Kot i magia codzienności. Ania prawie trzydziestoletnia kierowczyni autobusu marzy o szczęściu, ale zamiast męża, w autobusie znajduje perskiego kota Merlina i zagubiony los na loterię. Kiedy kot trafia do jej domu, codzienność Ańki oraz sąsiada programisty, niespodziewanie staje się pełna czarów, przyjaźni i domowych rytuałów z kawą. Kim tak naprawdę jest Merlyn – tylko puszystym włóczęgą, a może zaklętym magiem, który przyniesie szczęście i odmieni życie Ani? Wyjątkowa historia o tym, jak jeden wyjątkowy pasażer może przewrócić świat do góry nogami, a każdy samotny poranek zamienić w bajkę.

Kot wpatrywał się w nią cicho. Westchnąwszy i zbierając się na odwagę, Ania wyciągnęła ręce w jego stronę, licząc, że rękawy jej skórzanej kurtki ochronią ją przed pazurami puszystego gapowicza

Zmiana dobiegała końca, a Ania ruszyła na koniec autobusu, dokładnie zaglądając pod każde siedzenie.

Autobus był dla niej jak drugi dom, a w domu zawsze panował porządek. Może dlatego, że nie było komu robić bałaganu?

Aniu, ty już chyba powinnaś poznać jakiegoś mężczyznę mawiały dyspozytorki na zajezdni. Już pod trzydziestkę, a ty wciąż sama. W dodatku masz taką męską pracę! Facetom często brak cierpliwości do awanturnych pasażerów!

Mnie trafiają się mili ludzie odpowiadała z uśmiechem Ania. A praca bardzo mi odpowiada. Poza tym, mąż to nie kot ani pies, żeby go sobie po prostu sprawić!

Ciocie spoglądały na siebie porozumiewawczo. Wiedziały swoje z niejednym mężczyzną bywa więcej kłopotu niż ze zwierzakiem.

To może kota sobie spraw! radziły. Przynajmniej nie byłabyś sama!

Ania wzdychała:

Jakoś nie chce się u mnie żaden kot zadomowić mówiła serdecznym ciociom, a potem wracała do siebie, włączała muzykę, gotowała kolację, czytała i kładła się spać…

Dni mijały podobne do siebie jak dwie krople wody. Nie lubiła weekendów wtedy miała za dużo wolnego czasu. W takie dni jeździła swoim autobusem jako pasażerka.

Lubiła ten stan: przez chwilę mogła wyobrazić sobie, że ktoś inny wiezie ją ku szczęśliwemu, pięknemu życiu…

Ten dzień nie różnił się od pozostałych. Kończąc zmianę zaczęła sprzątać w autobusie.

Gdy zajrzała pod ostatnie siedzenie, aż się cofnęła zaskoczona. Dwa świecące oczy patrzyły prosto na nią!

Hej, kotku, co ty tu robisz? Kici, kici! Jak się tu znalazłeś? Ania przykucnęła. Zgubiłeś się?

Kot patrzył na nią w milczeniu.

Westchnęła, nabrała odwagi i sięgnęła po czworonoga, licząc, że skórzane rękawy uratują jej dłonie przed pazurami tego tajemniczego pasażera.

Kot dał się wyjąć spod siedzenia, więc Ania mogła mu się lepiej przyjrzeć.

Był piękny.

Na rasach się nie znała, ale wyraźna budowa pyszczka i puszysta sierść zdradzały persa. Miał na szyi obróżkę z zawieszką.

Merlin przeczytała Ania, przewracając zwierzaka na boki Cóż, czyżbyś był naprawdę tym wielkim czarodziejem?

Kot ziewnął szeroko, jakby chciał powiedzieć, że to wcale nie wykluczone.

No i co mam z tobą zrobić, panie magu? zagadnęła Ania Szukać twojego właściciela?

Kot rzucił na nią wymowne spojrzenie. W domyśle: skąd mam wiedzieć? I przy okazji, przydałoby się coś zjeść i zdrzemnąć!

