Kupuję dla siebie najlepsze filety z indyka i gotuję parowe kotlety, a mężowi serwuję przecenioną, przeterminowaną wieprzowinę – po trzydziestu latach małżeństwa mam dość jego lenistwa i ukrywam smakołyki przed własnym mężem!

Kupuję sobie najlepsze polędwiczki z indyka i gotuję parowane kotleciki, a mąż dostaje schab z przeceny, który już ledwo pachnie świeżością.

Mam pięćdziesiąt siedem lat. Od ponad trzech dekad jestem żoną przez cały ten czas prałam koszule mężowskie, gotowałam pierogi i dbałam o rodzinne ognisko. Mamy z Januszem dwoje dzieci, które sama wychowałam i posłałam do szkół. Całe życie byłam jak chomik kręcący się w kołowrotku. Latałam z pracy do pracy, łapałam się fuch, sprzątałam klatki schodowe, szyłam dla sąsiadek, żeby nasze dzieci miały wszystko, czego zapragną i wyglądały jak warszawscy królewicze na szkolnym korytarzu.

Przez wspólne lata Janusz nigdy się nie napracował. Jak tylko osiągnął wiek emerytalny, rozsadził się w fotelu, wyginał antenę od telewizora i w ogóle przestał pracować. Ja wciąż pracuję raz w szkole, raz w księgarni pomagam córce przy wnukach i trzymam dom w ryzach.

Nie raz prosiłam Janusza, by poszedł choćby na portiera do urzędu miasta. On mówił: Po co, Halina, jakoś sobie radzimy. A co do jedzenia nie daje się przechytrzyć! Nim wrócę z dyżuru, on już wyje wszystko, co smaczne, a dla mnie zostawia tylko rozgotowaną zupę, co raz już zamieszkała lodówkę.

Raz pogadałam o tym z sąsiadką Grażyną, a ona mi doradziła: Halina, gotuj sobie osobno, a jemu daj to, co tańsze! Będzie sprawiedliwie. Wróciłam do domu i powiedziałam Januszowi, że lekarz kazał mi trzymać specjalną dietę, więc nie powinnam dzielić się jedzeniem.

Teraz chowam swoje gratki, a gdy mąż przy śmierdzącym garze w garażu dłubie, ja wsuwam ptasie mleczko. Kabanosy i ser chowam na półce nad słoikami po ogórkach, a potem, gdy nie patrzy, zjadam w ciszy. Ratuje mnie fakt, że mamy dwie lodówki w jednej trzymam kiełbasę na pokuszenie, w drugiej, pod słoikami, puszczam własne zapasy.

Znacie facetów ślepi, dopóki szynka leży na stole. Dla siebie biorę filet z indyka z marketu Biedronka i wyrabiam parowane kotleciki na parze, a dla niego kupuję schab ze stołecznego bazaru, pod koniec ważności, zalewam przyprawą z torebki i nie narzeka. Makaron daje mu najtańszy za trzy złote, a dla siebie tylko durum.

I nie mam z tego powodu wyrzutów sumienia. Robię to, bo mam prawo choć trochę zadbać o siebie. Jeśli marzy mu się coś lepszego, niech ruszy w miasto do pracy. Po tylu latach rozwodzić się szkoda zdrowia! Stary dom w Legionowie dzielić? Zostaniemy razem, przecież już prawie całe życie za nami. A złotówek wspólnych szkoda tak po prostu dzielić na pół.

Rate article
Fajna Tajna
Kupuję dla siebie najlepsze filety z indyka i gotuję parowe kotlety, a mężowi serwuję przecenioną, przeterminowaną wieprzowinę – po trzydziestu latach małżeństwa mam dość jego lenistwa i ukrywam smakołyki przed własnym mężem!