Guzik? A ja ją nazwałem Choinka. Cały ranek biegała tu po okolicy. Od razu widać zgubiła się biedaczka. Później przyszła pod moje nogi i przytuliła się. No to wsadziłem ją do samochodu, żeby nie zmarzła uśmiechnął się mężczyzna…
Jagoda, ile razy ci mówiłam, że ten Dawid to nie facet dla ciebie? marudziła mamie pani Grażyna, patrząc na córkę z wyrzutem.
Jagoda stała jak zbity pies, z głową spuszczoną. Mimo że minęło już trochę od jej trzydziestych siódmych urodzin, poczuła się jak uczennica przyłapana na pałce z matematyki.
A w sercu ściskał jeszcze większy żal do siebie, do tego całego nieudanego życia i do swojej córeczki. Przed Bożym Narodzeniem zostały same, bez mężczyzny w domu.
Odchodzę, rzucił wieczorem Dawid, kompletnie bez emocji. Jagoda nawet nie od razu zrozumiała o co mu chodzi.
Odchodzisz? Gdzie? zapytała odruchowo, stawiając przed nim talerz gorącego barszczu.
Serio, Jaga, ty jakaś inna jesteś, jak z innej planety. Nie rozumiesz poważnych spraw! I jak ja z tobą wytrzymałem tyle lat? rozłożył dramatycznie ramiona Dawid.
Jeszcze zanim miała okazję zapytać o cokolwiek, sam zaczął tłumaczyć się:
No nie daję już rady! Ta twoja ciągle ujadająca psina, córka wiecznie chora, zero romantyzmu, Jaga. Spójrz na siebie, co się z tobą stało? dokończył ze złością.
Jagoda próbowała zobaczyć swoje odbicie w kredensie, ale przez zalane łzami oczy nie widziała prawie nic. Łzy spływały same i została sama na środku kuchni.
Dawid nie znosił widoku łez. Westchnął, spojrzał z żalem na barszcz, wstał od stołu i poszedł pakować swoje rzeczy…
Guzik, czując napięcie, kręciła się u nóg pani, popiskiwała i próbowała pocieszyć.
Przynajmniej wreszcie odpocznę od tego twojego wiecznego szczekania rzucił Dawid na odchodne, wychodząc z torbą na ramię.
Dawid… i co z Hanią? wyszeptała Jagoda, wyobrażając sobie, jak zareaguje ich pięcioletnia córeczka, kiedy zorientuje się, że taty już nie ma w domu.
Wymyśl coś! Jesteś matką, Hania się dostosuje burknął i wyszedł przy akompaniamencie wycia Guzika…
Noc całą Jagoda przesiedziała na kuchennym taborecie, tuląc do siebie suczkę. Guzik lizała jej dłonie, jakby chciała powiedzieć “wszystko będzie dobrze”. Czuła, że coś bardzo złego się wydarzyło.
Przez parę dni Jagoda nie potrafiła zdobyć się na rozmowę z mamą. Pani Grażyna wciąż dzwoniła sprawdzając jak u nich. Jagoda tylko mówiła, że wszystko w porządku, po czym wyłączała telefon.
A pracy to już szukałaś? Twój Dawidek-pechowiec cię rzuci i z czego będziecie żyć, dziecko? zaczęła matka, gdy wpadła na herbatę.
Jagoda nie wytrzymała, popłakała się i powiedziała wszystko i o tym, że pracy nadal nie znalazła, i że Dawid zniknął parę dni temu.
Babcia była w szoku.
Od początku było wiadomo, że nic z tego nie będzie. Zamieszkaliście razem, dziecko urodziłaś, a on przez tyle lat nawet ślubu ci nie zaproponował złorzeczyła matka, żal jej było i córki, i wnuczki.
Co teraz zamierzasz? zapytała zmartwiona.
Jagoda wzruszyła ramionami:
Coś wymyślę. Może zatrudnię się jako pomoc w przedszkolu u Hani, powiedziała z rezygnacją.
Tyle to wy dwie na pensję przedszkolanki nie pociągniecie. A jeszcze psa trzeba karmić, rzuciła sucho matka, która nigdy zwierząt nie lubiła, a Guzik w szczególności.
Już miała coś jeszcze powiedzieć, lecz ugryzła się w język, widząc, że Jagoda ledwo powstrzymuje łzy.
Dobra już, nie płacz, pomyślę jak pomóc. Z Hanią też czasem zostanę próbowała pocieszyć córkę…
Minął nowy tydzień.
