Kryształowy kotek
Trzy siostrzyczki pod oknem
Mamo, to tak po prostu jak u was, prawda?
Weronika westchnęła cicho.
Prawie, kochanie. Zamierzasz dziś zasnąć? Mam jeszcze robotę do skończenia, a ty jutro będziesz przysypiać na przyjęciu.
Ojej! Już śpię! Polinka zakopała się pod kołdrą, lecz zaraz wystawiła z powrotem zadarty nosek. A będą baloniki? A Milenka przyjedzie?
Weronika chwyciła córeczkę, owinięła ją szczelnie kołdrą i obsypała pocałunkami, nie zwracając uwagi na jej protesty.
Spać! Jutro wszystkiego się dowiesz!
Wstała, włożyła w wyciągnięte ręce Polinki ukochanego misia i wyszła z pokoju, zapalając nocną lampkę. Polinka dalej bała się ciemności, więc Weronika dbała, aby światło paliło się przez cały dom.
Zeszła na dół, zamknęła drzwi do kuchni i włączyła laptopa. Pracy czekało mnóstwo, ale przez chwilę po prostu siedziała w ciszy, zbierając myśli. Jutro będzie trudny dzień. I nie tylko dlatego, że urodziny Polinki i trzeba wszystko zorganizować. Weronika kochała takie święta, zwłaszcza dla córki Ale będą krewni. To już było mniej radosne. Odetchnęła głęboko i wyciągnęła czajnik. Koniec rozmyślania problemy trzeba rozwiązywać po kolei. Teraz najważniejszy był roczny raport, który nie poczeka. Postawiła herbatę koło komputera i sięgnęła po teczkę z dokumentami. Dobrze, że posłuchała babci i została księgową. Gdyby wybrała oceanografię, o której marzyła w dzieciństwie, życie potoczyłoby się zupełnie inaczej więcej romantyzmu, ale mniej pewności jutra Przymknęła oczy na sekundę, zobaczyła morze uśmiechnęła się. Jeszcze tylko trochę wytrzymać, i w końcu z Polinką polecą na urlop. O ile znowu coś się nie zdarzy.
Weronika przyszła na świat w domu Lidii i Waldemara Krajewskich. Bardzo wyczekiwane dziecko cała rodzina nie mogła się jej doczekać. Babcie promieniały z radości, rodzice nie mogli się na nią napatrzeć.
Zaraz trzeba drugie! Żeby się nie nudziła! przekonywały babcie. I Lidia posłuchała.
Z młodszą siostrą, Natalią, Weronika miała niewielką różnicę wieku. Od dziecka były sobie najlepszymi przyjaciółkami, choć rywalizowały w każdym drobiazgu. Chciały zrobić lepiej to, co udało się drugiej i szczerze się cieszyły, gdy się udało. Matka pilnowała, by nie kłóciły się, powtarzając, że bliżej siebie już nikogo mieć nie będą. Namówiła dyrektorkę i dziewczyny chodziły do tej samej klasy. Siedząc we wrześniu w ławce, stykały się nowymi bucikami jestem tu, nie bój się. Weronika przeżywała, była odpowiedzialna, skrupulatna. Natalia mogła rzucić polonistyczne wypracowanie w połowie i liczyć ptaki za oknem Weronika nie wstawała od lekcji, póki nie było wszystkiego.
Werka! Pożycz zeszyt. Z matmy już masz? Daj, przepiszę i chodź na podwórko!
Sama rozwiązuj! zabierała zeszyt. Bo jeszcze nas rozsadzi pani Galińska na klasówce i zobaczysz, jak ci pójdzie. Pomóc ci zrozumieć temat?
Natalia fukała, obrażała się, lecz nie na długo. Po pół godzinie już ciągnęła siostrę na lodowisko albo karmić kaczki nad stawem.
Kiedy weszły do szóstej klasy, pojawiła się najmłodsza Ludwika. Lidia nie planowała trzeciego dziecka, dwójka wystarczała. Wiadomość o ciąży nie ucieszyła jej.
Znowu od nowa! Waldku, nie mam już tyle sił
Lidziu, masz przecież pomocnice i mnie. Damy radę. Może to będzie syn? Wyobrażasz sobie, jaka niespodzianka!
Ale niespodzianki nie było. Narodziła się Ludwika. Głośna, wymagająca, zupełnie inna niż siostry na początku Lidia czuła się zdezorientowana. Jednak szybko Weronika i Natalia zrozumiały to Ludwika stała się najważniejsza w rodzinie.
