Kto, jeśli nie ja?
Na podwórzu pięciopiętrowego bloku w warszawskiej dzielnicy Ursynów każdy znał babcię Alinę Kowalską. Niska, szczupła, z siwymi włosami splecionymi w sztywny kok, poruszała się po podwórzu z laską, ale tak zgrabnie, że młodzież nie nadążała za jej krokami.
Alina Kowalska mieszkała w tym domu od chwili, gdy wzniesiono go w latach pięćdziesięciu, znała wszystkie pokolenia lokatorów, a oni szanowali ją nie tyle za wiek, co za ostry język i żelazną wolę. Gdy któremuś z sąsiadów przydarzyła się kłopot, babcia Ala była pierwsza, by nieść pomoc; gdy ktoś zakłócał porządek pierwsza dawała mu cios.
Pewnego dnia na podwórze wjechała nowa rodzina młode małżeństwo z nastoletnim synem. Chłopiec, o imieniu Pawełek, szybko znalazł ekipę podobnych łobuzów i wkrótce podwórze zamieniło się w pole bitwy: połamane żarówki w klatce schodowej, wulgarne napisy na murach, a raz nawet wybito okno w piwnicy, gdzie starsza pani z kotami karmiła swoje podopieczne.
Pawełek nie był zwykłym łobuzem, a łobuzem z zepsutą wyobraźnią. Raz rozciągał wędkę między drzewami, by rowerzyści się przewracali, innym razem wkładał do piaskownicy niespodzianki od sąsiednich psów. Rodzice wzdychali: to okres dojrzewania, ale babcia Ala nie podzielała ich poglądu.
Hej, Pawełek! zawołała go pewnego poranka, kiedy próbował przywiązać petardę do ławki. Podejdź tutaj.
Co chcesz? burknął nastolatek, ale podszedł.
Jesteś mądrym chłopcem?
No skrzywił się Pawełek.
Bo wydaje mi się, że twoje wybryki są dziecinne. Mądry nie postępuje tak.
Dajcie spokój!
Nie dam. Bo jeśli nie ja, to kto powie ci prawdę?
Pawełek zmarszczył nos, ale petardę odłożył.
Następnego dnia babcia Ala przyłapała go na nowym wyczynie malował sprayem wulgarne słowo na ścianie garażu.
Oho, powiedziała. Mamy artystę.
I co? uśmiechnął się pewnie Pawełek. ładnie, co?
Ładnie, przyznała babcia. Tylko jest problem właściciel garażu, pan Czesław, zaraz wróci z pracy. A jak cię złapie
Mam to w nosie!
Dobrze, westchnęła Ala. Pamiętaj: jeśli pan Czesław cię nie ukarze, to ja.
Pawełek wzruszył wąsy, ale puszczał puszkę w dal.
Wieczorem pan Czesław, czerwony od gniewu, trząsł się po podwórzu, machając pasem.
Kto to zrobił?!
Pawełek schował się za rogiem, lecz babcia Ala stała już obok niego.
No co, artysto? Biegniesz czy przyznajesz się?
On mnie zabije!
Myślałeś, że brud to nic nie znaczy?
W końcu Pawełek musiał posprzątać garaż pod czujnym okiem pana Czesława i babci Aliny.
Widzisz, rzekła, gdy prace dobiegły końca. Garaż czysty, a ty żywy. Mogło być gorzej.
Idźcie sobie wymamrotał Pawełek, lecz w jego głosie już nie było tej dawnej zadzierania.
Mijały tygodnie. Pawełek wciąż robił psoty, lecz już nie tak bezmyślnie. Pewnego dnia babcia Ala zobaczyła, jak goni po podwórzu małe dzieci.
Znowu po swojemu? zapytała surowo.
Bo one same wchodzą w drogę!
A ty jesteś starszy. Powinieneś być mądrzejszy.
No i co mam z nimi zrobić?
Nie goni ich, a naucz czegoś.
Pawełek spojrzał na nią zdziwiony.
Co?
No więc, zastanowiła się babcia. Może pokażesz im, jak grać w piłkę. Albo w Kozłka.
Są za mali!
Spróbuj.
Z niechęcią podniósł piłkę z domu. Po pół godzinie podwórze wypełniło się śmiechem uczył maluchy strzelać karne.
Od tej pory Pawełek stał się innym. Nie świętym, ale już nie tym diabelskim nieszczęskiem, przed którym wszyscy się chowali. Gdy babcia Ala złamała rękę, to właśnie on nosił jej torby z marketu.
Co, Pawełek, nagle się rozchorowałeś? drwiła.
Po prostu żebyście się nie kłócili, mamrotał.
Wszyscy na podwórzu wiedzieli, że babcia Ala potrafi być surowa, lecz sprawiedliwa, dlatego jej słuchało każdego.
Bo jeśli nie ona, to kto?
Lato minęło. Pawełek już nie gonił dzieci teraz to one podążały za nim, wołając starszy. Pokazywał im, jak wbić gwóźdź, naprawić rower i założył podwórkowe tajne stowarzyszenie z hasłem: Prawdziwi mężczyźni nie hulają chronią słabszych!.
Pewnego razu babcia Ala, siedząc na ławce, obserwowała, jak Pawełek rozdziela bójkę dwóch chłopców.
Arturze, słabeusz! krzyczał jeden. Bij go!
Bez rękoczynów, powiedział stanowczo Pawełek, stając się tarczą między nimi. Rozwiążmy to fair.
Babcia uśmiechnęła się.
No co, Pawełek, przywołała go po incydencie. Teraz prawie bohater?
Nie ma sprawy, babciu, zarumienił się. To tylko mali dupe.
A już jesteś dorosły.
Pawełek zamyślił się.
Babciu, po co mnie tak trenujecie? Przecież byłem taki nieokiełznany.
Bo w tobie zobaczyłam człowieka.
A inni nie?
Inni wolą się gniewać. Ja przymrużyła oczy. W młodości sama byłam taka.
Pawełek otworzył szeroko usta.
Naprawdę?
Oczywiście. Nawet w policji mnie wołali.
I co z tego?
A wtedy pewien starszy pan rzekł: Dziewczyno, jesteś mądra. Po co ci te głupie wyczyny? I tak zaczęłam się zastanawiać.
Pawełek roześmiał się.
Czy mam teraz się zastanowić?
Już się zastanowiłeś. Widzę to.
Zszedł wzrok.
Babciu, a jeśli jeśli znów popełnię błąd?
Nie jesteś błędem. A jeśli popełnisz napraw.
Od tej chwili Pawełek stał się prawdziwym człowiekiem podwórka. Pomagał starszym, naprawiał huśtawki i namawiał przyjaciół do nieśmiecenia. Gdy babcia Ala znowu zachorowała, codziennie zaglądał, przynosił lekarstwa i opowiadał najnowsze plotki.
Pawełek, kompletnie mnie rozpuszczasz, mruknęła, ale oczy jej błyszczały.
To ja was wychowuję, odpowiedział.
Pewnego dnia na podwórzu pojawił się nowy chłopiec równie psotny, co Pawełek kilka lat temu.
Hej, chłopcze! zawołał Pawełek. Podejdź.
Babcia Ala, siedząc na ławce, cicho się uśmiechnęła.
Kto, jeśli nie on?



