Lekko stykając się rękawami

Delikatnie ocierając rękawy

Zbliżał się Sylwester, a Zofia czuła w sobie podniecenie, które nie chciało opuścić jej serca. Trzydzieści trzeci raz miał przyjść jej nowy rok, a ona zawsze witała tę magiczną noc z zapachem mandarynek, jak mała dziewczynka.

Zofia mieszkała samotnie w przytulnym mieszkaniu w Warszawie, po pół roku od ślubu wyruszyła z mężem na wybrzeże Bałtyku, gdzie rodzice męża prowadzili pensjonat. Młodej parze podarowano ten sam biznes. Zofia cieszyła się z powodzenia córki, Jagody, która właśnie skończyła przedszkole.

W Sylwestra dzieją się rzeczy, które w innym dniu nie miałoby sensu opowiadała koleżance z pracy, Lidi, o wrażeniach z tego wyjątkowego czasu.

Och, Zosiu, jakaś romantyczna dusza, a już nie masz siedemnastu lat! Całe życie unosisz się w chmurach, czekasz na coś niezwykłego.

No cóż, Lidio, co innego można oczekiwać? Romantyzmu nikt nie zakazał

Jedenaście lat temu Zofia straciła męża Romana w wypadku samochodowym. Została sama z pięcioletnią Jagodą, nie marzyła już o kolejnej miłości, uważając, że już kiedyś była szczęśliwa. Z mężem kochali się mocno.

Zosiu, nie możesz żyć w samotności, jesteś piękna i dobra namawiała Lidia. Musisz kogoś uszczęśliwić.

Nie wiem, Lidio, każdy mężczyzna przywodzi mi na myśl Romana. Nie wydaje mi się, że znajdę takiego jak on.

Zostało nieco ponad dwa miesiące do sylwestrowej nocy, kiedy Zofia niespodziewanie spotkała wysokiego, szczupłego blondyna o niebieskich oczach, którego imię brzmiało Jan. Zderzyli się przy kasie małej kawiarni w porze lunchu. Nie dosłownie się potrącili, a jedynie lekko dotknęli. Z nagłą falą emocji rozprzestrzeniła się po całym ciele, aż poczuła się lekko rozgrzana.

Cały powód tej przyjemności był prosty Jan spojrzał na nią z taką czułością, że Zofia zatopiła się w jego spojrzeniu.

Boże, kiedy ostatni raz czułam się tak? przemyślała i odrzekła jej w głowie.

Zofia usiadła przy stoliku z tacą i zobaczyła, że Jan podchodzi bliżej.

Czy mogę się dosiąść? uśmiechnął się.

Nie, odparła, myśląc o jego czarującym uśmiechu.

Jan przedstawił się. A ty?

Zofia odpowiedziała, a jej policzki natychmiast zabarwiły się różem.

Jan był równie niepewny, ale wkrótce ich nerwy się uspokoiły. Rozmawiali na różne tematy, jakby znali się od lat, i odkryli mnóstwo wspólnych zainteresowań niczym dwie fale tej samej częstotliwości. Tak minęło półtora miesiąca.

Wspólne lunche, wieczorne spacery Lidia ledwo rozpoznawała swoją przyjaciółkę. Zofia nie uważała się za piękną, lecz zawsze wiedziała, że ma w sobie coś wyjątkowego urok i wdzięk. Mężczyźni i kobiety łatwo z nią rozmawiali. Wielu zazdrościło jej długich, jasnych włosów spływających nieco poniżej ramion. Krótkie fryzury nie były jej w krwi; jeśli Bóg dał jej tak piękne kosmyki, chciała je nosić z dumą.

Jej największą zaletą była promienna, lekko przymrużona od góry uśmiech i delikatny, nieco przymrużony wzrok. Serce nie biło tak mocno od czasów, gdy poznała Jana. Po studiach w technikum Zofia wyszła za Romana, pracowała jako księgowa w dużym zakładzie, gdzie rodzice zapewnili jej zatrudnienie. Żyli w zgodzie, aż do tego tragicznego dnia, kiedy dowiedziała się o wypadku męża.

Jan często zapraszał Zofię na spacer, a ona chętnie się zgadzała. Zimą kochała śnieg; nawet gdy drzewa pokrywał biały puch, a mróz nie pozwalał długo przebywać na dworze, nie przeszkadzało to ich spotkaniom.

Lidio z entuzjazmem mówiła przy kawie w pracy jestem najszczęśliwsza. Jan jest właśnie takim mężczyzną, o którym marzyłam. Czasem nie wierzę, że Bóg dał mi drugą szansę na szczęście.

Wiedziałam, że ci się uda. Ja również jestem szczęśliwa z Szymkiem, ale trochę niepokoi mnie twoje szczęście, bo chcę, byś rozkwitła jeszcze raz. dodała, nie mogąc powstrzymać zachwytu.

Nagle Jan zniknął, nie dzwoniąc i nie wyjaśniając przyczyny. Zofia była załamana, Lidia również martwiła się o przyjaciółkę.

Zosiu, nie przejmuj się tak. Czasem zdarzają się nieprzewidywalne rzeczy uspokajała ją koleżanka.

A telefon? Nie mogę zadzwonić, powiedziała, już nie wyobrażam sobie życia bez niego. Czekałam latami na niego i nagle, jak w piosence Delikatnie ocierając rękawy, wszystko zniknęło. Nie mogę uwierzyć, że to naprawdę się stało.

Łzy nie przyniosą ci odpowiedzi. Czy próbowałaś dzwonić? zachęciła.