Lidia poczuła ogromną różnicę między wczesnym a późnym macierzyństwem. Starsze córki to był bieg i pragnienie spokoju, przy Ludwice oddała się opiece z radością, zapominając nawet o starszych dzieciach. Stało się tak, że przestała w ogóle się nimi interesować stale dawała im nowe zadania, nie pytała, co naprawdę myślą i czują. I wtedy właśnie wdarł się między siostry cień, którego nie dało się łatwo przepędzić.
Tym cieniem był Szymon. Mieszkał na sąsiednim osiedlu zupełnie im nie przeszkadzał, aż do momentu, kiedy Weronika skończyła szesnaście lat. Wracała z treningu, kiedy jej drogę zagrodził Szymon.
Werka, poczekaj chwilę zmieszał się, unikając jej spojrzenia.
Weronika patrzyła na niego chwilę, po czym się uśmiechnęła.
Nie mam czasu, mama już czeka. O szóstej pod klatką.
Chłopak rozjaśnił się w jednej chwili.
Lubię cię!
Już to wiem. Weronikę niósł śmiech pod lipami i pobiegła dalej.
Komu mogła powiedzieć o tym, co czuła po raz pierwszy? O pierwszym westchnieniu, który nagle przekształcił cudzy chłopak w swojego? O pierwszym spotkaniu, kiedy nie wiadomo, co zrobić z rękami, a wzrok ciąży straszliwie? O pierwszym pocałunku? Wszystkim tym podzieliła się z Natalią. Choć nie od razu Natalia podejrzewała, że coś się dzieje i nie dawała spokoju Weronice, aż ta wszystko wyznała.
Później Natalia sama nie wiedziała, co w nią wstąpiło. Po co jej nagle był potrzebny Szymon? Nie podobał się jej, ale teraz wydawało się to najważniejsze, by tylko się jej przyglądał.
Weronika nie rozumiała, a potem było już za późno. Zobaczyła Szymona i Natalię całujących się pod blokiem przeszła obok w milczeniu. Weszła do mieszkania, zamknęła drzwi, nie zwracając uwagi na krzyki Ludwiki.
Weronika! Co to ma być?! Otwieraj drzwi! Lidia uderzała pięścią w klamkę.
Zawsze była posłusznym dzieckiem. Otworzyła mamie, lecz gdy Lidia spojrzała na nią, zrozumiała po raz pierwszy, co znaczy zobaczyć przepaść. Wypchnęła Ludwikę do korytarza i zamknęła drzwi.
Córeczko, co się stało? głos jej łamał się.
Mamo, boli Weronika zamknęła się w sobie. Dlaczego? Po co Natalia tak zrobiła?
Gdy Lidia zorientowała się w sytuacji przytuliła Weronikę najmocniej na świecie.
Moja kochana Jak mogę ci pomóc?
Weronika patrzyła suchymi oczami przez okno, nie mówiąc nic. Jak ubrać to w słowa? Nie sposób.
Pomóż mi spakować rzeczy, mamo. Chcę pomieszkać u babci. Nie wytrzymam tu dłużej.
Do mieszkania wbiegła roztrzepana po nartach Natalia i zatrzymała się na widok walizki.
O! Gdzie ty z bagażami?
Weronika obojętnie ją ominęła i wyszła z domu, by nigdy nie wrócić. Lidia, ocierając łzy, wymierzyła Natalii siarczysty policzek.
Jak mogłaś?!
Natalia, trzymając się za policzek, patrzyła na mamę, która zamknąwszy się z Ludwiką, trzasnęła drzwiami aż zagrała kryształowa lampa w salonie.
W rodzinie Krajewskich nikt nie potrafił długo się gniewać. Po tygodniu czy dwóch Lidia zaczęła rozmowę z Natalią. Ale Weronika potrzebowała ponad dwóch lat, by odezwać się znowu do siostry. Może nigdy by jej nie wybaczyła, gdyby nie to, że Lidia ciężko zachorowała i siostry musiały znów się zjednoczyć, by pokonać chorobę mamy.
Przepraszam Natalia patrzyła na swoje drżące dłonie, nie mogąc z nich zrobić pięści.
Siedziały na szpitalnym dziedzińcu czekając, aż skończy się operacja.
Nie rozdrapujmy starych ran Weronika zwróciła się do siostry.
