— Kropka? A ja ją nazwałem Choinką. Biegała tu dziś rano po całym podwórku, od razu widać — zgubiła się. Potem usiadła przy moich nogach, więc wziąłem ją do samochodu, żeby biedulka nie zmarzła — uśmiechnął się mężczyzna… — Toma, jak Ty możesz być taka pechowa? Ile razy Ci mówiłam, że ten Witek to nie facet dla Ciebie! — karciła Tamarę jej mama. Tamara stała ze spuszczoną głową. Choć niedawno skończyła trzydzieści siedem lat, czuła się jak uczennica, która przyniosła do domu pałę. A w sercu miała gorycz i żal — za siebie, za nieudaną rodzinę i za swoją córeczkę. Bo na kilka dni przed najbardziej magicznymi Świętami zostały bez głowy rodziny…

Guzik? A ja ją nazwałem Choinką. Cały ranek biegała tu po okolicy. Od razu widać było zgubiła się. Potem przykleiła się do moich nóg. No to wsadziłem ją do auta, żeby bidulka nie zmarzła uśmiechnął się mężczyzna…

Danusia, czy ty zawsze musisz mieć takiego pecha? Ile razy ci powtarzałam, że ten Wojtek to nie dla ciebie! upominała swoją córkę matka.

Kobieta stała ze spuszczoną głową. Chociaż od niedawna miała trzydzieści siedem lat, czuła się jak uczennica, która przyniosła do domu pałę.

Bolało ją serce za siebie, za swoje nieudane małżeństwo i malutką córeczkę. Bo gdy wszyscy szykowali się na najbardziej magiczne święta, zostały z córką same.

Odchodzę od ciebie rzucił lekko Wojtek wieczorem. Danusia nawet nie od razu zrozumiała, co mówi mąż.

Odchodzisz gdzie? spytała mechanicznie, stawiając przed nim talerz gorącego barszczu.

Danusiu, ty chyba z innego świata jesteś. Nic nie rozumiesz! Jak ja z tobą tyle lat wytrzymałem? przewrócił oczami Wojtek dramatycznie.

Danusia nie zdążyła nic dopytać, a mąż sam w szczegółach tłumaczył:

No nie mogę już tak! Ta twoja szczekająca psina, córka wiecznie chora. Zero romantyzmu, Danka. Spójrz na siebie. Do kogo się upodobniłaś? dokończył tyradę.

Danusia nieśmiało spojrzała w szybę kredensu, próbując dostrzec odbicie swojej wystraszonej twarzy. Łzy same cisnęły się do oczu, a ona została znów sama w kuchni.

Wojtek nie znosił łez. Westchnął, rzucił okiem na barszcz, wstał od stołu i zaczął się pakować…

Piesek Guzik, wyczuwając złą atmosferę, zaczął kręcić się przy nogach właścicielki, popiskiwać i pocieszać ją na swój sposób.

Wreszcie odpocznę bez tego ciągłego szczekania rzucił Wojtek, pojawiając się w drzwiach z torbą na ramieniu.

Wojtek, a co z Hanią? wyszeptała Danusia, wyobrażając sobie, jak bardzo rozczaruje się ich pięcioletnia córka, śpiąca obok w swoim pokoju.

Zrób coś, w końcu jesteś matką odburknął mężczyzna i przy akompaniamencie wycia Guzika wyszedł z mieszkania…

Danusia całą noc przesiedziała w kuchni, przytulając psa. Guzik lizał jej ręce, próbując ją pocieszyć. Czuł, że dzieje się coś niedobrego.

Przez kilka dni Danka nie wiedziała, jak powiedzieć o wszystkim mamie. Ta czasem dzwoniła, pytając, jak im się wiedzie. Danusia szybko odpowiadała, że wszystko w porządku i rozłączała się.

A praca? Znalazłaś coś? Bo jak cię ten twój Wojtek-psotnik zostawi, z czego będziesz żyła? pytała mama, gdy przyszła w odwiedziny.

Wtedy Danusia nie wytrzymała i rozpłakała się, mówiąc w końcu, że nikt nie chce jej zaprosić na rozmowę o pracę, a Wojtek odszedł kilka dni temu.

Starsza pani aż jęknęła. Nie była gotowa na taki obrót spraw.

Wszystko z nim było jasne od początku. Pięć lat razem, dziecko się pojawiło, a twój narzeczony nawet nie pomyślał, żeby cię poślubić! złorzeczyła matka Danusi.

Było jej oczywiście żal córki i wnuczki.

I co teraz zrobisz? w końcu spytała.

Danusia wzruszyła ramionami.

Pomyślę coś. Zatrudnię się jako opiekunka w przedszkolu Hani powiedziała, ze smutkiem.

Tyle wyżyjecie z opiekunki… Jeszcze psa trzeba karmić. podsumowała mama, która nigdy zwierząt nie lubiła, a małego puszystego Guzika, którego córka znalazła na ulicy, wręcz nie znosiła.

