Lekarstwo na Trudności

Dziennik
10 listopada

Poznaliśmy się z Łucją jeszcze na studiach w Krakowie. Oboje mieszkaliśmy w akademiku. Od razu wiedzieliśmy, że zostaniemy razem, ale dopiero po zdobyciu dyplomów. Życie, jak to życie, zweryfikowało nasze plany. Łucja zaszła w ciążę na ostatnim roku.

“Wojtek, co mam robić?” – Łucja patrzyła na mnie załamanym wzrokiem. – “Wiesz, jaka jest moja matka. Ledwo dała się przekonać, żebym wyjechała na studia. Przysięgłam, że nie skończę jak ona, że nie urodzę bez ślubu. A teraz? Jak mam wrócić do domu? Zabije mnie.” – Zagryzła wargę, powstrzymując łzy.

Też się bałem, ale postanowiłem zachować się jak mężczyzna. Rodzice nie stawiali mi warunków, gdy wyjeżdżałem na studia. Kochałem moją zrozpaczoną Łucję, więc zaproponowałem ślub. Egzaminy dyplomowe już się zbliżały – nie czas na wesele.

Zadzwoniłem do rodziców, wyznałem prawdę, powiedziałem, że wrócę z dyplomem i żoną. Narzekali, oczywiście, ale co mogli zrobić?

Łucja chowała wystający brzuch za moimi plecami, stojąc w ciasnym przedpokoju moich rodziców. Ojciec marszczył brwi, matka kręciła głową i wymyślała nam, że pośpieszyliśmy się z dzieckiem, że wzięliśmy ślub bez błogosławieństwa. Wzdychali, narzekali, ale w końcu postanowili pomóc. Sprzedali działkę rekreacyjną, przetrzepali oszczędności i kupili nam kawalerkę w Warszawie.

“Zrobiliśmy, co w naszej mocy. Reszta zależy od was” – powiedział ojciec na pożegnanie.

Dwa miesiące później Łucja urodziła córeczkę – Kasię.

Pracowałem, ale pieniędzy wciąż nie starczało. Rodzice oddali już wszystko, co mogli. Wstyd było prosić o więcej. Wtedy stary kolega ze szkoły zaproponował biznes – sprzedaż komputerów.

“To przyszłość. Teraz jest na to czas. Znam dostawców, dogadam się. Ty się znasz, ja dopiero się uczę. Razem zarobimy!” – przekonywał.

Lata 90. z bandytyzmem już minęły. Ryzyko było, ale legalnie – można spróbować. Zgodziłem się. Musiałem jednak pożyczyć sporą sumę na start.

Kupowaliśmy komputery z drugiej ręki, tanie, ale Wojtek je naprawiał, konfigurował, sprzedawał z zyskiem. Biznes się kręcił. Spłaciłem dług, kupiliśmy większe mieszkanie.

Kasia podrosła, czas do przedszkola. Łucja też chciała wrócić do pracy.

“Po co się spieszyć? Mamy pieniądze” – marudziłem. – “Może czas na syna?”

“Daj mi odetchnąć. Ledwo wyszłam z pieluch. Po studiach ani dnia nie pracowałam. A Kasi przyda się zabawa z rówieśnikami” – przekonywała.

Ale miejsc w przedszkolu brak. Zaproponowano Łucji posadę woźnej – wtedy przyjęliby Kasię. Zgodziła się bez namysłu.

“Z wyższym wykształceniem – woźną? Wstyd!” – wściekałem się.

“To tylko na rok. Potem znajdę coś lepszego, a Kasia będzie pod opieką” – tłumaczyła cicho.

Wtedy nie było jeszcze pracy zdalnej. Internet ledwo ciągnął. W końcu się zgodziłem.

Biznes kwitł, aż pewnej nocy skradziono nam cały nowy towar. Próbowali to przykryć podpaleniem. Zostałem z długami.

Kolega zaczął pić. Ja nie mogłem – miałem rodzinę. Szukałem pracy. Pewnego razem pomogłem kierowcy wyciągnąć samochód z błota. Zauważyłem na tylnym siedzeniu procesor. Rozmawialiśmy. Okazało się, że jego firma szuka informatyka. Zatrudnili mnie.

Dług spłaciłem. Życie się układało. Kasia dorastała, za rok matura. Wydawało się, że najgorsze za nami.

Aż tamtego dnia…

Łucja gotowała obiad, Kasia słuchała muzyki z koleżanką. Potem wyszły – Kasia miała tylko odprowadzić znajomą.

“Gdzie Kasia?” – spytałem, wracając do domu.

Łucja zbladła. Zadzwoniła do koleżanki. Okazało się, że rozstały się pół godziny temu.

Znaleźliśmy ją w szpitalu – potrąconą przez samochód na letnich oponach. Przeżyła trzy dni w śpiączce.

Łucja załamała się. Codziennie jeździła na cmentarz. Winą obarczała mnie:

“Gdyby nie ten twój biznes, gdyby nie długi, urodziłabym drugie dziecko…”

Bałem się o jej rozum. Ktoś poradził mi kupić psa albo kota.

Pewnego dnia sąsiadka przyniosła nam szarego kociaka – miała alergię.

“Koty leczą” – powiedziała.

Łucja przytuliła malucha, zaczęła go nazywać Mruczkiem – tak Ksia wołała swoją ukochaną pluszakową kotkę.

Tego dnia znów zobaczyłem w jej oczu iskrę.

**Lekcja:** Czasem najmniejsze stworzenie potrafi uleczyć największy ból. Gdy tracisz wszystko, los i tak zostawia ci otwarte drzwi – nawet jeśli są to drzwi do kociej kuwety.

Rate article
Fajna Tajna
Lekarstwo na Trudności