Jagoda Malinowska znalazła wreszcie pracę. Chodziła z Hanią codziennie do przedszkola. Dziewczynka była wniebowzięta.
Mamusiu, a może weźmiemy Guzik do pracy? Babcia marudzi, że ma dość spacerów, a Guzik mogłaby być naszą pomocnicą, myć naczynia i pilnować nas na leżakowaniu! śmiała się córeczka.
Jagoda się śmiała i tuliła Hanię. Potem jednak jej oczy znów zasnuwał smutek, bo Hania coraz częściej pytała:
Mamo, a tata wróci na święta? Zdoła na Wigilię?
Jagoda nie miała serca powiedzieć prawdy. Wymyśliła historyjkę o pilnej delegacji. Próbowała poprosić Dawida o spotkanie, ale ten zbywał ją:
Jaga, nie przeszkadzaj, próbuję sobie jakoś życie ogarnąć. Powiedz Hani, że jestem super-agentem, mam Misję Specjalną, wrócę nieprędko, mruknął przez telefon i zapytał o swój zagubiony krawat.
Gdzie on jest? Przecież nie mam nawet w czym na Sylwestra iść, narzekał, kończąc rozmowę.
Jagoda długo myślała, jak spędzą same ten świąteczny czas. I jak powiedzieć Hani, jak wygląda ich nowa rzeczywistość?
I nagle wszystko wydarzyło się naraz. Babcia szła z Hanią do przychodni. Mała jeszcze trochę kaszlała, ale już była prawie zdrowa. Rozmawiały, gdy zza rogu wypadł Dawid.
Tato, wróciłeś! Hania rzuciła mu się na szyję.
Dawid lekko drgnął, uśmiechnął się smutno i powiedział córce, że z mamą już razem nie będą mieszkać. Zaraz potem pożegnał się i poszedł w swoją stronę.
Może jeszcze wpadnę, jak będę miał czas, rzucił na odchodne.
Hania patrzyła na niego bez słowa i tylko wyszeptała:
Już nie przychodź.
Wieczorem znów podskoczyła jej temperatura. Po dwóch dniach zjawił się lekarz.
Hania zamknęła się w sobie. Nie rozmawiała z nikim, nawet z babcią, i nie miała chęci wracać do zdrowia.
To pewnie przez stres, stwierdził pan doktor, usłyszawszy całą historię.
Jagoda obwiniała się o wszystko:
Trzeba było jej od razu wszystko wyjaśnić. Jest mądra, by zrozumiała mówiła matce, która tylko smutno kręciła głową…
Za dwa dni wydarzył się kolejny dramat. Babcia wyszła z Guzikiem na szybki spacer, a że się spieszyła, psa wzięła bez smyczy. Guzik, jak to Guzik, postanowiła pokazać charakter i, kiedy babcia ją ponagliła, rzuciła się pędem w drugą stronę.
No i dobrze, zmarzniesz, to szybko wrócisz sapnęła babcia i poszła do wnuczki, podać leki.
Ale Hania nic nie chciała jeść, ani pić po tym, jak Guzik zniknęła. Na obietnice Jagody, że znajdzie pieska, reagowała tylko jednym:
Jak znajdziesz Guzik, to zjem, rzuciła i wtuliła głowę w poduszkę.
Tylko przez twoje rozpieszczanie tak się zachowuje! Już oduczałam cię tego, ale ty, oczywiście, nie słuchasz… zaczęła matka znowu swoje kazania.
Lepiej byś pilnowała Guzika, zamiast mnie strofować odpowiedziała nieoczekiwanie stanowczo Jagoda.
No wiesz! A jeszcze jadłam dla was wyżyły obruszona babcia wyszła z mieszkania…
Znów zostały same. Jagoda kręciła się godzinami wokół bloku, a Hania w końcu zasnęła. Jagoda naiwnie liczyła, że Guzik wróci. Niestety, wieczorem wróciła przemoknięta i zmarznięta do pustego mieszkania. Przespała noc niespokojnie.
Rano Hania się zerwała:
Mamusiu, miałam sen! O choince! Jak ją ubrałyśmy, odnalazła się Guzik! powiedziała podekscytowana.
Jagoda tylko smutno się uśmiechnęła. Na stole stała mała plastikowa choineczka. Święta były tuż tuż, przygotowały co mogły. Hani jednak było smutno, bo uparła się, że choinka musi być prawdziwa i duża.
