Przygotowania na Wszystkich
– Nie zamierzam organizować wielkiego przyjęcia z okazji jubileuszu, więc zapraszam minimalną liczbę gości – mówiła Nina do syna i synowej przy kolacji.
– Ile dokładnie? – chciał się upewnić Włodzimierz, znając zamiłowanie matki do hucznych uroczystości.
– Dokładnie dwadzieścia trzy osoby, a jeszcze kilka jest pod znakiem zapytania – spokojnie opowiadała starsza kobieta.
– Poczekaj, czyli że już wszystkich zaprosiłaś, skoro wiesz, kto się pojawi i teraz stawiasz nas przed faktem dokonanym? – Olena od razu połączyła kropki.
– No cóż, w końcu obchodzę siedemdziesiąte urodziny, to moje mieszkanie i uważam, że mam prawo zapraszać kogo chcę – odpowiedziała Nina. – Będą tylko dzieci, wnuki i rodzime siostry z rodzinami. I tak nie zapraszam sąsiadów ani dalszej rodziny.
– Ale po co tyle zachodu i wydatków? – zastanawiał się Włodzimierz. – Nasze mieszkanie nie jest na tyle duże, żeby pomieścić wszystkich, będziemy musieli zrobić zakupy, posprzątać i wszystko przygotować.
– W porządku, mieszkacie w moim mieszkaniu, a jak matce wyprawić jedną imprezę, to wszystko wam nie w smak – zaczynała Nina swoje przedstawienie. – Może to mój ostatni jubileusz, mam prawo podejmować decyzje samodzielnie.
– Przecież wiesz, że sama sobie z przygotowaniami nie poradzisz – mówił później Włodzimierz. – Moja starsza siostra Kamila dawno poróżniła się z matką, więc może nawet nie przyjść na przyjęcie. Młodsza Magda mieszka w innym mieście i na pewno nie przyjedzie, żeby pomóc, więc będzie to na twojej głowie.
– Świetnie, czyli na tydzień zmieniam się w służącą – denerwowała się Olena.
– Innego wyjścia nie mamy, chcemy uszanować matkę, no i mieszkamy u niej w mieszkaniu – przypominał Włodzimierz.
Olena nie miała ochoty nic robić, ale fakt wspólnego mieszkania wydawał się być decydujący. Rozumiała, że w przeciwnym razie teściowa nie dałaby im spokojnie żyć. Dwa tygodnie przed imprezą zrobiła generalne porządki, doprowadzając mieszkanie do błysku i postanowiła tuż przed świętowaniem wszystko tylko odświeżyć.
– Nie podoba mi się menu, które zaproponowałaś – mówiła Nina, patrząc na notatki synowej. – Mało tu dań mięsnych. Nikomu nie są potrzebne wasze modne kanapki i w ogóle nie można dopuścić, żeby goście wyszli głodni.
– Ale jest tu wiele dań, które są kaloryczne i wymagają dużych nakładów czasu oraz pieniędzy na przygotowanie – tłumaczyła się Olena.
– Dobrze, coś jeszcze dodam, potem zobaczymy – krzywiła się Nina.
Po dodaniu przez nią lista dań i kosztów wzrosła o połowę. Nina sama zamierzała częściowo pokryć wydatki na bankiet, ale oczekiwała także pomocy od syna i synowej.
– Po pierwsze, jesteśmy jedną rodziną i to normalne – stwierdziła stanowczo. – Po drugie, jeszcze nie podjęłam żadnej decyzji odnośnie mieszkania. Jeśli wam je zostawię, i tak będziemy na plusie, więc warto się trochę postarać.
Olena starała się trzymać język za zębami, by nie urazić męża. On pokornie wypełniał zachcianki matki. Obawiała się kupować wszystkie produkty w jednym supermarkecie, ponieważ uważała to za nieopłacalne.
– Ale przecież zużyjemy benzynę, stracimy czas i siły, żeby kupować olej w jednym sklepie, śmietanę na targu, a jaja za miastem – zastanawiała się Olena.
– Nic się nie stanie – nalegała teściowa. – Chcę być pewna jakości produktów, więc trzeba kupować tam, gdzie zawsze biorę.
Nina nie miała więcej sił czy energii do pomocy w przygotowaniach, ale zakupy kontrolowała i wymagała, żeby syn woził ją samochodem. Po pracy Włodzimierz musiał z matką biegać po sklepach i wysłuchiwać kolejnych kaznodziejstw.
– Mam nadzieję, że masz sprawdzonego cukiernika do zamówienia tortu? – zainteresowała się Nina u synowej.
– Myślałam, że po prostu kupimy gotowy tort lub ciastka – zdziwiła się Olena.
– No jasne, można w ogóle nie martwić się i kupić na moje jubileuszowe urodziny podpłomyk – skarżyła się artystycznie emerytka. – Swojej matce na pewno takich numerów nie urządzisz.
– Moja matka miała w zeszłym roku jubileusz i go w ogóle nie obchodziła – wypaliła Olena. – Po prostu siedzieliśmy w rodzinnym gronie z rodzicami i rodziną brata.
– Cóż, to wasza sprawa, każda rodzina ma swoje zasady – nie dawała za wygraną Nina. – Przyszłaś do naszej, bądź tak dobra i szanuj nasze reguły.
Olena naprawdę próbowała zadowolić teściową. W porze lunchu w pracy wybierała tort i przeglądała przepisy, po pracy wpadała do sklepu, bo ciągle trzeba było coś dokupić. Ponieważ goście zostali zaproszeni na sobotę, od czwartku wzięła urlop, aby wszystko przygotować i zdążyć na czas.