Chciała jeszcze coś powiedzieć, ale umilkła, gdy zobaczyła, że Danusia prawie płacze.

Dobra, nie rycz. Pomogę wam. Jak trzeba będzie, to z Hanią też zostanę próbowała uspokoić córkę…

Minął kolejny tydzień.

Danusia Jadwiga zdążyła już znaleźć pracę. Teraz razem z Hanią chodziła do przedszkola. Dziewczynka była zachwycona.

Mamusiu, może weźmiemy Guzika do pracy? Babcia cały czas marudzi, że ma dość spacerów z nim. A Guzik by ci pomagał zmywać talerze i pilnował nas podczas leżakowania śmiała się dziewczynka.

Danka się śmiała i tuliła córkę, choć łzy cisnęły jej się do oczu, gdy Hania po raz kolejny pytała:

Mamo, a tata wróci na święta? Myślisz, że przyjdzie na Wigilię?

Nie miała serca powiedzieć córce prawdy. Wymyśliła bajeczkę o pilnej delegacji. Dzwoniła do Wojtka i próbowała się umówić na spotkanie. Ten jednak zbywał ją:

Danusia, nie przeszkadzaj mi budować nowego życia. Powiedz Hani, że jestem agentem i wyjechałem na ważną misję. Prędko nie wrócę. No i przy okazji, czy nie widziałaś mojego krawata? mruknął przy jednym z rozmów.

Gdzie ten krawat mógł się podziać? Nie mam się w czym na Wigilię pokazać narzekał i odłożył słuchawkę.

Danusia długo siedziała zamyślona. Nie wiedziała, jak spędzą święta same. I jak to wszystko wyjaśnić Hani?

Nagle wydarzyło się coś nieoczekiwanego. Babcia prowadziła wnuczkę do przychodni. Hania się przeziębiła, ale było już lepiej. Nagle zza rogu wyszedł Wojtek.

Tata! Tatuś! Wróciłeś! wykrzyknęła uradowana dziewczynka.

Wojtek aż się zatrzymał. Potem wymusił uśmiech i delikatnie oznajmił, że tak się złożyło, iż z mamą już nie będą mieszkać razem. Po chwili już go nie było.

Może jeszcze wpadnę, jeśli będę miał czas rzucił na odchodne.

Hania stała z kamienną twarzą i cicho szepnęła:

Nie musisz już do nas przychodzić.

Wieczorem znów dostała gorączki. Po dwóch dniach przyjechał lekarz.

Hania nie chciała z nikim rozmawiać. Najwyraźniej nie spieszyło jej się z wyzdrowieniem.

To pewnie reakcja na stres rozłożył ręce lekarz.

Danusia obwiniała siebie:

Trzeba było od razu jej wszystko wytłumaczyć. Jest mądra, na pewno by zrozumiała mówiła do matki. Ta tylko kręciła głową…

Dwa dni później kolejny cios. Babcia wyszła z Guzikiem na spacer. Śpieszyła się, nie założyła psu smyczy. Guzik przy kolejnym upomnieniu nagle zawrócił i pobiegł przed siebie.

Aha, więc nie chcesz mnie słuchać? No to marznij na dworze, sama wrócisz wzruszyła ramionami babcia i wróciła do bloku.

Czekała na wnuczkę, żeby jej podać lekarstwo.

Ale Hania, gdy dowiedziała się, że Guzik zaginął, przestała jeść i pić. Prośby Danusi, że na pewno pies się znajdzie, nie pomagały.

Gdy wróci Guzik, wtedy zjem powiedziała i odwróciła się do ściany.

To twoja robota, Danka. Rozpuściłaś ją do granic. Ale ci mówiłam… zaczęła matka.

Lepiej byś pilnowała Guzika, niż mnie moralizowała niespodziewanie ostro wybuchła Danusia.

No wybacz! Przecież to dla was się staram obraziła się matka i wyszła z mieszkania…

Danusia znów została sama. Przez cały wieczór chodziła wokół bloku.

Hania w końcu zasnęła. Danusia miała nadzieję, że Guzik wróci. Niestety, bez skutku. Zziębnięta wróciła do mieszkania i zasnęła niespokojnie…

Hania wcześnie się obudziła:

Mamusiu, śniła mi się choinka! Ubraliśmy ją, a potem znalazłyśmy Guzika! wołała podekscytowana.

Danusia uśmiechnęła się smutno. Na stole stała tylko mała sztuczna choinka. Nadchodził Sylwester, a one, jak mogły, szykowały się do świąt.

Ale Hania była rozczarowana. Upierała się, że prawdziwa choinka musi być duża i naturalna.

Wtedy Guzik wróci. Jak we śnie! płakała.

Danka westchnęła. Zakup żywej choinki nie mieścił się w jej budżecie miała zaledwie kilkadziesiąt złotych na dokończenie miesiąca. Zadzwoniła do matki, ale ta stanowczo odmówiła wizyty:

Jakaś tam psina ważniejsza od matki? Pomyśl o tym burknęła urażona.

