Kto wie, dokąd popłynie rzeka przeznaczenia

Kto wie, dokąd popłynie rzeka losu

Ostatni miesiąc był jakiś dziwny. Cały czas obserwowałam Andrzeja coraz bardziej zamyślony, przygaszony, ze mną rozmawiał tylko zdawkowo. Patrzyłam na niego z niepokojem.

Na pewno coś mu się dzieje, chyba jest chory myślałam. A przecież za chwilę skończy czterdzieści pięć lat! Przygotowuję jego urodziny w kawiarni, a on chodzi taki nieobecny. Trzeba go zabrać do przychodni na badania, mam znajomego lekarza, wszystko załatwię… Zrobię mu pełen komplet badań, niech się dowie, gdzie go boli.

Z moimi domysłami poszłam jak zwykle do Basi mojej najbliższej przyjaciółki. Zawsze możemy na siebie liczyć. Wreszcie wyznałam jej, co myślę o Andrzeju.

Tosiek, mój Zbyszek, jak się zakochał, to też chodził rozbity powiedziała nagle Basia. Pokręcił z babą z pracy, robił się coraz bardziej dziwny, aż go nakryłam.

Oj, Basia, nie porównuj swojego Zbyszka do mojego Andrzeja odcięłam się szybko.

A przepraszam bardzo, czym twój Andrzej taki wyjątkowy?

No, nie jest lepszy To prawda, że Zbyszek twój przystojny, wesoły, ma powodzenie u kobiet. A mój Andrzej? Cichy, w towarzystwie dwóch słów nie złoży, sam się go oświadczałam, bo przecież do końca życia by się chyba nie zdecydował. Sama do niego się wprowadziłam, bo on pewnie do dziś by był kawalerem.

W zeszłym roku Basia nakryła Zbyszka na zdradzie z inną. Pocieszałam ją jak mogłam.

Daj sobie z nim spokój, zadbaj o siebie, przestań się zadręczać. Rzuć go, niech idzie do diabła.

Basia poszła na całość wyrzuciła Zbyszka z domu, sama codziennie bywała w pubach, zawierała znajomości, flirtowała na lewo i prawo, ścięła się na chłopaka, wszystkim mówiła, że zmienia styl… Patrzyłam na nią z przerażeniem. Ja radziłam jej zapisać się na fitness albo jakieś kursy, nauczyć się czegoś nowego, zadbać o siebie zdrowiej. Ale ona miała swoje metody i w końcu wybaczyła Zbyszkowi. Nigdy jej nie zrozumiałam.

Ja bym Andrzeja nigdy nie wybaczyła myślałam.

Z Andrzejem jesteśmy już długo po ślubie niedługo minie dwadzieścia sześć lat! Znamy się jak łyse konie przeżyliśmy razem niejedno, wychowaliśmy dwóch synów, już prawie dorosłych. Przed nami spokojna starość. Jeszcze nie jesteśmy starzy, trzeba się cieszyć tym co mamy. Podjęłam decyzję: organizujemy Andrzejowi jubileusz, już wszystko z rodziną ustalam, potem mu powiem.

Pobraliśmy się niedługo przed dyplomem. Poznaliśmy się na wycieczce w Bieszczady on z Wydziału Historii, ja z Filologii Polskiej, okazało się, że mieszkamy w tej samej dzielnicy Krakowa. Na tym wyjeździe siedzieliśmy razem przy ognisku Pierwsza zwróciłam uwagę na Andrzeja, takiego skromnego, spokojnego. Byłam nieśmiała, ale z czasem sama przełamałam lody, nawet zaopiekowałam się nim, gdy podarł koszulę zaszywałam mu ją potem w schronisku.

Andrzej jak dżentelmen nosił mój ciężki plecak, tak się zżyliśmy. A później przyjaźń przerodziła się w miłość. Szczerze mu się przyznałam, a on końcu ją odwzajemnił.

Magda, chyba też się w tobie zakochałem wyznał kiedyś szeptem.

No to już jasne! Musimy razem zamieszkać. Przeniosę swoje rzeczy do ciebie, pójdziemy do urzędu złożyć podanie o ślub. Nie protestował.

Wprowadziłam się do mieszkania, gdzie Andrzej mieszkał z babcią Wandą. Najbardziej się cieszył z tego tata Andrzeja, bo babcia Wanda to była jego mama. Mama Andrzeja od lat nie rozmawiała z teściową, nie chciała się nią opiekować, a Andrzej wnuk o złotym sercu zamieszkał z chorą babcią. Od tamtej pory to ja zajmowałam się babcią.

Andrzejek, twoja Magdusia to skarb, wszystko potrafi, taka zaradna, taka gospodarna, właśnie taka żona ci potrzebna. Gdy się pobierzecie, przepiszę wam mieszkanie. Dbaj o Magdę, słyszysz powtarzała babcia Wanda.

Niedługo później wzięliśmy ślub. Babcia Wanda zmarła, urodzili się nasi synowie najpierw Kuba, potem Paweł. Teraz Kuba ma już dwadzieścia trzy lata, a Paweł dwadzieścia jeden… Życie płynęło spokojnie wakacje, wyjazdy, zawsze razem z dziećmi. Ale coś się ostatnio popsuło I nagle Andrzej wypalił:

Całe życie już minęło, a my niczego wielkiego nie przeżyliśmy, Magda powiedział, a ja aż się zagotowałam.

Co ty mówisz?! Wakacje w Zakopanym, nad morzem w Kołobrzegu, Mazury zaliczone, przecież nawet do Grecji i Hiszpanii lataliśmy! Dzieci wychowaliśmy, zaraz wnuki będą, wszystko dobrze!