– Rozumiem, że sumienia to wy naprawdę nie macie – znowu złościła się Nina. – Dobrze, Włodzimierz to mężczyzna i niczego nie rozumie, ale ty mogłabyś mi pomóc z własnej inicjatywy.
– Co jest nie tak? – próbowała zrozumieć Olena powód niezadowolenia.
– Mam przyjęcie, przyjdą goście, a ja ich mam witać w szlafroku i z koczkiem na głowie?
Olena musiała więc wędrować z teściową po sklepach i wybierać dla niej strój. Umówiła się z koleżanką, która obiecała przyjść do domu i zrobić jubilatce fryzurę z makijażem.
– Dlaczego dzisiaj pieczesz mięso? – wpadła Nina do kuchni. – Przecież przyjęcie jest pojutrze i ono już będzie nieświeże.
– Bo jutro cały dzień wszystko jest już zaplanowane i nie zdążę fizycznie przygotować wszystkiego na raz – przypomniała Olena. – Kuchenka i piekarnik będą zajęte, a mam tylko dwie ręce.
– No to wstań wcześniej i nie rób z siebie bohaterki – naciskała Nina.
– Próbujecie wszystko zrobić moimi rękami – Olena nie mogła już dłużej milczeć. – I w ogóle, skoro nic się nie podoba, nie zamierzam nic robić.
– Jak to?! – krzyczała czerwona ze złości Nina.
– Zaproście swoich gości do kawiarni albo zamówcie dostawę – nie panowała już nad sobą Olena. – Mam dość niezadowolenia i oskarżeń.
Wracając z pracy, Włodzimierz zastał zapłakaną żonę i rozwścieczoną matkę. Matka piła krople na serce, oskarżała synową o próbę zniszczenia jubileuszu.
– Kochanie, proszę, dokończmy to, co zaczęliśmy – prosił Włodzimierz. – W istocie, zostało parę dni, przetrwamy to i będzie nam lepiej.
Olena stłumiła swoją dumę dla spokoju męża, odpoczęła i poszła do kuchni. Cały piątek spędziła tam, padając ze zmęczenia. W sobotę na przyjście gości wszystko było gotowe, a mieszkanie lśniło czystością. Jubilatka w nowym stroju i z fryzurą przyjmowała gratulacje i zapraszała wszystkich do stołu.
– Wszystko przygotowane z miłością i w dobrym nastroju – miło uśmiechała się Nina do krewnych.
– Jak zwykle u was smacznie, pięknie i oryginalnie – sypały się komplementy od gości.
– Bardzo starałam się, chociaż byli ludzie, próbujący stwarzać problemy – odpowiadała jubilatka, obrzucając wzrokiem synową i córki.
Podczas całego bankietu Olena prawie nie usiadła, bo ciągle latała z talerzami. Włodzimierzowi puściły nerwy i zmusił siostry, by pomogły żonie.
– Nie mogę zrozumieć, jesteś bohaterką czy po prostu taką głupią? – zapytała szwagierka Kamila w kuchni.
– Co masz na myśli? – nie rozumiała Olena.
– Przecież wiadomo, że matka kręci tobą jak chce, a cały ten bankiet jest na twój koszt i z twoim wysiłkiem – odpowiedziała Kamila.
– Nie dosypuj jej soli na rany – prosiła druga siostra, Magda. – Ty dobrze wiesz, jaka jest nasza matka i dlaczego zachowujemy dystans.
– To przecież jubileusz, szacunek, mieszkamy razem i w ogóle – Olena była zdezorientowana.
– To nasza matka, przyjechaliśmy z obawy, że to mogą być jej ostatnie urodziny – kontynuowała Magda. – Ale obiektywnie mówiąc, jest bardzo trudnym człowiekiem, życie z nią na co dzień jest niemożliwe. I jeśli myślisz, że zostawi wam to mieszkanie, to wątpię. Po prostu próbuje trzymać was blisko i kontrolować, my to już przeszliśmy.
Goście siedzieli do późna, wygłaszali pochwalne przemowy, pochłonęli niemal wszystko ze stołu i wracali do domów z gościnnością w formie kupionych na wynos ciastek. Po odjeździe ostatnich gości, jubilatka jak królowa udała się na odpoczynek, nawet nie mówiąc synowi i synowej “dziękuję” za pomoc. Olena sama zmywała naczynia prawie do rana, a potem poszła spać. Jednak nie wyspała się, bo o dziesiątej rano teściowa wpadła do pokoju z propozycją zakupów, chcąc wydać pieniądze z prezentów.
– Ja tak dłużej nie mogę i nie chcę, rozumiesz? – zapytała Olena męża, gdy tylko zamknęły się za nią drzwi. – Nigdzie nie pojadę i nie obchodzi mnie jej reakcja.
Włodzimierz także nigdzie nie pojechał, Nina była obrażona, potem urządzała kolejne przedstawienia i wszystkim opowiadała, jak syn i synowa jej nie doceniają i ranią. Po dwóch miesiącach Olena przekonała męża, by przeprowadzili się do wynajmowanego mieszkania, żeby mieszkać z dala od teściowej. Nie zrozumiała powodu tej decyzji i dalej obgadywała synową, “która zrujnowała życie jej synowi i w ogóle nie szanuje jego matki”. Nina uważała się za idealną matkę, która wychowała niewdzięczne dzieci.



