Siedziałem na parapecie i patrzyłem przez okno, czekając na tatę. Minęły już dwa lata odkąd mama nas opuściła. Tata powiedział kiedyś ze smutkiem, że założyła nową rodzinę. Dlaczego odeszła ode mnie? Do dziś nie wiem. Z czasem zacząłem o niej zapominać.
Tata starał się robić wszystko dla mnie. Przecież mam już dziesięć lat, jestem prawie dorosły, nie ma sensu nic przede mną ukrywać. Nauczyłem się zmywać naczynia i układać rzeczy na półkach. Nie bawię się już zabawkami, czuję się jak prawie dorosły. Tylko czasem czuję się bardzo samotny. Tęsknię za psem, ale tata nie zgadzał się na zwierzaka.
Kto się nim zajmie? pytał. Pracuję cały czas, ty chodzisz do szkoły i jesteś jeszcze za młody.
Zamiast psa, tata pewnego dnia przyprowadził do domu kobietę. Nazywała się Jolanta. Zamieszkała z nami. Starałem się z nią nie rozmawiać, wydawała mi się zbędna. Tata nazywał ją żoną i chciał, żebym miał mamę.
Nie potrzebuję jej! odparłem stanowczo i wróciłem na swoje miejsce. Tak żyliśmy. Widziałem, jak tata cieszył się z obecności Jolanty. Byli dla siebie mili, śmiali się, przytulali. A ja wciąż byłem zły.
Tato, chcę żeby ona odeszła. prosiłem.
Marek, nie możesz tak mówić. Trudno żyć bez kobiety żony i matki.
Nadeszły ciepłe dni. Biegałem na podwórku z chłopakami. Koledzy opowiadali mi, że tata i nowa mama mogą oddać mnie do domu dziecka.
Zrobiło mi się strasznie. Czemu mieliby mnie oddać? Może urodzą sobie nowe dziecko, a ja będę tylko przeszkadzać. Postanowiłem przygotować się na najgorsze.
Pewnego dnia usłyszałem urywki rozmowy: Dobrze mu tam będzie, powinniśmy go tam wysłać.
To mnie dobijało. Całą noc nie spałem, a rano postanowiłem pozbyć się Jolanty. Robiłem jej na złość przesoliłem herbatę, zostawiłem włączony palnik pod pustą patelnią. Byłem nieznośny. Jolanta domyśliła się, że to moja sprawka i poprosiła mnie na rozmowę.
Marek, musimy porozmawiać. Jesteś zły. zaczęła.
Nie jestem próbowałem się wykręcić.
Nie chcę cię skrzywdzić, synku…
Nie mów do mnie “synku”! burknąłem.
Wynajęliśmy domek nad jeziorem na wakacje. Chcieli zrobić mi niespodziankę, ale chyba najwyższy czas powiedzieć prawdę. Tata znalazł psa i dzisiaj jedziemy go odebrać. Możesz pojechać z nami.
Naprawdę? byłem zdziwiony i już jej prawie uwierzyłem. Przytuliłem Jolantę najmocniej jak tylko potrafiłem.
Jolanta prawie się popłakała. Powiedziała tylko: Cieszyć się trzeba, wszystko będzie dobrze, nie ma co płakać, pogłaskała mnie po głowie.
Gdy tata wrócił z pracy, ruszyliśmy po szczeniaka. Już mi przeszły złe emocje i zaczynałem patrzeć na Jolantę jak na przyjaciela, nie wroga. Pogodziliśmy się. Pies zasnął w moich ramionach. Wszyscy byliśmy szczęśliwi.
Dziś wiem, że czasem wystarczy otworzyć się na kogoś, by zobaczyć, że nie jest tak źle. Czasem w życiu trzeba po prostu pozwolić komuś się do siebie zbliżyć.