Nie o tym mówię machnął ręką i spojrzał na mnie tak dziwnie, że miałam wrażenie, że go nie poznaję.

Zajęłam się swoimi sprawami.

Andrzej, a może zaprosić na urodziny Tomka i Małgosię, przecież to nasi przyjaciele, mimo że siedzą teraz w Gdańsku.

Na jakie urodziny? Andrzej spojrzał podejrzliwie.

No na twoje. Już za parę tygodni czterdziestka piątka, wynajmę salę w kawiarni.

Tak? Nawet nie wiedziałem, że mnie to czeka spojrzał na mnie znowu swoim dziwnym wzrokiem.

Teraz siedzę już trzecią godzinę sama na kanapie, patrzę w podłogę. Łez brak.

Nigdy nie wyobrażałam sobie, że takie coś mnie spotka rozmyślam.

Andrzej wrócił dziś wcześniej z pracy, nie spodziewałam się go o tej porze. Ostatnio w ogóle zostawał po godzinach już przywykłam.

Cześć rzucił, odkładając skórzaną kurtkę na krzesło i siadł w kuchni, jakby był nieobecny.

No to rusz się, Andrzej, zdejmij tę kurtkę, umyj ręce, kolacja gotowa mówię tym moim zwykłym, codziennym tonem.

Andrzej siedział w ciszy, głowa spuszczona.

Magda, ja odchodzę… wybacz mi wyszeptał.

Jak to odchodzisz? Ale gdzie? Przestań, chyba ci coś zaszkodziło… Zaraz ci załatwię wizytę u lekarza, zbadasz się

Andrzej spojrzał mi w oczy:

Jestem zdrowy. Tu nie chodzi o zdrowie. Zakochałem się, Magda. Od dwóch lat spotykam się z kobietą z pracy.

Znalazłeś sobie młodą? wyrwało mi się ostro.

Nie, wcale nie. Nie jest młodsza ani piękniejsza. Po prostu… prawdziwa kobieta.

A ja co, Andrzej?! patrzyłam na niego z niedowierzaniem.

Ty? pokręcił głową z rezygnacją. Ty jesteś moją panią domu. Ja ciągle na twojej smyczy. Decydujesz o wszystkim. Nawet w czym mam chodzić, co jeść, gdzie jechać na wakacje, jak spędzać wolny czas. Dawkujesz pieniądze, nie mogę iść na piwo czy do kawiarni, bo nie mam grosza w kieszeni. Nie mogę sam wybrać koszuli, bo już ją dla mnie kupisz. Nie mogę wyjść z chłopakami na mecz. Po prostu, Magda, ty wszystkim rządzisz. Nigdy nie spytałaś, czego chcę ja.

Andrzej, ale ja dla ciebie zawsze chciałam najlepiej, wszystko robiłam dla nas! próbowałam się tłumaczyć.

Zawsze oddaję ci swoją pensję, ty wszystkim gospodarujesz. Dosłownie wypłacasz mi drobne na kawę, papierosy, kanapkę. Czuję się upokorzony, Magda. Każdy mężczyzna chce mieć trochę swobody. Brakuje mi powietrza, nie mogę decydować sam o sobie. A wiesz dlaczego się zakochałem? Bo ona pozwala mi być mężczyzną, pozwala mi się o siebie starać. Pozwala mi być sobą.

Patrzyłam, jak rozbłyskuje mu w oczach światło. Wyglądał inaczej, ożywiony, inny. Chyba rzeczywiście jest zakochany… Tak jak za młodu.

To się nie mieści w głowie pomyślałam. W naszym wieku, po tylu latach małżeństwa, i co ludzie powiedzą! Przecież mieliśmy taką dobrą rodzinę…

Co mnie obchodzą ludzie? warknął Andrzej. Nigdy nie byłaś ciekawa, czego tak naprawdę pragnę.

W końcu poczułam, że to nie żarty. To nie był bunt, to była rewolucja. Nie mogłam nic zrobić, nawet nie potrafiłam powstrzymać łez. Chyba po raz pierwszy od lat, rozpłakałam się przy nim.

Płaczesz…? zapytał zdziwiony.

Objęłam go odruchowo, prawie błagalnie. Ale Andrzej odsunął moje ręce, wyszedł do pokoju, wrzucił parę rzeczy do walizki. Za chwilę trzasnęły drzwi.

Zostałam w pustym mieszkaniu. Jak to się stało? Czy wyobrażałam sobie, że los tak zakpi ze mnie? Że z poukładanej, szczęśliwej żony zostanę sama, a przed sobą starość, samotność?

Od razu zadzwoniłam do Basi. Przyszła czym prędzej, zaczęła pocieszać.

Magda, jakie nasze lata jeszcze wszystko przed tobą! Przypomnij sobie, jak radziłaś mnie, żebym zajęła się sobą, poszła na kurs tańca, nauczyła się czegoś. A widzisz kursy na nic się nie przydały, Zbyszek wrócił i już więcej nie zgrywa bohatera. Może Andrzej też się opamięta i wróci?

Widziałam jednak, że Basia w to nie wierzy, zna przecież Andrzeja był inny niż Zbyszek. Bardziej zamknięty, uparty.

Nie, Basia… Andrzej odszedł raz na zawsze. Po tym, co powiedział… Znam go. On już nie wróci.

Kiedy Basia wyszła, siedziałam potem długo bez słowa. Pustka. Przecież zawsze wiedziałam, co robić, komu wydawać polecenia, o kogo dbać. Muszę się przyzwyczaić do samotności. A może jeszcze coś się wydarzy w moim życiu? Kto wie, dokąd popłynie rzeka losu. Może jeszcze dotrę do innego brzegu.

Rate article
Fajna Tajna
Kto wie, dokąd popłynie rzeka przeznaczenia