Natalia poczuła, że wybaczyła, ale nigdy nie zapomni.
Nieśmiało objęła drobny nadgarstek siostry, zdziwiona, że palce posłuchały natychmiast. Weronika nie cofnęła dłoni, nie wyrywała się, ale też i nie odpowiedziała uściskiem. Tak siedziały godzinami aż wyszedł tata i oznajmił, że wszystko dobrze, trzeba tylko poczekać.
Podzieliły się opieką Weronika przyjeżdżała kilka razy w tygodniu, pomagając z Ludwiką. To wtedy zrozumiała, jak bardzo kapryśną i nieokiełznaną jest najmłodsza siostra. Ludwika nie szanowała nikogo robiła wszystko po swojemu, nie słuchając ani sióstr, ani rodziców.
Kiedy Lidia wyzdrowiała, życie sióstr znów się rozeszło. Weronika wyjechała do Krakowa do ojcowskiej babci, by się nią opiekować, i została tam już na stałe. Olga Iliniaczka odeszła rok po przeprowadzce wnuczki, zostawiając jej przestronne mieszkanie.
Żyj, dziewczyno. I kieruj się własnym zdaniem. Nawet najbliżsi mogą kiedyś obrócić się plecami, jeśli chodzi o ich własny interes.
Weronika uśmiechnęła się smutno kto jak kto, ona to wiedziała najlepiej. Ale nie chciała babci wtajemniczać w swoje sprawy.
Po kilku latach wyszła za mąż, nikogo nie zapraszając na ślub. Zresztą nie było prawdziwego wesela. Z Andrzejem podpisali się w urzędzie i tyle. Andrzej był sierotą, Weronika nie zamierzała ciągnąć swojej rodziny.
Małżeństwo układało im się spokojnie i dobrze. Tylko brak dzieci bolał. I ona, i Andrzej pragnęli dziecka, ale lekarze rozkładali ręce byli zdrowi, lecz nic z tego nie wychodziło.
Poczekamy mówiła zdecydowanie Weronika.
Lata płynęły bez zmian. Zaczęli rozważać adopcję, lecz życie spłatało im innego figla.
Z rodziną rozmawiała rzadko, głównie przez świąteczne życzenia. Odwiedzili rodziców Weroniki z Andrzejem dwa razy, ale zięć nie zyskał akceptacji i Weronika ucięła wszelkie próby nacisków.
Sama go wybrałam. Musicie się z tym pogodzić.
Dziewczyno, mogłabyś inaczej ułożyć sobie życie, mając wykształcenie i urodę
Weronika nie tłumaczyła, że lepszego męża nie mogła sobie wymarzyć. Było przy nim łatwo i spokojnie. Weronika była główną księgową dużej firmy, Andrzej jeździł jako kierowca nigdy nie rozmawiali o tym, kto rządzi w domu. Po prostu było im dobrze razem. Andrzej zawsze był przy niej, opiekował się nią, gdy chorowała, nie wstydził się pomóc w sprzątaniu czy gotowaniu.
Ale ci się trafił facet! wzdychała Natalia, pędząc za synem, trzymając na rękach córeczkę. Mnie by się taki przydał Wszystko na mojej głowie!
Weronika puszczała te żale mimo uszu, wiedząc, że to teatr Natalia była zadowolona ze swojego życia. Inaczej Ludwika.
Ludwika wyrosła na prawdziwą piękność. Obie starsze siostry były ładne, ale wydawały się przy niej wyblakłe.
Lubka nasza to królowa Lidia patrzyła z dumą na córkę, która, rozparty w fotelu, obserwowała jak siostry szykują rodzicom jubileuszowe przyjęcie. Ludwika nienawidziła tych zjazdów rodzinnych, wytrzymywała grzecznie dziesięć minut i wychodziła z domu, czym raniła rodziców. Niewiele ją to obchodziło.
Skończywszy szkołę, Ludwika oznajmiła:
Koniec nauki, będę modelką!
Nie przewidziała jednego że w tej pracy roboty nie mniej niż w każdej innej, może nawet więcej. Szybko się znudziła. Poznawszy pierwszego poważnego biznesmena, nie zastanawiając się nad konsekwencjami, przeniosła się do mieszkania przez niego wynajętego. Wiedziała, że ma żonę i dwójkę dzieci, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Gdy matka próbowała przemówić do rozsądku, Ludwika ostro ucinała:
Nie wtrącajcie się, inaczej nigdy was nie odwiedzę. Będę żyć po swojemu.
