Jesteśmy małżeństwem od siedmiu lat. Mój mąż Adam, zawsze aktywnie spędzał czas. W domu przebywał tylko wtedy, gdy tego potrzebował, po pracy resztę czasu spędzał z przyjaciółmi. Mieszkaliśmy w domu rodziców Adama. Ja, jako najlepsza synowa, gotowałam jedzenie, sprzątałam, nie mieszkaliśmy tam sami, byli jeszcze dwaj bracia męża, więc musiałam gotować dla wszystkich, bo nie mieliśmy oddzielnej kuchni. Męża w domu praktycznie nie było. Bardzo chciałam, żebyśmy spędzali rodzinne wieczory, w gronie krewnych, bo dzieci tęskniły za tatą, a mieliśmy dwoje dzieci, które potrzebowały ojca.
Kiedy mieszkaliśmy u teściowej, nie czułam się swobodnie. Zawsze chciałam się przeprowadzić, ale słuchałam mojego męża, który mówił, że po co się przeprowadzać i płacić pieniądze za wynajęte mieszkanie skoro u rodziców mieszkamy za darmo. W międzyczasie uzbieramy trochę pieniędzy na własne,a nie wynajmowane mieszkanie.
Każdego wieczoru tradycyjnie siadaliśmy wszyscy do stołu i jedliśmy razem kolację. Moja teściowa, nigdy nie przyłożyła ręki do przygotowania tych kolacji. Szczerze mówiąc, już zaczynało mnie to irytować. Moje dzieci bardzo mnie kochały, pomagały mi we wszystkim, starałam się zadowolić ich, jak tylko mogłam. Każdego dnia przygotowywałam dla nich smaczne wypieki. Młodszy syn chodził do przedszkola, a starszy do szkoły. Zasadniczo podobało mi się moje życie, z wyjątkiem tego, że chciałam, aby mój mąż pomagał mi zarówno w wychowywaniu dzieci, jak i w domu. Moim największym marzeniem było mieć własny kąt. Pewnego dnia Adam wybierał się do pracy. Poprosiłam go, aby zabrał syna do szkoły, a mnie do sklepu po zakupy. Zgodził się. W szkole nauczyciel trochę mnie przetrzymał, ponieważ opowiadał o nadchodzącym koncercie, który miał się odbyć w najbliższym czasie. Nasz syn, podobnie jak mąż doskonale grali na fortepianie i śpiewali. Gdy wróciłam do samochodu, Adam zaczął na mnie krzyczeć, że marudzę, gdy on się spieszy do pracy. Stwierdził, że ma już dość mojego marudzenia i powiedział, że zamieniłam się w zwykłą gospodynię domową.
– „Zmień się, bo mnie to złości, w twojej głowie jest tylko sprzątanie i gotowanie, albo się zmieniasz, albo się rozstaniemy” – wykrzyczał Adam.
W chwili, gdy to usłyszałam, nie miałam ochoty jechać z nim dalej. Uznałam, że wolę iść na zakupy, niż słuchać tych niedorzecznych zarzutów. Poczułam się bardzo urażona słowami męża. Zastanawiałam się, co robię źle. Opiekuję się dziećmi, sprzątam dom, aby był czysty, gotuję pyszne jedzenie, a on tego nie docenia? Zdecydowałam, że muszę coś zmienić, a przede wszystkim musiałam zmienić swoje zachowanie i nawyki. Zaczęłam od swojego wyglądu. Nie mogłam zrobić radykalnych zmian, ponieważ miałam krótkie włosy, ale zmieniłam fryzurę i kolor włosów. Zapisałam się do swojej przyjaciółki na manicure i pedicure. Moja przyjaciółka Ada była bardzo zaskoczona moimi tak drastycznymi zmianami, ponieważ u mnie wszystko zawsze było stabilne. Nigdy nie chciałam eksperymentować ze swoim wizerunkiem, ale teraz zaszalałam.
Moja reinkarnacja okazała się lepsza, niż się spodziewałam. Nowy kolor włosów, zadbane paznokcie i delikatny makijaż. Ada jest naprawdę mistrzynią. Kiedy wróciłam do domu, teściowa i dzieci mnie nie poznały. Teściowa nie cieszyła się ze mną, tylko kiwała głową, przeszywała mnie swoim wnikliwym spojrzeniem i myślała o czymś negatywnym, byłam tego pewna. Kiedy wrócił mąż, myślałam, że jakoś zareaguje na zmiany, ale nie. Nie usłyszałam nawet jednego komplementu, a po awanturze, która miała miejsce tego dnia, wciąż ze mną nie rozmawiał.
Postanowiłam nie poprzestawać na zmianie wyglądu. Dzieci już dorastały i mogłam oderwać się od rutyny i zrobić coś dla siebie coś, co sprawiałoby mi radość. Zaczęłam zajmować się organizacją różnych wieczorów kulturalnych, a z czasem także imprez. Miałam do tego talent, więc udało mi się to bez trudu. W domu zaczęłam bywać coraz rzadziej. Dzieci od czasu do czasu zostawiałam u rodziców, którzy chętnie mi pomagali. Pewnego wieczora mój mąż przed snem zaczął prosić mnie o wybaczenie za to, co kiedyś powiedział, że jestem nudna i przyznał się, że tęskni za moimi pysznymi ciastami i za komfortem, który stworzyłem w domu. Chciał odzyskać to wszystko. Wiedziałam, że jest już za późno. Uwielbiałam to nowe życie, a mój mąż chciał to wszystko zmienić i udało mu się. Rok później się rozstaliśmy. W jakimś stopniu jestem mu wdzięczna za to, że dał mi możliwość zrobienia kroku do przodu, w szczęśliwą przyszłość.



