Dwa tygodnie kot przychodził pod okno. Pracownicy nie mogli uwierzyć, gdy poznali powód.
Do pokoju dyżurnego wpadła Karolina młoda, świeżo po szkole medycznej. Oczy błyszczały, policzki płonęły:
Pani Krystyno! Znów tu jest! Wyobraża pani sobie?
Kto «on»? kierowniczka zmęczonym ruchem przetarła czoło. Nocna zmiana była ciężka, a tu jeszcze to
Kot! Szary, z białym uchem Już godzinę siedzi! I przychodzi codziennie, pani rozumie?
Co znaczy «codziennie»?
Krystyna Nowak, kierowniczka oddziału intensywnej terapii, raz jeszcze przejrzała dokumenty przed obchodem. Nowa pacjentka z sali numer cztery wciąż nie odzyskała przytomności. Czternaście dni w śpiączce po potrąceniu na pasach. Jakiś szaleniec przejechał na czerwonym świetle Jakby mieli mało problemów z planowanymi pacjentami!
Karolina usiadła na brzegu krzesła:
Już od dwóch tygodni przychodzi. Pod okno sali, gdzie leży pani Anna Kowalska. Siedzi i patrzy, patrzy Woźni go przeganiają, a on i tak wraca. Już go nazywamy Dyżurnym.
Krystyna skrzywiła się brakowało im tylko bezdomnych zwierząt! Miała już zamiar skarcić pielęgniarkę, ale pracy było zbyt wiele. Jednak coś w głosie Karoliny sprawiło, że wstała i podeszła do okna.
Na parapecie jednego z okien rzeczywiście siedział kot. Szary, z białym uchem dokładnie tak, jak opisała Karolina. Chudy, ale wyraźnie domowy: sierść choć zmierzwiona, widać było, że kiedyś był zadbany. Siedział w dziwny sposób: nie po kociemu, lecz wyprostowany, jak wartownik na posterunku. I wpatrywał się bez ruchu w okno sali, gdzie leżała nowa pacjentka.
Boże, co za absurd mruknęła kierowniczka. Tutaj człowiek między życiem a śmiercią, a my o kotach rozmawiamy
Ale coś w tej sytuacji nie dawało jej spokoju. Może upór, z jakim ten kot wracał, mimo prób przepędzenia go? Jakaż to wierność! Nie każdy człowiek potrafi tak kochać.
Co wiemy o tej pacjentce? nagle spytała.
Karolina wzruszyła ramionami:
Prawie nic. Anna Kowalska, pięćdziesiąt dwa lata. Mieszka sama, czasem odwiedza ją córka. Potrącona na pasach, tuż przy swoim bloku
Przy jakim bloku?
Tamtym szarym pięciopiętrowcu wskazała ręką w stronę okna. Za szpitalnym płotem.
Krystyna znów spojrzała na kota. Ten jakby wyczuł jej wzrok odwrócił głowę. Kierowniczce ciarki przeszły po plecach od tego przenikliwego spojrzenia.
Odpowiedź przyszła nieoczekiwanie tego samego dnia córka pacjentki przyniosła dokumenty do historii choroby. Z teczki wypadło zdjęcie. Anna Kowalska siedziała na fotelu, a na jej kolanach szary kot z białym uchem.
To głos Krystyny zadrżał. Kto to?
Córka pacjentki ł



