**Dziennik, 15 maja 2024**
Osiem lat minęło, odkąd ożeniłem się z Eweliną, a te wszystkie lata to nieustanna wojna z moją teściową, Danutą Kazimierzówną. Cokolwiek zrobi moja żona, zawsze jest źle, a jej córka, Kinga — to samo złoto. Znosiłem to latami, ale teraz posunęła się za daleko: zaczęła porównywać nasze dzieci. Moja cierpliwość się skończyła. Nie pozwolę, by dotykało to mojego syna!
Pobraliśmy się zaraz po studiach. Mieszkaliśmy w małym mieście pod Łodzią, ledwo wiązaliśmy koniec z końcem, ale u teściowej nie chciałem się wprowadzać. Danuta Kazimierzówna nigdy nie polubiła Eweliny. Mówiłem żonie: „Mama tak ma do wszystkich moich dziewczyn. Uważa, że nikt mnie nie wart”. To mało pomagało. Tłukliśmy się w akademiku, potem wynajęliśmy mieszkanie, oszczędzaliśmy każdy grosz. Gdy teściowa dowiedziała się o wynajmu, wybuchła: „Po co wyrzucać pieniądze? Moglibyście mieszkać u mnie, oszczędzając na własne!” Przez cztery lata miała nam to za złe, jakbyśmy popełnili zbrodnię.
Tymczasem Kinga, moja siostra, też wyszła za mąż. Nie chciała mieszkać z teściową i — o dziwo — Danuta Kazimierzówna pochwaliła ich decyzję! „Brawo, nie ma co się męczyć z teściową” — mówiła. Byłem w szoku. „Mamo, dlaczego my jesteśmy źli, że wyprowadziliśmy się, a Kinga z mężem to bohaterowie?” — spytałem. Jej odpowiedź dobiła mnie: „Tam teściowa to dopiero potwór, życia by im nie dała”. Ledwo się powstrzymałem, by nie krzyknąć: „A ty myślisz, że nam dajesz?” To był policzek. Zrozumiałem, że dla niej Ewelina zawsze będzie gorsza.
Kinga sama w sobie jest w porządku, dogadujemy się. Ale ma charakter po matce — lubi pouczać i wiecznie jest niezadowolona. Unikałem konfliktów z teściową, ale ona jakby specjalnie szukała zaczepki. Musiała wyrzucić z siebie złość, inaczej nie mogła spać. Gdy Ewelina zaszła w ciążę niemal w tym samym czasie co Kinga, Danuta Kazimierzówna pokazała, na co ją stać. „Kinga to rozsądna, rodzi młodo, a ty, Ewelino, zmuszasz mojego syna do harówki” — powtarzała. Żona była na skraju wytrzymałości: sama ciąża ją wykańczała, a te słowa biły jak bat. Na rodzinnym obiedzie teściowa nakładała Kindze najlepsze kąski: „Jedz, musisz mieć siły”. Ewelinie zostawały uwagi: „Za bardzo się roztyłaś, co lekarz powie?” Choć lekarze zapewniali, że waga jest w normie. Żona znosiła to, zaciskając zęby, aż w końcu przestała jeździć do teściowej, tłumacząc się złym samopoczuciem.
Kinga i Ewelina urodziły z tygodniową różnicą — oba chłopcy. Teściowa od razu ogłosiła, że syn Kingi to moja kopia, a w naszym Wojtku „nie ma ani kropli rodzinnej krwi”. Nie przejąłem się tym, pochłonięty ojcostwem. Ale gdy Danuta Kazimierzówna zaczęła porównywać dzieci, we mnie coś wybuchło. To już nie było uderzenie w Ewelinę — to dotykało mojego syna. Nie chcę, by Wojtuś dorastał, czując się gorszy. Żona uważała, żeięNie mogłem już dłużej milczeć i postanowiłem stanąć w obronie mojej rodziny.