Wtedy i Guzik wróci, zobaczysz! Tak jak w śnie! przekonywała ze łzami w oczach.
Prawdziwej choinki Jagoda kupić nie mogła oszczędności ledwo starczyły na podstawowe sprawy. Zadzwoniła do mamy, ale Grażyna obrażonym tonem powiedziała:
No tak, dla ciebie ważniejszy jakiś pies niż własna matka. Zastanów się nad sobą.
Jagoda zrozumiała, że raczej na mamę liczyć nie może, dobrze, że chociaż będzie wolny weekend.
Hania nadal była słaba, cały dzień przeleżała w łóżku. Wieczorem, kiedy wszystko było gotowe na wigilię, córeczka znów płakała:
Nie ma choinki, mamusiu… I Guzika też nie będzie, jak i taty…
Jagoda wygładziła jej włoski i ukryła łzy. Zadzwoniła do sąsiadki, starszej pani, by zajrzała na chwilę do Hani, a sama pobiegła na dwór…
Na dworze szczypał mróz, śnieg wirował na wietrze, ludzie mijali się rozpromienieni, a Jagoda nie widziała nikogo, poza swoim zmartwieniem. Chodziła w kółko, wciąż szukając pieska.
Gdzie ty mogłaś się schować, maleńka… szeptała.
Na końcu ulicy natrafiła na mały stragan z choinkami. Przed dwoma ostatnimi drzewkami stał zziębnięty sprzedawca, opatulony w kufajkę.
Choineczka? Ostatnie sztuki, tanio sprzedam, rzucił facet, widocznie się śpieszył do domu.
Jagoda pomyślała odruchowo, że pewnie czeka na niego rodzina… może dzieci wyglądają go w oknie
W tym momencie przybiegła młoda para po jedną z choinek.
No i co? Bierz pani, tanio oddam. Z dostawą pod drzwi zachęcił szczerze.
Jagoda poczuła, jak ściska ją w środku. Ani grosza przy sobie, a reszta z domu nie wystarczyłaby nawet na kawałek tego drzewka.
Wstydziła się własnej sytuacji, ale wtedy zobaczyła w bagażniku auta stos gałęzi.
Czy… mogę dostać te gałązki jeśli i tak niepotrzebne? zapytała nieśmiało.
Mężczyzna spojrzał najpierw na Jagodę, potem na porzucone gałęzie i machnął ręką:
Jasne, bierz pani, nawet pomogę powiedział, podniósł naręcze i wręczył jej.
Jagoda podziękowała, a potem tłumaczyła się:
Widzi pan, córeczka chora, marzy tylko o prawdziwej choince, a pies się zgubił i tak wszystko się posypało tuż przed świętami…
Mężczyzna słuchał uważnie. Sam niedawno został sam po tym, jak żona odeszła. Też czuł, że te święta będą puste.
Nagle podszedł jeszcze jeden klient:
Za ile ta choinka? zapytał, przyglądając się jedynej ostatniej.
Już sprzedana. Sąsiad jeszcze coś ma, proszę tam spytać odparł sprzedawca.
Jagoda zdziwiona spojrzała na niego.
Proszę, pomogę pani z choinką do domu uśmiechnął się nagle.
I Jagoda już wiedziała, że taki straszny to on nie jest.
Ale ja naprawdę nie mam za co… szepnęła zakłopotana.
Pamiętam pokiwał głową.
Tu wydarzył się prawdziwy cud, jakiego doświadczyć można tylko w Wigilię. Mężczyzna otworzył samochód, a na siedzeniu spała przykryta swetrem Guzik. Nim Jagoda się zorientowała, łzy znów napłynęły jej do oczu.
Guzik? A ja ją nazwałem Choinka. Cały ranek się tu kręciła, od razu widać było, że zaginęła… potem przyszła pod nogi, więc ją zabrałem do auta, żeby nie zmarzła uśmiechnął się mężczyzna.
Miał na imię Paweł. Lubił zwierzęta i dobrze dogadywał się z dziećmi.
Od tej pory w domu Jagody znów zrobiło się ciepło i serdecznie, tak jak nigdy wcześniej. Może to magia świąt, może przeznaczenie… Któż to wie? Ważne, że ta nowa rodzina była już szczęśliwa. A Guzik czasem wołali Choinka…
I wiesz co, stara, czasem najlepsze rzeczy w życiu przychodzą, gdy najmniej się ich spodziewasz.



