Kto spał na moim łóżku i wygniótł je Opowieść.
Kochanka męża była trochę starsza od córki pulchne dziecięce policzki, naiwne oczy i kolczyk w nosie (gdy córka chciała taki zrobić, Michał zrobił straszną awanturę i zakazał). Trudno było się na nią gniewać Ewelina patrzyła na jej nagie, sinawe nogi, króciutką kurtkę i miała ochotę powiedzieć złośliwie: Jeśli zamierzasz rodzić temu matołowi dzieci, kup sobie zimową kurtkę i załóż rajstopy pod dżinsy. Ale, wiadomo, nic nie powiedziała. Po prostu oddała Kindze klucze, złapała dwie torby z resztkami swoich rzeczy i ruszyła w stronę przystanku tramwajowego.
Pani Ewelino, a co to za szafka pod blatem w kuchni? zawołała za nią dziewczyna. Tam się trzyma garnki?
Ewelina nie wytrzymała i rzuciła na odchodne:
Zwykle tam chowałam zwłoki kochanek Michała, ale ty możesz tam umyć talerze.
Nie czekając na odpowiedź, nawet nie patrząc na przestraszoną twarz Kingi, Ewelina, zadowolona z siebie, zeszła po schodach. No i to wszystko dwadzieścia lat życia do rynsztoka.
Pierwsza o kochance Michała dowiedziała się córka. Uciekła z lekcji, wróciła do domu myśląc, że nikogo nie zastanie i nakryła nimfę, która piła kakao z jej ulubionego kubka. Ubrań na nimfie prawie nie było, a z łazienki dobiegał plusk ojca bystra córka Basia od razu się połapała, zadzwoniła do Eweliny i powiedziała:
Mamo, wydaje mi się, że tata ma kochankę, ona włożyła moje kapcie i pije z mojego kubka!
Jak w bajce, zaśmiała się Ewelina, wspominając, jak Basia była wtedy roztrzęsiona, ale najbardziej martwiła się nie zdradą ojca, tylko tym, że ktoś dotknął jej rzeczy. Kto spał na moim łóżku i je wygniótł
Ewelina przyjęła to dużo spokojniej niż córka. Jasne, jej duma ucierpiała dziewczyna była młoda i ładna, a ona sama miała nadwagę, cellulit i inne przywary czterdziestolatki. Ale poczuła ulgę ile lat trwały te nocne telefony, nienormalny tryb pracy, paragony z kawiarni, gdzie Michał nigdy jej nie zabrał Nigdy nie udało jej się go złapać na gorącym uczynku, Michał tak sprytnie wszystko układał, że Ewelina czuła się winna, jeśli go podejrzewała.
Pierwsza taka bezczelnie kłamał Michał. Nie wiem, chyba miałem zaćmienie, jakby kometa mi spadła na głowę.
Tą kometą okazała się recepcjonistka hotelu, w którym Michał nocował podczas delegacji w Krakowie. Miała dwadzieścia lat, poza słodkim uśmiechem żadnych wielkich zalet. I rozumu też nie za wiele, bo przyjechała za Michałem do Warszawy, wyniosła się do obskurnego pokoiku za oszczędzone złotówki. Dlatego spotykali się u Michała tam można było się wykąpać i uprać rzeczy. Teraz Ewelina wiedziała, czemu pralka wiecznie chodziła na szybkim trybie, zamiast syntetyki!
Mieszkanie należało do Michała, dostał je od ojca jeszcze przed ślubem. Gdy Ewelina postanowiła wziąć rozwód, musiała z córką przeprowadzić się do malutkiego mieszkania po babci na obrzeżach Warszawy. Basia się złościła jak ona będzie dojeżdżać do szkoły!
To może zamieszkaj z nami zaproponował Michał, dostając w odpowiedzi kolejną porcję wyzwisk. No cóż, dobrze, że chociaż córka potrafiła powiedzieć mu, co o nim myśli.
Na początku faktycznie było trudno nowe trasy, nowe sklepy, do szkoły i pracy szło się godzinę. Ale potem przywykły, wciągnęły się Ewelina znalazła inną pracę, Basia dostała się do technikum, do którego jechało się dwa razy szybciej. Nie było czasu na smutki domowe sprawy i egzaminy zajmowały codzienność, a gdy wszystko się uspokoiło, już nie miały ochoty rozpaczać.