Chciała wiele, otrzymała niewiele. Próbując przywiązać do siebie wybranka, zaszła w ciążę ale bajka skończyła się na tym etapie. Ludwika krzyczała, groziła, nawet pojechała do żony ukochanego. Ta jednak zmierzyła ją wzrokiem i minęła z obrzydzeniem.
Dziecko, takich jak ty miał wiele i będzie miał jeszcze więcej. A ja jestem żoną. Mnie nigdy nie zostawi.
Skąd ta pewność? Ludwika była zaskoczona jej spokojem.
Twoja naiwność mnie śmieszy. Myślisz, że jesteś pierwsza, która mi to mówi? Ha!
Ale będę mieć jego dziecko!
Możesz mieć ile chcesz. Jego prawowitymi dziećmi są moi synowie, a ty Rodź, jeśli uważasz, ale nie licz na wiele. Mówię ci to jako prawniczka.
Rozmowa się skończyła Ludwika miotała się po pustym mieszkaniu czekając ukochanego, ale jego powrót okazał się katastrofą.
Twoje sprawy, twoje rozwiązania. Dam ci mieszkanie i alimenty, ale widywać się już nie będziemy. Za dziecko odpowiadasz tylko ty. Spróbujesz pojawić się u mnie nie licz na wsparcie. Powiedziałem wszystko.
Stała zszokowana wobec drzwi, które właśnie się zatrzasnęły za jej marzeniami.
Egzystencję odmieniająca kłótnia trwała tak długo, że nie zdążyła zorientować się w czasie. Polinka przyszła na świat. Od pierwszych dni po wypisie zajął się nią ktoś inny Lidia. Ludwika szalała albo opiekowała się córeczką bez chwili przerwy, nikogo do niej nie dopuszczając, albo znikała na kilka dni. Z czasem te przerwy się wydłużały, a Lidia przestała umieć już cokolwiek zrobić. A kiedy przyszła śmierć wszystko się zawaliło. Kolejna impreza zakończyła się wyścigami po nocnej Warszawie. Ludwika zginęła, jej życie zakończyło się w zderzeniu z latarnią.
Lidia popadła w rozpacz, zamknęła się zupełnie w sobie. Waldemar krążył między żoną a maleńką wnuczką. W końcu zadzwonił do Natalii ta odmówiła natychmiast:
Mam własne dzieci, tato.
Waldemar poprosił Weronikę.
Ta nie wahała się ani sekundy. Bez pytań wzięła urlop z pracy i przyjechała. Po miesiącu wszystkie sprawy zostały załatwione i zabrała roczną siostrzenicę do siebie. Tylko jej rodzice i Natalia wiedzieli, że Polinka nie jest jej córką.
Gdy Weronika kończyła biurokrację, Andrzej sprzedał ich mieszkanie i w ekspresowym tempie wykończył budowę domu.
Andrzej, jesteś cudowny! Tak jak chciałam! Weronika kręciła się po nowym kącie i czuła, że zaczyna ich zupełnie inne życie.
Mała Polinka przyniosła im to, czego tak brakowało życie, radość, prawdziwe szczęście. Dziewięć lat minęło w mgnieniu oka.
Z rodziną kontakt był bardzo sporadyczny. Co jakiś czas zbierali się wszyscy przy okazji świąt Weronika czuła wtedy, jakby oglądała siebie pod mikroskopem. Lidia stała się nie do zniesienia po stracie najmłodszej córki.
Tobie zaufali! Jeszcze zobaczę, jak sobie poradzisz! Wywiozłaś ją Nie mogłaś być bliżej matki?!
Weronika ignorowała pretensje matki, szczerze jej współczując. Z bólem uświadamiała sobie, że gdyby jej albo Natalii coś się stało, Lidia przyjęłaby to inaczej. Ludwika to była zupełnie inna sprawa.
Lidia spuszczała wzrok patrząc na Polinę, tak łudząco podobną do matki.
Jaka piękna z niej dziewczynka rośnie! ocierała łzy i surowo patrzyła na Weronikę. Nie tłum jej. Niech będzie szczęśliwa!
Weronika dotykała dłoni męża, dając znak, aby powstrzymać wszystkie ostre słowa.
Nie trzeba łapała jego spojrzenie, a burza zamierała zanim wybuchła.
Dlaczego? pytał Andrzej. Nie lepiej jasno postawić sprawę?