Ania zrozumiała, że ma tylko jedno wyjście. Owszem, mogłaby zrobić i inaczej, ale jakim trzeba być człowiekiem, by wyrzucić kota na ulicę?!

Więc słuchaj powiedziała zdecydowanie. Dziś nocujesz u mnie, a jutro rozwieszę ogłoszenia z twoim zdjęciem. Ktoś na pewno cię szuka!

Kot nie protestował. Lecz gdy tylko Ania ruszyła do wyjścia, wyswobodził się z jej ramion, wskoczył pod siedzenie, a gdy wrócił, trzymał w pysku jakiś los.

Co tam masz? zapytała Ania, pochylając się.

Kot wypuścił przedmiot, który okazał się być losem na loterii.

No popatrz! zdziwiona oglądała skarb. Twój właściciel zgubił i ciebie, i los?

Kot spojrzał na nią znacząco. Może już czas wracać do domu?

Ania całą drogę zastanawiała się, czy powinna wspominać o losie w ogłoszeniu. A nuż ktoś będzie chciał oszukać i przywłaszczyć los, udając właściciela kota?

Trzeba działać ostrożnie! Tymczasem warto kupić dla gościa coś smacznego.

Co byś chciał? spytała ją sprzedawczyni w sklepie, widząc jej zagubione spojrzenia przy półce z karmą.

Merlin przysunął nos do jednego z opakowań, a potem chwycił je w zęby.

To ten? upewniła się Ania.

Merlin ścisnął opakowanie mocniej.

Jesteś niezwykle mądrym kotem pochwaliła go.

Merlin wydał z siebie odgłos, jakby chciał powiedzieć: Doskonale o tym wiem. Kupując jeszcze coś dla siebie, Ania wróciła do domu…

Rozgość się! zachęciła zwierzaka, stawiając go na podłodze.

Merlin od razu rozpoczął inspekcję mieszkania. Ania poszła do kuchni przygotować kolację. Kociej zastawy nie miała, więc przeznaczyła dwa spodki na jedzenie i wodę.

Gdy kot się najadł, Ania zrobiła mu zdjęcie i wydrukowała ogłoszenia. Ani słowa w nich o imieniu kota czy losie.

Pokazała wydruk Merlinowi.

Wyglądasz tu naprawdę pięknie! pochwaliła. Jutro rozwieszę ogłoszenie w autobusie, może właściciel się znajdzie! Ojej…

Nagle zastygła, uświadamiając sobie, że jutro ma zmiany a kota nie ma gdzie zostawić…

Zabrać ze sobą? Odpada rozkojarzy się, a kierowca musi być skupiony, to kwestia bezpieczeństwa pasażerów. Zostawić samotnie? Wielki stres dla biednego zwierzęcia, które i tak się zgubiło…

I wtedy przypomniała sobie o Kamilu, sąsiedzie z piętra. Pracował zdalnie, nie musiał chodzić do biura ani jeździć autobusem. Wystarczył mu laptop i internet.

Czasem mijali się na klatce schodowej, gdy sąsiadowi kończyło się jedzenie. Był wysoki, trochę niezdarny, w okularach.

Kiwali sobie głowami i rozchodzili się każdy w swoją stronę. Ale Kamil na pewno mógłby przypilnować kota.

Nabrawszy odwagi, Ania zapukała do drzwi obok. Stał w drzwiach, rozczochrany, w domowych kapciach i poluzowanych dresach, patrząc zaskoczony.

Wyjaśniła o co chodzi, starając się być jak najbardziej przekonująca. Jednak nie musiała go długo namawiać, Kamil skinął tylko głową i wziął od niej zapasowy klucz.

Na moment zrobiło się jej przykro, że prawie nie zwrócił na nią uwagi. Westchnęła i wróciła do siebie.

Kici, kici! Merlin, gdzie jesteś?

Kot siedział przy drzwiach balkonowych, niewątpliwie chciał tam wyjść!

Ania przez chwilę się zawahała, ale stwierdziła, że tak mądry kot nie zeskoczy z ósmego piętra. Otworzyła drzwi i wyszli razem na balkon.

