Konfitura z mlecza Skończyła się śnieżna zima, mrozy w tym roku nie było silne, taka łagodna i śnie…

Dżem z mniszka lekarskiego

Zima się w końcu skończyła była taka łagodna, śnieżna, ale bez solidnych mrozów. Jakby nie patrzeć, już wszystkim się znudziła, każdy marzy o zielonych liściach, kolorowych kwiatach i o zrzuceniu tych grubych zimowych kurtek.

W niewielkim miasteczku na Dolnym Śląsku wreszcie zawitała wiosna. Jadwiga uwielbia tę porę roku, wyczekuje, aż wszystko się obudzi, i wreszcie się doczekała. Siedząc w oknie na trzecim piętrze, rozmyślała:

Te ciepłe, wiosenne dni sprawiają, że miasto jakby się przebudziło z długiego snu zimowego. Nawet duże ciężarówki inaczej warczą, a targ robi się jakby żywszy. Ludzie w kolorowych kurtkach i płaszczach maszerują w swoim kierunku, a rano ptaki budzą nas wcześniej niż budziki. Ech, wiosna jest cudowna, ale lato to będzie dopiero przeboje

Jadwiga mieszka w tej pięciopiętrowej kamienicy od dawna, obecnie z wnuczką Ludmiłą, która chodzi do czwartej klasy. Rok temu rodzice Ludki wyjechali pracować na kontrakcie do Kenii oboje lekarze, a córkę zostawili pod opieką babci.

Mamo, powierzamy Ci naszą Ludkę, nie będziemy jej przecież ciągnąć na drugi koniec świata! Wiesz dobrze, że dopilnujesz swojej ukochanej wnuczki zapewniała córka Jadwigi.

A jakże, wiadomo, że dopilnuję będzie mi weselej, a na emeryturze i tak nie mam co robić. Jedźcie, my tu sobie z Ludką damy radę odparła Jadwiga.

Hurra, babciu, to dopiero będzie życie! Chodzić do parku, ile zechcemy, bo rodzice zawsze nie mają czasu. Nikt mi nie przeszkadza cieszyła się Ludka.

Nakarmiwszy wnuczkę śniadaniem i wysławszy ją do szkoły, Jadwiga zabrała się za codzienne obowiązki, czas minął niepostrzeżenie.

Wyskoczę do sklepu, zanim Ludka wróci ze szkoły pomyślała, szykując się do wyjścia.

Wyszła z klatki, a tam już dwie sąsiadki okupowały ławkę, podkładając pod siebie poduszki bo ławka jeszcze zimna. Pani Stefania kobieta bez wieku, ani siedemdziesiąt, ani trochę więcej, nigdy nie przyznaje się, ile ma lat, mieszka sama na parterze w kawalerce. Pani Halina, też wiekowa, samotna, lat siedemdziesiąt pięć, oczytana, zna mnóstwo ciekawych historii, śmieje się do rozpuku, wesoła zupełne przeciwieństwo Stefanii, która nieustannie narzeka na wszystko.

Jak tylko śnieg znika i słońce przygrzewa, ta ławka nigdy nie jest pusta ktoś zawsze ją okupuje. Stefania z Haliną to już etatowe bywalczynie: od rana do wieczora, no chyba, że idą na obiad do domu odpoczną i znowu na ławkę. Obie wszystko wiedzą o wszystkich, nawet mucha się nie wymknie ich czujnemu oku.

Jadwiga czasami dosiada się do nich, razem plotkują o nowinach, co kto przeczytał w Przekroju, albo co zobaczył w telewizji. Stefania uwielbia opowiadać o swoim ciśnieniu.

Dzień dobry, babeczki rzuciła wesoło Jadwiga już na dyżurze?

Witaj, Jadzia! Na dyżurze, a jakże, bo nam jeszcze “spóźnienie” wpiszą żartowała Stefania, widząc siatkę w jej ręku. Do sklepu się wybierasz, zgaduję?

Tak, muszę przed powrotem Ludki ze szkoły, obiecałam jej coś słodkiego za dobre oceny. Nie zatrzymuję, lecę Jadwiga pomachała i poszła dalej.

