej… — zawahał się Tomasz.
— A o co jeszcze prosiłaś? — ostrożnie dopytała Kasia.
— Żeby Święty Mikołaj przyniósł mi nowego tatę. Ale jeśli teraz z tatusiami jest problem, może pan zostanie?
Ola słodko ziewnęła i zasnęła, wtulając się w misia.
A dwoje dorosłych siedziało w milczeniu, pochyleni nad sałatkami, rumieniąc się i uśmiechając. Za oknem śnieg kładł się puszystym kocem, a w mieszkaniu po raz pierwszy od dawna było naprawdę ciepło.