Nie wiem, Andrzej. Szkoda mi mamy. Wszystka ta złość z bólu.
Ale czemu masz to wszystko znosić?
Może dlatego, że już tylko ja jej zostałam. I nie ma kto inny?
A jeśli powie coś podobnego Polinie?
Wydaje mi się, że nigdy nie zrani dziecka Ludwiki.
Weronika miała rację. Cały żal matka przelewała tylko na starszą córkę wobec wnuczki była jak skała. Widząc, jak szczęśliwa jest Polinka, pogodziła się z tym, że dziewczynka traktuje Weronikę jak matkę.
Weronika wyłączyła laptopa i przeciągnęła się. Już grubo po północy! Dopijała chłodną herbatę i podeszła do okna. Szkoda, że Andrzeja nie ma przy niej wyjazd służbowy przyszedł tak niefortunnie, ale jutro już będzie w domu. Spóźni się na imprezę, ale na wieczór dotrze. Ciekawe, co za niespodziankę przygotował dla Polinki? Nic nie chciał zdradzić, tylko się śmiał:
Zobaczycie! Spodoba się wam!
Weronika uśmiechnęła się, po raz kolejny myśląc, jak bardzo jej się udało z mężem, i poszła spać.
Mama! Mam dziś urodziny! Polinka wskoczyła do łóżka i obsypała Weronikę pocałunkami. I ty też masz! Gratuluję ci siebie!
Dziękuję! Weronika przytuliła córkę. Sto lat, Polinko! Bądź zdrowa i szczęśliwa, moja dziewczynko.
Przytuliła się do Weroniki, wtuliła nosek w jej szyję i zasapała.
Już jestem duża?
Oczywiście! Dziesięć lat! Ale wiesz co?
Co?
Dla mnie wciąż trochę mała! Weronika zmrużyła oczy figlarnie i Polinka się zaśmiała.
Dobrze! Niech będę mała! Małych wszyscy kochają!
A nie wstyd ci? Kto cię tu nie kocha?
Weronika zaczęła łaskotać córkę, aż ta piszczała i uciekała.
No dobrze! Czas na prezenty! Weronika sięgnęła do szafki nocnej. Mam dla ciebie coś szczególnego.
Wyjęła małe pudełeczko i wręczyła dziewczynce.
Ostrożnie!
Polinka otworzyła wieczko.
Mamo spojrzała na Weronikę z uśmiechem. To ten!
Ten sam! skinęła głową Weronika.
Polinka bardzo ostrożnie wyjęła kryształową figurkę kotka. Wiedziała, że to prezent, który niegdyś podarował Weronice dziadek Waldemar.
Dla najstarszej córki… Tak ci wtedy powiedział?
Tak było.
Dziękuję! Marzyłam, żeby był mój! pogłaskała kotka po uszach. Mamo, ale przecież ja jestem jedyną córką…
Weronika uśmiechnęła się Polinka przyglądała się jej uważniej…
Naprawdę? szepnęła cicho. Weronika kiwnęła głową, a dziewczynka podskoczyła z radości, ściskając figurkę.
Będę starszą siostrą? Mamo, a kto?
Jeszcze nie wiem, kochanie.
Weronika patrzyła na skaczącą po pokoju Polinkę i aż chciało jej się płakać. Ile lat na to czekały
Polinka zatrzymała się, spojrzała na mamę:
To najlepszy prezent, jaki mogłaś mi dać!
Weronika odrzuciła kołdrę i wstała.
Mam coś jeszcze!
Wyjęła wielkie pudło z szafy.
Przepiękna sukienka od razu przypadła Polince do gustu. Kręcąc się przed lustrem, zapytała:
Mamo, o której przyjadą wszyscy?
Weronika zerknęła na zegar i złapała się za głowę.
Zaspałyśmy! Musimy się pośpieszyć!
Zdążyły. W samo południe pięknie wystrojona Polinka witała gości, rozbrzmiewając radosnym śmiechem po całym domu.
Jak tam u was? Lidia zmęczona opadła w fotelu, patrząc na córkę surowo.
Dobrze, mamo. Pola skończyła rok z samymi piątkami. W szkole muzycznej też świetnie. Sama radość!
Doceniaj tę radość. Dano ci wiele.