Dzień minął po staremu odebrała wnuczkę ze szkoły, nakarmiła ją, Ludka zasiadła do lekcji, a babcia z kolei do swoich spraw i do telewizora.

Babciu, idę na tańce! usłyszała.

Ludka już stała w progu z plecakiem i komórką w ręku. Tańczy już od sześciu lat, bardzo lubi, często występuje na miejskich imprezach, a Jadwiga pęka z dumy, mając taką wnuczkę.

Dobrze, Ludko, leć odprawiła ją ciepło i zamachała na pożegnanie.

Jadwiga usiadła na ławce przed blokiem i czekała na Ludkę wracającą z tańców.

Nudzisz się? zagadał sąsiad z drugiego piętra, pan Zygmunt.

Jak się można nudzić w taką pogodę? Wiosna, piękne słońce, ptaki śpiewają zripostowała Jadwiga.

Noo, słońce przygrzewa, wszystko się zieleni, wszędzie pełno żółci od mniszków. Te kwiaty wyglądają jak małe słoneczka uśmiechał się Zygmunt, Jadwiga przytaknęła.

W tym momencie Ludka podbiegła z tyłu i rzuciła się babci na szyję z wrzaskiem:

Hau, hau!

Ale ty jesteś wariatka! Serce mi stanęło… roześmiała się Jadwiga.

No coś Ty! Za wcześnie na takie tematy dodał żartobliwie Zygmunt, klepiąc ją po ramieniu.

Chodź już, wieszczucho, starta marchewka z cukrem czeka i kotleciki na pewno zmęczyłaś się na tańcach powiedziała ciepło Jadwiga.

Zygmunt też wstał z ławki za nimi.

A skąd taki pośpiech? zdziwiła się Jadwiga.

Tak apetycznie mówiłaś o kotletach, że aż zgłodniałem. Idę coś przekąsić! Ale potem wracam na ławkę, może jeszcze się przejdziemy rzucił sąsiad.

Nie obiecuję, mam dużo spraw, zobaczymy…

Mimo wszystko wyszła wieczorem na ławkę. Pożegnała sąsiada tak na wszelki wypadek i uśmiechnęła się pod nosem. Weszły z Ludką do klatki, a on za nimi.

Babciu, pan Zygmunt chyba się do ciebie zaleca! śmiała się Ludka w przedpokoju.

A przestań, co ty wymyślasz! przeganiała Jadwiga.

Ale babciu, on na ciebie tak patrzy! Już nie pierwszy raz to widzę. Gdyby tak Marian z równoległej klasy patrzył na mnie, wszystkie koleżanki by mi zazdrościły!

Siadaj już, obserwatorko moja. Marian jeszcze zdąży popatrzeć rozbawienie nie opuszczało babci.

Wieczorem a jakże Jadwiga znowu wyszła na ławkę, pan Zygmunt już czekał. Dziwo stałe bywalczynie gdzieś zniknęły.

Stefania i Halina właśnie poszły na kolację oznajmił z radością sąsiad.

Od tego wieczora Jadwiga i Zygmunt spotykali się coraz częściej; czasem szli razem do parku pod boczną lipę, czytali gazety, dyskutowali o artykułach, przepisach, plotkowali o aktorach i opowiadali różne historie.

Zygmuntowi życie nie posłodziło za bardzo. Miał kiedyś żonę, córkę i wnuka. Został jednak wcześniej wdowcem, wychowywał córkę Elżbietę jak umiał, a pracował na dwóch etatach, żeby mała miała wszystko, czego trzeba. Czasu dla córki było niewiele wychodził, gdy jeszcze spała, wracał, kiedy znowu już spała.

Córka wyrosła, wyszła za mąż, wyjechała do Poznania, urodziła syna. Potem wpadała rzadko kontakty się urwały. Elżbieta z mężem się rozstała po piętnastu latach, syna chowała sama.

Jadwiga, wiesz moja córka dzwoniła dziś rano, mówi, że przyjedzie za dwa dni. Ciekawe, po tylu latach, niespodziewanie opowiadał Zygmunt. Zdążyli już przejść na ty i paplali o wszystkim.