Danka westchnęła, wiedząc, że babcia już jej nie pomoże. Dobrze, że zaraz weekend.

Hania źle się czuła i nie miała ochoty na nic. Wieczorem, kiedy wszystko było gotowe na święta, Hania rozpłakała się:

Nie ma choinki, mamo. I Guzik nie wróci, tak jak tata…

Danka głaskała córkę po głowie, ukrywając łzy. Poprosiła sąsiadkę, miłą panią Zofię, żeby na chwilę zerknęła na Hanię i pobiegła na dwór…

Mroźne powietrze szczypało w twarz, śnieżynki wirowały w tańcu. Przechodnie byli uśmiechnięci. Ale Danusia nie widziała nikogo. Szukała Guzika.

Gdzie się podziewasz, maleńka? szeptała, bez końca wracając te same ulice.

Zaraz trafiła na niewielki targ z choinkami. Stary pan w kufajce tupał nogami przy ostatnich świerkach. Danusia Jadwiga zamarła.

Może choinkę pani kupi? Zostały dwie. Dam zniżkę, zaraz zamykam zachęcał sprzedawca.

Pewnie czeka go rodzina Żona już podała kolację, dzieci zaglądają do okna błysnęło Dankusi w myślach.

W tym momencie szczęśliwa para kupiła jedną z choinek.

No to jak? Bierze pani? Została ostatnia. Pomogę z transportem dodał sprzedawca.

Danusia spojrzała na niego z rezygnacją. Nie miała pieniędzy. Te w domu nie wystarczyłyby na tak drogi zakup.

Było jej wstyd. Dostrzegła wtedy gałęzie, leżące przy aucie.

Czy mogłabym dostać trochę gałązek, jeśli są niepotrzebne? spytała cicho.

Sprzedawca spojrzał na nią, zerknął na iglaste resztki i westchnął:

Pewnie, bierzcie. Pomogę przenieść odpowiedział i podał jej naręcze gałęzi.

Danusia podziękowała i zaczęła się tłumaczyć:

Wie pan, córka chora leży i marzy o choince, a piesek nam zaginął I wszystko się zawaliło przed świętami

Sprzedawca słuchał, choć sam miał żal do losu. Dopiero co zostawiła go żona. Święta spędzi samotnie, też nikogo nie ma

W tej chwili podszedł inny mężczyzna:

Ile chce pan za choinkę? zapytał, patrząc na ostatnie drzewko.

Już sprzedana. Spróbuj pan u sąsiada odparł sprzedawca.

Danusia spojrzała na niego zdziwiona.

Chodźmy, pomogę pani z choinką do domu nagle się uśmiechnął.

Danka zrozumiała, że nie jest taki surowy, jak się wydawał.

Ale mówiłam już, że nie mam pieniędzy jąkała się.

Wiem kiwnął głową.

I oto wydarzyło się coś niezwykłego. Takie cuda zdarzają się tylko w święta.

Sprzedawca otworzył ciężarówkę, a Danusia ujrzała na siedzeniu śpiącego Guzika. Był otulony wełnianym sweterkiem i zaspany nie rozumiał, co się dzieje.

Skąd pan ma Guzika? wyszeptała Danusia ze łzami w oczach.

Guzik? Ja ją nazwałem Choinką. Wszystko rano dzisiaj biegało, zgubiła się Przykleiła się do mnie. Włożyłem ją do auta, żeby nie zmarzła uśmiechnął się mężczyzna.

Miał na imię Paweł. Kochał zwierzęta, a z dziećmi zawsze świetnie się dogadywał.

W domu Danusi znowu zapanowało ciepło i serdeczność. Takiej świątecznej atmosfery dawno nie miały. Może to magia świąt, a może zamysł losu kto wie

Pewne było jedno: nowa rodzina była teraz szczęśliwa. A Guzika, czasem dla żartu, nazywano Choinką.

Życie nauczyło Danusię, że nawet po najgorszej zimie zawsze przychodzi odwilż, a gdy tracisz nadzieję, czasem los podsuwa ci dokładnie to, czego najbardziej potrzebujesz serdeczność drugiego człowieka i jego pomocną dłoń.

Rate article
Fajna Tajna
— Kropka? A ja ją nazwałem Choinką. Biegała tu dziś rano po całym podwórku, od razu widać — zgubiła się. Potem usiadła przy moich nogach, więc wziąłem ją do samochodu, żeby biedulka nie zmarzła — uśmiechnął się mężczyzna… — Toma, jak Ty możesz być taka pechowa? Ile razy Ci mówiłam, że ten Witek to nie facet dla Ciebie! — karciła Tamarę jej mama. Tamara stała ze spuszczoną głową. Choć niedawno skończyła trzydzieści siedem lat, czuła się jak uczennica, która przyniosła do domu pałę. A w sercu miała gorycz i żal — za siebie, za nieudaną rodzinę i za swoją córeczkę. Bo na kilka dni przed najbardziej magicznymi Świętami zostały bez głowy rodziny…