Królowa

28 grudnia

Dzisiaj chyba muszę spisać myśli, żeby nie oszaleć. Coś się we mnie kotłuje, a święta wcale nie pomagają.

Mamo, tylko się nie denerwuj, proszę cię, bo od nowego roku mogą się pojawić u nas pewne kłopoty, no finansowe. Nie panikuj, nie zginiemy z głodu, ale wiesz zagaiłam rano, a sama nie mogłam znaleźć sobie miejsca w kuchni.

Mama, jak zwykle konkretna.

Daj spokój z takimi wstępami, Zosiu, mów od razu.

Dobrze, mamusiu. Krótko: rzuciłam dziś pracę. Ot, tyle.

Sama czy ktoś cię poprosił?

Sama. Lubię decydować za siebie.

Cały tata Już widzę jego minę, gdyby to usłyszał.

Zerknęłam przez okno. Na klonie przed blokiem siedziały dwa grubodzioby wtulone w siebie. Patrz, mamo, jakie piękne! Zamiast komentarza o moim wyborze, tata by pewnie rzucił: Nie szata zdobi człowieka.

Cieszyłam się z ciebie! Dumałam, że córka taka ważna, dyrektorka od kultury całego miasta! W telewizji, w gazetach, ludzie cię prawie za królową mieli! Piękna, zgrabna, stylowa ciebie podziwiali! głos jej się załamał.

Mamo, nie płacz. Uroda mi nie ucieknie.

Mama usiadła ciężko na kanapie.

Powiedz mi szczerze, o co chodziło? Czemu tak nagle?

Podeszłam, usiadłam obok. Po prostu Mam inne spojrzenie na życie niż szefostwo. Im tylko statystyki w głowie, a o ludzi pamiętają na przemówieniach. Wiesz jak przy rozwodach: niezgodność charakterów.

Każde szefostwo tego chce. Raport, tabelka, plan do wykonania. Co teraz, już nawet nie pójdziesz na swoje zimowe imprezy?

Pójdę, mamo, tylko jako widz. To też fajne.

Zaśmiała się przez łzy.

No tak! Kiedyś na scenie, dzisiaj pod sceną przy choince na rynku… Weź mnie chociaż ze sobą. Chyba, że ci już te przedszkolne choinki zbrzydły: dla każdej grupy, dla maluchów pracowników, dla samej kadry, dla oddziału

Jeszcze dla domu dziecka, mamo. Znamy statystyki. Ale przyjdź do parku na tą rodzinną, miejską. Sama ją organizujesz, a rodziny brak

I zaraz bez pracy. Zosiu, za miesiąc stuknie ci czterdzieści! Wciąż tęsknisz za tym twoim Pawłem Paweł I! Miał być muzykiem w Wiedniu, a siedzi tu i dmie w ten swój saksofon!

Saksofon, mamo. Wymyślił go Belg, Adolphe Sax, prawie dwieście lat temu.

Mi tłumaczysz, byłej muzykce? Ale z tego Pawła ci nie daruję! Przez niego nie spojrzałaś na żadnego innego! Starzejesz się, Zośka, moja królowo otarła łzy. Królowa bez tronu! Stara panna! Ciekawe, co by powiedział ojciec?

Że kobieta jak wino, im starsza, tym lepsza. I nie płacz, kochana, wszystko będzie dobrze.

Oj, twój ojciec kochał kobiety

Tylko ciebie, mamo, kochał nad życie. Widziałam w szpitalu, jak cię trzymał za rękę

Może za rzadko mu to mówiłam Myślałam, że to oczywiste.

On czuł to zawsze. A jak mu śpiewałaś, nie mógł oderwać wzroku

Mama zanuciła, przez łzy, Pada śnieg pada śnieg Wszystko cicha w oczekiwaniu. Przy tym zawsze marzyłam, by w moje urodziny, pod koniec kwietnia, spadł śnieg i ktoś zaśpiewał tę melodię. Siedziałyśmy przytulone, w milczeniu.

Dziecko, co z tą twoją pracą? Taki potencjał Gdzie teraz pójdziesz?

Do MPK, mamo. Będę konduktorką.

Żartujesz! Może weźmiesz się za szukanie po znajomości Ninka spod 36-tki robi w urzędzie, może coś załatwi.

Nie żartuję. Naprawdę. A ty jeździsz autobusami?

Mało, ale czasem tak.

I jak tam konduktorki?

Eee zero kultury. Kurtki, kapcie na grube skarpy. Tylko wrzeszczą: Bilety sprawdzamy! Do środka prosimy! Sama widzisz, cała kreatywność.

Zaśmiałam się: Te twoje teksty są lepsze niż niejedna charakteryzacja Pamiętasz, jak ojciec wrócił raz wesoły z pracy i opowiadał dowcip o autobusie i piciu za przejazd?