Weronice coraz trudniej szło rozmówienie się z matką. Na szczęście z kuchni przyszła Natalia i rozmowa zeszła na codzienność. Natalia opowiadała o dzieciach, o mężu, Weronika słuchała tylko połowicznie Milenka zdała z czerwonym paskiem, a Witek został mistrzem dzielnicy w boksie.
Krzyk Polinki rozległ się nagle Weronika pobiegła do pokoju dziecięcego. Otwarła drzwi i zamarła, widząc Polinkę we łzach. Białą sukienkę miała poplamioną krwią. Weronika pisnęła i chwyciła rączki córki.
Natalia! Apteczka na lodówce! Szybko! Bierz bandaż!
Wszyscy biegali, tylko Milenka siedziała w kącie, ponuro patrząc na kuzynkę.
Pola, co się stało? Weronika próbowała uspokoić córkę.
To wszystko kłamstwo! Ona kłamie!
Kto kłamie? próbowała zrozumieć.
Na szczęście skaleczenia były płytkie. Po opatrzeniu ręki i przebraniu, Weronika zabrała córkę do sypialni.
Opowiesz mi, co się stało?
Polinka długo milczała, tuląc się do mamy. W końcu podniosła oczy, tak szare, jak jej matka Milenka powiedziała że nie jestem twoją córką. Że jestem nikim. Że mama mnie nie chciała szepnęła Polinka, a głos jej się załamał w połowie zdania.
Weronika przez chwilę czuła, jak przestrzeń kurczy się wokół niej. Przesunęła palcami po mokrych włosach Polinki.
Spójrz na mnie, Polu powiedziała miękko. Gdy wielkie, załzawione oczy podniosły się na nią, uśmiechnęła się ciepło. Jesteś wszystkim, co mam najdroższego. Nawet jeżeli przybyłaś do mnie nie przez brzuch, ale przez serce, to jesteś moją córką, na zawsze. Kocham cię najmocniej na świecie.
Ale czy Ludwika ona mnie nie chciała?
Weronika wzięła córkę na kolana, przytuliła i szeptała do jej włosów:
Twoja mama, Ludwika, miała w sobie dużo burzy. Ale kochała cię na swój sposób, chociaż nie umiała wyrazić tego tak, jak powinna. Ja przez nią poznałam, czym jest prawdziwa miłość. Ty ją we mnie obudziłaś, rozumiesz?
Polinka płakała cichutko, ale po chwili wyprostowała się i zerknęła w oczy Weroniki.
Ale ty mnie nie oddasz już nigdy?
Nigdy. Nawet gdyby świat się zawalił.
Polinka uśmiechnęła się przez łzy, biorąc kryształowego kotka do ręki.
To dobrze, bo ja nie znam innej mamy.
Z pokoju dobiegło pukanie. Zajrzał Andrzej z wielkim kartonem.
Kto tu gotowy na niespodziankę? zapytał, puszczając oko do dziewczynki, a potem patrząc pytająco na Weronikę. Ta kiwnęła głową, a w jej oczach odbijała się już tylko ulga i promyk szczęścia.
Andrzej postawił pudełko na stole. Polinka otworzyła je i wybuchła radosnym piskiem. Z pudełka, nieporadnie przeciskając się na zewnątrz, wygramolił się mały, biały kotek z łatką pod brodą.
To twój nowy przyjaciel, Polinko powiedział Andrzej cicho, przyklękając obok.
Dziewczynka tuliła prawdziwego kotka, trzymając w drugiej dłoni figurkę rzeczywistość przenikała się z czułą bajką.
Weronika spojrzała przez okno na rodziców stojących w ogrodzie, Natalię rozstawiającą tort i rozbawione dzieci jej serce znów było spokojne. Tak, stracili i przeżyli wiele. Ale z każdej rysy, z każdego pęknięcia wyrosło w nich światło.
Patrzyła na Polinkę swoją wymodloną, ukochaną córeczkę, córkę z wyboru i przeznaczenia. Dziś, w domku wypełnionym śmiechem, świat był cały, choć nie idealny. Czasem trudno było z nim sobie poradzić, ale nigdy nie przestał błyszczeć jak ten kryształowy kotek, który przetrwał wszystko, a wciąż lśnił na dłoni małej dziewczynki.
Z ogrodu wpadł promień słońca. Polinka patrzyła na Weronikę z ufnością, a cień tamten cień niezgody i smutku rozpłynął się. Została tylko miłość. Taka, która nie pęka.
I która już zawsze, choćby nie wiedzieć co, będzie świecić najczystszym światłem.