Kinga kilka razy dzwoniła do Eweliny, pytała, jak piec ciasta na termoobiegu i gdzie wrzucać tabletkę do zmywarki. Raz nawet przyszła przyniosła zapomniane zdjęcia, nagle potrzebne Basi na maturę. Michał nie mógł (albo bał się), Ewelina leżała z anginą, a Basia kategorycznie odmówiła powrotu do dawnego mieszkania, bo to źle wpłynie na jej zdrowie psychiczne, a czeka ją jeszcze egzamin z informatyki.
Milusio tu u was powiedziała niepewnie Kinga, oglądając spłowiałe tapety i stare lampy.
Ewelina tylko się uśmiechnęła no tak, milusio, co tu więcej mówić. Tam nowoczesność i wygoda, dwadzieścia lat nad tym pracowała. No trudno, niech korzysta.
Ale właśnie wtedy los zrobił jej psikusa rok po tych wydarzeniach, wieczorem, usłyszały przekręcanie klucza w zamku.
Do ciebie ktoś? zapytała Ewelina córkę.
Basia zrobiła wielkie oczy.
W drzwiach stała Kinga zapłakana, z czarną mascary rozmazaną i brokatowymi cieniami na policzkach. W rękach torba sportowa.
Coś się stało Michałowi? przestraszyła się Ewelina.
Stało się! zaszlochała dziewczyna. Przyłapałam go z sekretarką! Chciałam zrobić niespodziankę, bo długo w pracy siedzi
I znów się rozryczała, dziecięco szlochając i chowając twarz w dłoniach.
A ode mnie czego chcesz? zapytała Ewelina, już rozumiejąc, o co chodzi z tą napchaną torbą.
Mogę u was przenocować? Nie mam w ogóle pieniędzy. Jutro pojadę do mamy pociągiem.
A czym pojedziesz, skoro nie masz grosza?
Myślałam może pożyczysz mi?
Ewelina nie wiedziała, czy się rozpłakać, czy zaśmiać.
Za nią zdecydowała córka.
Spadaj stąd! powiedziała pogardliwie Basia i dorzuciła kilka mocnych słów, których Ewelina nigdy wcześniej od niej nie słyszała.
Ewelina spojrzała na córkę z naganą.
Wejdź, Kinga powiedziała łagodnie. Noc jest, przecież nie wyrzucę cię na ulicę.
I zaczęło się gorzej.
Córka była tak wściekła, że powiedziała albo ja, albo ona. Ewelina wzruszyła ramionami twoja decyzja, jesteś pełnoletnia. Chcesz, jedź do ojca.
Prędzej pojadę do Natki!
Trzeba było zamówić Basi taksówkę do przyjaciółki. A potem poić herbatą i walerianą nieudolną kochankę, która po roku w Warszawie nie miała ani pracy, ani koleżanek, tylko nowy kolczyk w języku. Ewelina oczywiście pożyczyła jej pieniądze tak już wyszło, nie mogła ją przecież zostawić w domu. Nawet zawiozła Kingę na Dworzec Centralny, by się nie zgubiła.
Kinga długo dziękowała, przepraszała i obiecywała, że zacznie nowe życie pójdzie na studia i nie będzie już się zadawać z żonatymi facetami.
Mama zawsze mówiła, że jestem ciamajda. Miała rację
Ewelina nie odprowadzała jej na pociąg, już dosyć. Z córką szybko się pogodziły, choć Basia nie mogła zrozumieć dlaczego mama wpuściła tę rozbijaczkę do ich domu. Ewelina głaskała ją po włosach, uśmiechała się cicho i mówiła:
Dorośniesz, zrozumiesz.
Michał zadzwonił po tygodniu. Stwierdził, że wszystko przemyślał, rzucił Kingę i jest gotowy na szczęśliwą rodzinę.
Koszule ci się skończyły? zapytała złośliwie Ewelina.
No westchnął były mąż. A ona nawet prać nie potrafi, chodzę w łachmanach już rok.
Oczywiście, nie wróciła. I nie triumfowała złośliwie. Ale nie da się ukryć po tym wszystkim Ewelina poczuła niezwykłą lekkość, w głowie i sercu, zaczęła się śmiać częściej. Kupiła psa, codziennie chodziła z nim na spacery. Poznała sympatycznego sąsiada co z tego, że o dziesięć lat starszy, ona sama nie jest już dziewczynką. Życie popłynęło własnym rytmem. Wszystko pachniało jak sen na wiosennych łąkach między miastami trochę nierealne, trochę magiczne, lekko oderwane od codzienności. Czasem wydawało się, że dźwięki tramwajów mieszają się z szeptem starych tapet, a pies potrafi nucić kołysanki spod poduszki.