Mama spojrzała z uśmiechem i zapomniała na chwilę o żalu.

Resztę wieczoru gadałyśmy o tym, że ojciec zawsze powtarzał: Dziewczyny, wszystko siedzi wam w głowie. Zmieńcie myślenie, a życie zaśpiewa jaką chcecie melodię.

Mama tylko mruknęła: Szkoda, że nie zmieniłaś tej płyty przy Pawle. On nie chciał królowej, tylko partnerki.

Mama, to już nieistotne. Po prostu idę do autobusów. Konduktorka na linii numer 7. Decyzja. Koniec, kropka.

Zofia, świat cię zna, w TV byłaś. Konduktor? Co by powiedział ojciec!

Przestrzegam jego rad: wszystko trzeba układać samemu. Nikt nas nie uszczęśliwi, jeśli same nie będziemy w domu myślą tu i teraz.

Mama jeszcze próbowała mnie naprostować propozycją Dubaju czy chociaż Zakopanego za odprawę, ale nie słuchałam.

Zadzwonił telefon. To był dział kadr. Zgłaszam się czwarty stycznia. Dwie minuty. Decyzja. Finito.

***

Linia 7, kurs przez cały Kraków. Popularna. Rano na końcowym.

Panie Stanisławie, mogę korzystać z pańskiego mikrofonu? Jak przewodnik bym coś ogłosiła

Pani znowu coś wymyśliła! Autobus już dekoracją i napisami obwieszony Co dzisiaj za cytat?

Warto iść drogą, którą się samemu wybrało.

Stanisław tylko roześmiał się: Pani to artystka. Słyszałem, że Sławek też już się pani boi. Ale podobała mu się elegancka teczka, nawet nowe koszulki z herbem zamówił mówi, że wozi naszych obywateli, nie byle kogo!

Przyznam, atmosfera w pracy inna niż wszędzie. Może to mój styl, a może wcale nie jestem taka inna, jak szepczą po kątach.

***

Zarobki? O połowę mniejsze niż dotychczas 3200 złotych miesięcznie, choć wcześniej bywało i sześć tysięcy. Za tę kasę, śmiali się, że tylko wariatka wymyśla nowe pomysły pro bono. Wcale mnie to nie ruszało.

***

Minęły trzy miesiące. Nawet szef MPK, pan Andrzej Tatarczuk, wezwał mnie na rozmowę:

Pani Zofio, czy pani wie, do czego się pani zatrudniła? Ma pani bilety kasować, a nie rozmawiać, śpiewać i zabawiać pasażerów!

Wyprostowałam się:

Ale, panie Andrzeju, przecież wpływy ze sprzedaży rosną. Ludzie są zadowoleni. Czy to źle, że autobus to nie tylko podróż, ale miejsce na kulturę? Kiedyś Kraków miał trębacza na wieży, dziś może mieć konduktorkę z mikrofonem.

Szef się rozchmurzył. Głupio trochę, bo ludzie różni są Nie wszyscy chcą słuchać muzyki.

Nigdzie nie jest to zabronione. Dbam tylko, żeby nie przeszkadzać.

Ale inne konduktorki już się skarżą.

Jeszcze żadnej nie znam osobiście!

Lubi pani być królową, a nie zwykłą konduktorką, tak mówią.

Ludzie chcą trochę życia w podróży. A ja podaję bilety i inspiracje. Nawet jak Magda sama idzie do góry śmieję się sama do siebie.

Na koniec usłyszałam, że za moją nowatorską działalność może dostanę premię z okazji Dnia Kobiet.

***

Dziś, 28 kwietnia, moje urodziny. Mama kazała mi wziąć wolne, ale wolałam być w autobusie na linii 7 wśród moich pasażerów.

Z samego rana szłam piechotą do zajezdni, bo śnieżne, zimne niebo obsypało mnie białymi płatkami. Zawsze o tym marzyłam śnieg w moje urodziny! W autobusie chłopaki przyozdobili wnętrze papierowymi śnieżynkami, wręczyli ciepły koc i czekoladki. Dostałam też mikrofon, bo królowa powinna mieć królewski sprzęt.

W centrum tłum, a z pierwszych drzwi wszedł on Paweł. Mój jedyny. Z saksofonem.

Aż zadrżałam. Przez emocje zapomniałam o mikrofonie, tylko krzyknęłam rutynowo: Bilety prosimy! W autobusie działa kamera!

Chciałam uciec na tył, schować się I nagle usłyszałam. Słynna melodia Pada śnieg, na żywo, na saksofonie. I poczułam, że naprawdę niczego mi nie brakuje. Ani tronu, ani korony, ani lepszej pracy. Wszystko, co najważniejsze jest we mnie.

W Krakowie ciągle pada śnieg A ja, królowa bez tronu, w końcu jestem szczęśliwa.

Rate article
Fajna Tajna
Królowa