Dzwoniłam setki razy, był nieosiągalny. Czy naprawdę mógł mnie po prostu zostawić? Nie wiem, co myśleć, co robić

Musisz wierzyć i czekać. Twój Jan się odezwie, jestem tego pewna. Dwa dni minęły, dziś trzeci

Boże, trzy dni to nie długi czas, a ja już rozpaczałam. Przestań się martwić, w końcu Sylwester, przydałoby się zorganizować imprezę była zawsze w tym dobra. Jan się pojawi.

Minął tydzień, Jan nie wrócił. Zofia starała się zajmować razem z Lidią szukały oryginalnych nagród na konkursy noworoczne, a wieczorami płakała w poduszkę.

W sylwestrową noc koledzy i koleżanki bawili się na maksa, szampan lał się strumieniami, muzyka dudniła, ludzie tańczyli, a nadzieje na nowy rok rosły. Stoły uginały się pod przysmakami. Zofia udawała, że dobrze się bawi, ale w rzeczywistości wpatrywała się w telefon, czekając na znak.

Do dziesiątej godziny wróciła do domu. Przed nią rozciągały się długie wakacje sylwestrowe, wypełnione wolnym czasem. Jagoda dzwoniła, zapraszając ją do siebie, ale Zofia nie miała ochoty wychodzić.

Córko, przyjedź na Sylwestra, nie siedź sama przypominała matka. Bo jak przywitasz Nowy Rok w samotności, tak go przeżyjesz.

Tak, mamo, przyjadę obiecała.

31 grudnia, kiedy zegar wybijał siedem, Zofia szykowała się do domu rodziców, gdy usłyszała dzwonek do drzwi.

Kto to może być? pomyślała, otwierając.

Za progiem stał nie kto inny, jak Święty Mikołaj.

Witaj, kochana Zosiu przywitał się głosem pełnym ciepła mam dla ciebie prezent noworoczny. Wyciągnął z worka małe czerwone pudełeczko, otworzył je i ukazało się złote pierścionek.

Co to? od kogo? zapytała nieco przestraszona.

Czy wyjdziesz za młodzieńca Jana? odezwał się Mikołaj, a zza drzwi wyłonił się Jan, uśmiechnięty, trzymający bukiet róż i pierścionek.

Tak, tak wykrzyknęła Zofia, śmiejąc się z radości.

Przyjmij więc ten pierścionek w dniu waszego zaręczyn, 31 grudnia, tuż przed Nowym Rokiem, w mojej obecności powiedział Mikołaj, po czym zamknął drzwi za sobą.

Jan położył pierścionek na palcu Zofii, podał jej kwiaty i namiętnie ją pocałował.

Błogosławię was, moje dzieci rzekł święty, po czym odszedł, zostawiając ich w objęciach radości.

Przepraszam, kochanie, tak bardzo tęskniłem szepnął Jan.

Dlaczego zniknąłeś? Nie wiedziałam, co myśleć Dlaczego nie dzwoniłeś?

Byłem w delegacji w twoim zakładzie; wylądowałem na roczną misję, nie miałem czasu na telefon. Tego wieczoru zadzwoniła do mnie informacja, że moja siostra i matka uległy wypadkowi. Siostra zmarła, matka trafiła na OIOM. Nie mogłem dzwonić, bo nie miałem numeru, a samolot zabrał mój telefon. Poleciałem pierwszym lotem, zostawiając cię w niepewności. Chciałem spotkać się z tobą w Sylwestra, dlatego już teraz wróciłem.

Myślałam, że mnie porzuciłeś westchnęła Zofia, przytulając go.

Matka powoli wraca do zdrowia; po operacjach i żałobie wróciłem do ciebie. Nie mogłem pozwolić, byśmy przegapili ten wyjątkowy moment.

Zofia nie wiedziała, co zrobić.

Miałam iść do rodziców, czekających na mnie, a w domu nic nie przygotowałam przyznała, nieco zakłopotana.

Mam szampana wyciągnął z torby wino, mandarynki i cukierki. Pójdziemy razem do twoich rodziców, a ja poproszę ich o twoją rękę.

Ojciec otworzył drzwi i zobaczył córkę z nieznajomym mężczyzną.

Dzień dobry, proszę wejść przywitał się uprzejmie, podając rękę Janowi.

Dobry wieczór, nazywam się Jan odpowiedział.

Wszystko zaprowadziło ich do salonu, gdzie już stał pięknie nakryty stół, a choinka migotała lampkami.

Mamo, tato przedstawiła Jana, pokazując pierścionek. To mój narzeczony, przyszły mąż.

Rodzice byli w szoku.

Miło nam cię poznać odparła matka, po czym dodała: Skąd w ogóle się wziął Jan? Nie słyszałam o nim wcześniej

To noworoczny prezent zaśmiało się Jan, a wszyscy wybuchnęli śmiechem.

Zofia opowiedziała, jak Jan z pomocą Świętego Mikołaja złożył jej oświadczyny.

Mamy szczęście mieć takiego zięcia, pomysłowego i energicznego zaśmiał się ojciec. Za was, kochani, za wasze szczęście! wznieśli kieliszki szampana.

Wśród dźwięku stukających szklanek i radosnego śmiechu powitali Nowy Rok. Zofia zrozumiała, że najważniejsze w życiu nie są przypadkowe rozstania, lecz wiara w siebie i otwartość na kolejne szanse. Jeśli potrafimy wytrwać i ufać, każdy kolejny początek może przynieść szczęście, którego nie da się odmówić.

Rate article
Fajna Tajna
Lekko stykając się rękawami