Merlin lekko wskoczył na balustradę, Ania aż krzyknęła i rzuciła się go podtrzymać.

Spojrzał na nią zdziwiony i dumny, a potem odwrócił głowę ku niebu. Ona też spojrzała tam…

Ujrzała gwiazdy. Niebo patrzyło na nich tysiącem rozświetlonych oczu. Zobaczyła, jak jedna spadła jak łza sunęła po granatowym nieboskłonie.

Kot otarł się o jej dłoń, jakby podpowiadał pomyśl szybko życzenie! I pomyślała…

Zasnęła tego wieczoru momentalnie, przy mruczącej kołysance Merlina.

Rano, po obowiązkowych instrukcjach dla zaspaniałego Kamila, wyruszyła do pracy.

Przez cały dzień jeździła po Warszawie z ogłoszeniem w autobusie, lecz nikt się nie zainteresował puszystym znajdą.

Czuła się trochę winna, lecz tak się ucieszyła! Leciała do domu na skrzydłach tam na nią czekało…

W mieszkaniu pachniało prawdziwą, parzoną kawą. Sama zazwyczaj piła rozpuszczalną, więc różnica była uderzająca.

Pozwoliłem sobie trochę rozgościć przyznał Kamil. Kawa rozpuszczalna to nie kawa. Przyniosłem swoją, będzie?

Oczywiście! ucieszyła się Ania. A gdzie Merlin?

Kot natychmiast pojawił się w przedpokoju, zadowolony. Otarł się Ani o nogę z najwyższą przychylnością.

Twój Merlin ma się dobrze zapewnił Kamil, głaszcząc kota. Wiesz, dawno tak dobrze się nie bawiłem. Myślałem, że popracuję, a laptop został nieużywany…

Przypomniałem sobie, że kiedyś pisałem historyjki i bajki. Palce same zaczęły stukać w klawiaturę napisałem bajkę o kocie.

Pokażesz? zapytała Ania z ciekawością.

To drobiazg zawahał się Kamil, choć widać było, że chce jej to pokazać. Naprawdę cię to interesuje?

Bardzo! Uwielbiam bajki! Właściwie to bardziej fantastykę, ale to prawie to samo zapewniła go gorąco.

Więc Kamil się poddał.

Potem pili pyszną kawę, czytali bajkę, a Merlin siedział obok na kanapie, spoglądając na nich pobłażliwie, jakby byli dwójką rozbrykanych kociąt.

Bajka bardzo spodobała się Ani. Gdy sąsiad wyszedł, poczuła lekkie ukłucie żalu. Ale przecież miała kota.

Wtedy jednak ktoś zadzwonił do drzwi. Merlin podniósł się i dostojnym krokiem ruszył w stronę przedpokoju. Ania spytała:

Kto tam?

W sprawie ogłoszenia usłyszała z drugiej strony i zamarła.

Przez chwilę chciała nie otwierać, ale to byłoby nieuczciwe, więc otworzyła. W progu stał wysoki, siwy pan w czarnym płaszczu. Uśmiechnął się łagodnie:

Proszę się nie denerwować. Faktycznie przyszedłem po kota. Żeby nie było wątpliwości: wabi się Merlin. O, i już jest.

Kot od razu wskoczył mu na ręce, tak że nie było mowy o pomyłce.

Proszę wejść powiedziała cicho Ania.

Zdziwiła się, jak bardzo można się do kogoś przywiązać przez jeden dzień! Starszy pan wszedł, przysiadł, uśmiechając się do zwierzaka. Miała wrażenie, że prowadzili jakąś nieme porozumienie.

Może kawy? zaproponowała.

Pan kiwnął głową. Przygotowała więc napój na szczęście Kamil zostawił zapas w ładnej puszce. W tym czasie staruszek patrzył to na nią, to na kota.

A tak w ogóle odezwał się nagle. Czy czegoś jeszcze pani nie znalazła?

Ania poczerwieniała i przyniosła los na loterię. Pan nie wziął go jednak od razu.