Może się stęskniła? Im człowiek starszy, tym bardziej ciągnie do rodziny spekulowała Jadwiga.

Nie wiem, nie wierzę

Elżbieta przyjechała. Cała sztywniara, nieuśmiechnięta, zamknięta w sobie. Zygmunt czuł w powietrzu poważną rozmowę i wcale nie musiał długo czekać.

Tata, ja mam sprawę zaczęła córka. Powinniśmy sprzedać twoje mieszkanie i przeprowadzisz się do nas! Z wnukiem ci weselej będzie mówiła stanowczo, było jasne, że już sobie to poukładała.

Zygmunt poczuł się niekomfortowo nie chciał wyjeżdżać z ukochanego miasta do obcych czterech ścian, pod czujne oko oschłej córki. Odmówił, tłumacząc, że lubi być sam.

Elżbieta nie chciała ustąpić. Dowiedziała się, że ojciec przyjaźni się z Jadwigą, i poszła do niej w odwiedziny. Powitała uprzejmie, siadła w kuchni. Jadwiga postawiła herbatę, ciastka i dżem.

Słucham cię, Eluniu powiedziała ciepło Jadwiga.

Widzę, że jesteście blisko zaczęła Elżbieta może mogłabyś przekonać ojca, żeby sprzedał mieszkanie? Po co mu tyle metrów na starość, nie można myśleć tylko o sobie zakończyła szorstko.

Jadwiga zaniemówiła na cynizm i wyrachowanie Elżbiety, odprawiła ją z gracją. Ale Elżbietę jakby ktoś podmienił czerwona z oburzenia wrzeszczała na Jadwigę.

Aha, już rozumiem Może sama chcesz zgarnąć tę chałupę, znalazłaś sobie samotnego staruszka, szykujesz wnuczce posag! Wieczorami sobie chodzicie na spacery, dyskutujecie o mniszkach, taka parka od dżemu z mniszka! Na pewno już złożyłaś wniosek o ślub w urzędzie? Uprzedzam nic z tego, nic nie wskórasz, starucho! krzyknęła, trzaskając drzwiami.

Jadwiga czuła się skrępowana tylko żeby sąsiedzi tego wrzasku nie słyszeli! Na szczęście Elżbieta szybko się wyniosła. Jadwiga zaczęła omijać Zygmunta szerokim łukiem, jak go zobaczyła, zaraz pędziła do domu.

Ale jak się człowiek chowa, jak unika, życie i tak wszystko ustawia po swojemu. Pewnego dnia wracała Jadwiga z Biedronki, a pod blokiem siedział Zygmunt, wyraźnie na nią czekał, w ręku trzymał bukiecik mniszka lekarskiego, już nawet plecie z tego wianek.

Jadwiga, nie uciekaj, przysiądź na chwilkę. Przepraszam cię za moją córkę Wiem, co potrafi powiedzieć Rozmawiałem z nią wnukowi pomogę, zawsze pomogę, ale ona No, nie ważne, wyjechała i powiedziała, że już nie ma ojca. A ja zamilkł, wręczając niedokończony wianek. Bierz, a i dżem z mniszka zrobiłem zdrowy i pyszny, musisz spróbować! A do sałatki też świetny uśmiechnął się.

Po tej rozmowie o rzeczach poważnych i o dżemie, razem zrobili magiczną sałatkę, a Jadwiga piła herbatę z mniszkowym dżemem bardzo jej posmakował. Wieczorem znowu poszli do parku.

Przywiozłem czerwcowy numer Polityki poczytamy sobie pod naszą ulubioną lipą rzucił Zygmunt, wskazując głową ławkę.

Jadwiga przysiadła z nim, śmiech się rozlał, rozmowa potoczyła, a cała reszta świata przestała istnieć. Dobrze im było razem.

Dziękuję, że czytacie i wspieracie! Powodzenia, kochani!

Rate article
Fajna Tajna
Konfitura z mlecza Skończyła się śnieżna zima, mrozy w tym roku nie było silne, taka łagodna i śnie…