Kupuję sobie najlepsze mięso z indyka i robię na parze delikatne kotlety, a mężowi serwuję przecenioną wieprzowinę po terminie – tak wygląda nasz związek po trzydziestu latach małżeństwa, gdy on nigdy nie chciał pracować, a ja nadal zarabiam, wychowuję wnuki i ukrywam przed nim lepsze jedzenie w dodatkowej lodówce, bo nie zamierzam dzielić się wyższą jakością za darmo!

Słuchaj, powiem Ci coś szczerze, jak się znamy tyle lat od dawna robię wszystko w domu sama, a mój Staszek to tylko patrzy, jak sobie ułatwić życie. Mam już pięćdziesiąt siedem lat na karku i przez ponad trzy dekady jestem żoną. Od początku, jak tylko się pobraliśmy, to na mojej głowie było pranie, gotowanie i całe to domowe zamieszanie. No i dzieci dwójka, Marysia i Zosia, obie wychowane i odchowane na ludzi.

Nie wiem, jak to się stało, ale przez tyle lat ciągle ganiałam jak ta wiewiórka po klatce. Ciągle dwie prace na raz albo dorabianie po godzinach, żeby dzieciom niczego nie brakowało i żeby wyglądały tak samo dobrze jak inne, na szkolnych zdjęciach to musiały być zawsze schludnie ubrane!

A Staszek? On to roboty nigdy się nie złapał na poważnie. Jeszcze w młodości coś tam robił od święta, ale jak tylko przeszedł na emeryturę, to już całkiem przestał się przejmować. On siedzi w domu i tyle go widziano! Ja dalej w pracy, do tego jeszcze czasem dzieciom pomagam z wnukami i w domu ogarniam wszystko.

I wiesz, ile razy go prosiłam: “Stasiu, może byś chociaż jako nocny portier dorobił?” a on na to, że przecież radzimy sobie i po co ma się jeszcze zmęczać. Co ciekawe, jeśli chodzi o jedzenie, to Staszek głupi nie jest! Jak ja po pracy wracam, to on już zjadł wszystko, co było smaczniejsze, a dla mnie zostaje tylko zupa…

Sprzedałam to kiedyś w pracy mojej koleżance, Krysi, a ona podpowiedziała mi, żebym gotowała osobno jemu z tańszych rzeczy, sobie z lepszych składników. Wróciłam do domu i powiedziałam Staszkowi, że lekarz kazał mi przejść na dietę, więc on nie powinien ruszać mojego jedzenia.

No i co zrobiłam? Teraz swoje jedzenie chowam po kątach. Jak Staszek idzie do garażu, to sobie zjadam czekoladę, kiełbasę i ser trzymam głęboko w lodówce, tak żeby nie znalazł. Ratunkiem jest to, że mamy dwie lodówki jedna na podstawowe rzeczy, a w drugiej trzymam domowe przetwory i tam schowam lepsze jedzenie.

Oj, nie wiem, czy Twój też taki, ale faceci to wiecznie nie wiedzą, gdzie co leży. Kupuję sobie lepsze mięso z indyka z Lidla, robię parowane kotlety, a dla Staszka biorę wieprzowinę na promocji, co lada moment traci ważność doprawię mocniej i jest zadowolony. Makaron z najtańszej półki, za trzy złote, a dla siebie tylko dobrej jakości durum.

I nie powiem, wcale nie mam wyrzutów sumienia, bo czemu mam się z nim dzielić lepszym jedzeniem, skoro nawet nie próbuję pomóc? Jeśli chce dobrze jeść, niech ruszy się do roboty! A rozwodzić się w tym wieku to już głupota, całe życie razem, dom wspólny, po co się szarpać, sprzedawać wszystko i dzielić te nasze złotówki na pół? Po prostu już nie mam na to siły i wolę jakoś sobie radzić po swojemu.

Rate article
Fajna Tajna
Kupuję sobie najlepsze mięso z indyka i robię na parze delikatne kotlety, a mężowi serwuję przecenioną wieprzowinę po terminie – tak wygląda nasz związek po trzydziestu latach małżeństwa, gdy on nigdy nie chciał pracować, a ja nadal zarabiam, wychowuję wnuki i ukrywam przed nim lepsze jedzenie w dodatkowej lodówce, bo nie zamierzam dzielić się wyższą jakością za darmo!