To dla pani uśmiechnął się.

Ale przecież los jest pański! zaprotestowała.

Lecz to pani go znalazła, a Merlin nie ma nic przeciwko wciąż się uśmiechał.

A jeśli jest wygrany? nieśmiało zapytała.

Cóż, czy zawsze będzie pani odrzucać szansę być odrobinę szczęśliwsza? odpowiedział łagodnie staruszek.

Ania opuściła wzrok. Przecież właśnie o szczęście prosiła spadającą gwiazdę!

Dajmy szansę szczęściu, panno Aniu uśmiechnął się starszy pan. Niech pani nie smuci się. Na pewno jeszcze się zobaczymy. Gdy pani wróci…

Zanim zdążyła zapytać skąd wrócę?, drzwi już się zamknęły.

Kiedy przekręciła klucz w zamku, nagle poczuła się senna Ledwo dotarła do łóżka. Śniła jej się bajka Kamila.

O wielkim czarodzieju, który myślał w życiu tylko o sobie. Jego magia nie dawała nikomu szczęścia, więc został ukarany i zmieniony w kota.

Dopóki nie odda komuś szczęścia rak długo pozostanie kotem…

Rano poszła do pracy, a słońce jakby świeciło jaśniej, pasażerowie byli milsi, autobus sunął wesoło po ulicach.

Ach, tak. Sprawdziła los. Nie było zaskoczenia wygrała wczasy nad morzem. Dużo bardziej zaskoczyło ją to, że szef powiedział:

Jedź i odpocznij, Aniu. Już dawno ci się należało. Chłopaki cię zastąpią!

A potem był Bałtyk, gwiazdy i uczucie, że zaczyna się coś nowego!

Do domu wróciła szczęśliwa, przywiozła muszelki i trochę morza, które zostawiła w swoim sercu.

Kiedy otwierała drzwi do mieszkania, na klatkę wyszedł Kamil. Wysoki, trochę niezdarny, rozczochrany.

Ktoś do ciebie był wczoraj powiedział. Miał coś przekazać… zawahał się patrząc na nią Wyglądasz inaczej. I bardzo pięknie.

Dziękuję uśmiechnęła się Ania. A co miałeś przekazać?

Kamil uderzył się w czoło i zniknął w swoim mieszkaniu, by za chwilę wrócić z szarym, puszystym kociakiem na rękach. Miał znajomą minę trochę wyniosłą, jak u persów.

To syn twojego Merlina… No, tego kotka z autobusu. Ma na imię Artur.

Starszy pan powiedział, że tylko tobie możemy powierzyć opiekę nad nim w tym miejscu lekko się zawahał tzn. powiedział, że tylko nam możemy zaufać…

Jak? serce Ani zabiło mocniej.

Że możemy zaufać tylko nam przyznał Kamil.

Miau! potwierdził kociak Artur, wyciągając łapkę do swojej nowej pani.

Wyciągnęła dłoń a druga dłoń, Kamila, również do niej dotarła. I świat zrobił się odrobinę cieplejszy, lepszy i po prostu szczęśliwszy.

Bo szczęście najczęściej znajduje się tam, gdzie otwieramy się na innych nawet, jeśli z początku przychodzi nieoczekiwane i nieproszonymi drzwiami.

Rate article
Fajna Tajna
Kot i magia codzienności. Ania prawie trzydziestoletnia kierowczyni autobusu marzy o szczęściu, ale zamiast męża, w autobusie znajduje perskiego kota Merlina i zagubiony los na loterię. Kiedy kot trafia do jej domu, codzienność Ańki oraz sąsiada programisty, niespodziewanie staje się pełna czarów, przyjaźni i domowych rytuałów z kawą. Kim tak naprawdę jest Merlyn – tylko puszystym włóczęgą, a może zaklętym magiem, który przyniesie szczęście i odmieni życie Ani? Wyjątkowa historia o tym, jak jeden wyjątkowy pasażer może przewrócić świat do góry nogami, a każdy samotny poranek zamienić w bajkę.