Kot patrzył na nią bez słowa. Westchnęła i zebrała się na odwagę sięgnęła po niego, mając nadzieję, że rękawy skórzanej kurtki ochronią jej dłonie przed pazurami futrzanego pasażera na gapę
Zmiana już się skończyła, więc Ania ruszyła na koniec autobusu, dokładnie sprawdzając, co kryje się pod każdym siedzeniem.
Autobus był dla niej prawie jak drugi dom, a u Ani w domu zawsze panował porządek. Może dlatego, że nikt poza nią tam nie bałaganił?
Aniu, już czas, żebyś sobie kogoś znalazła! powtarzały dyspozytorki na zajezdni. Trzydzieści na karku, a ty wciąż sama… A przecież ta robota, to nie jest dla kobiet! Faceci tu nie mają cierpliwości, a pasażerowie byle jacy się zdarzają!
Ja mam szczęście do dobrych, odpowiadała z uśmiechem Ania. I lubię tę pracę. A facet to nie pies czy kot, żeby go sobie “zrobić”.
Dyspozytorki tylko na siebie spoglądały. Dobrze wiedziały, że z mężczyzną kłopotów więcej niż z czworonogiem.
To chociaż kota sobie spraw! radziły. Przynajmniej nie będziesz sama!
Ania wzdychała:
Kot jakoś się nie trafia, wykręcała się i wracała do siebie. Włączała muzykę, gotowała kolację, potem trochę czytała i kładła się spać
Każdy dzień był jak kserokopia poprzedniego. Weekendy znosiła najgorzej, bo miała wtedy zbyt dużo wolnego czasu. Zdarzało jej się wtedy wsiadać do autobusu jako zwykły pasażer i jeździć bez celu po Warszawie.
Lubiła przez chwilę poczuć, jak to jest być pasażerką, którą ktoś wiezie dokądś, gdzie czeka ją lepsze życie…
Ten dzień nie różnił się od innych. Po skończonej zmianie wzięła się za porządki w autobusie.
Zajrzała pod ostatnie siedzenie i aż się cofnęła. Dwa świecące, wielkie oczy patrzyły prosto na nią!
No hej, a ty kto?! Kici, kici, kici! Ania przykucnęła. Co tu robisz, zgubiłeś się?
Kot patrzył na nią w milczeniu.
Westchnęła, zebrała się na odwagę i sięgnęła pod siedzenie, ufając, że skórzana kurtka ocali jej ręce przed pazurami kota-odkrywcy.
Kot dał się wyciągnąć bez protestu, więc Ania mogła mu się lepiej przyjrzeć.
Był piękny!
Nigdy nie znała się na rasach, ale po kształcie pyszczka i tej niezwykłej sierści bez trudu rozpoznała persa. Na szyi miał obrożę z medalikiem.
Merlin przeczytała Ania, obracając medalion w palcach. Serio, aż taki czarodziej z ciebie?
Kot ziewnął, nie zaprzeczając.
I co mam z tobą zrobić, panie magu? zażartowała Ania, czując jakby dla takiego kota trzeba było mieć szczególne maniery. Szukać twojego pana?
Kot spojrzał na nią wymownie i przeciągle ziewnął. Jakby mówił: nie wiem, ale może lepiej byśmy już wrócili do ciepłego domu, coś bym zjadł, może się przespał
Ania od razu wiedziała, że nie ma wyboru. Zostawić go na ulicy? Mowy nie ma, kim wtedy by była?
Dobra, decydujemy powiedziała. Śpisz dziś u mnie, jutro wydrukuję ogłoszenie z twoim zdjęciem, na pewno ktoś cię szuka i się martwi!
Kot nie zgłaszał sprzeciwu, ale kiedy Ania szła w stronę wejścia, zaczął się wiercić i zeskoczył jej z rąk.
Stało się coś? Ania nie znała kociego za dobrze, ale kot powędrował z powrotem pod siedzenie i wrócił, trzymając coś w zębach.
Co tam masz? zapytała i nachyliła się.
Kot położył na jej dłoni los na loterię.
No proszę! Ania była zaskoczona. Możliwe, że twój właściciel zostawił w autobusie i ciebie, i kupon?
Kot popatrzył na nią znowu znacząco, jakby mówił: nie gadaj tyle, chodźmy do domu.
Ania pospieszyła się, zastanawiając się, czy w ogłoszeniu wspominać o kuponie. A co jak ktoś będzie chciał się podszyć pod właściciela dla wygranej?
Chyba lepiej być ostrożnym! Po drodze trzeba coś kupić kotu do jedzenia.
Co ci pasuje? zapytała w sklepie, nie wiedząc, co wybrać.
Merlin obejrzał sobie półki z saszetkami i pomału podszedł do jednej.
Na pewno ten? upewniła się.
Kot chwycił saszetkę zębami, więc wątpliwości się rozwiały.
Ty to jesteś mądry kot! pochwaliła go.
Merlin zamruczał dźwięcznie jakby mówił: wiem, wiem! Ania wzięła coś też dla siebie i wróciła do mieszkania.
Rozgość się! zaprosiła kota, stawiając go na podłodze.
Merlin od razu zaczął penetrować mieszkanie. Ania wstawiła wodę. Nie miała misek, więc przeznaczyła dwa talerzyki.
Po kolacji Ania sfotografowała kota i napisała ogłoszenie. Nie dała tam ani imienia kota, ani słowa o losie na loterii.
Wydrukowała kilka kartek i pokazała zdjęcie Merlinowi.
Ależ ty przystojny! pochwaliła. Jutro powieszę w autobusie może ktoś cię znajdzie! Chyba że… i nagle dotarło do niej, że jutro też ma zmianę, a przecież nie zostawi kota samego…
Zabrać go ze sobą? Bez sensu. Będzie się rozpraszać, a kierowca nie może być nieuważny. Zostawić samego? Przecież i tak jest przestraszony.
I wtedy przypomniała sobie o swoim sąsiedzie, Krzysztofie z tego samego piętra on pracował w domu, przy komputerze. Często mijali się, gdy Krzysztof wychodził tylko po bułki. Wysoki, trochę niezdarny, zawsze w okularach.
Wymieniali się tylko kiwnięciem głowy. Ale chyba mógłby zająć się kotem na trochę.
Zebrała się, zadzwoniła do jego drzwi. Otworzył rozczochrany Krzysztof, w domowych kapciach i dresie, trochę zaspany.
Wyjaśniła w czym rzecz, trochę się stresując, ale nie musiała długo prosić Krzysztof przyjął klucz bez słowa.
Przez chwilę zrobiło jej się przykro, że sąsiad nawet nie zwrócił na nią uwagi. Wróciła do siebie.
Kici, kici! Merlin, gdzie jesteś?
Kot stał już pod drzwiami balkonowymi i patrzył znacząco.
Ania zawahała się, ale uznała, że tak inteligentny kot nie wyskoczy z ósmego piętra. Otworzyła balkon i wyszli razem.
Merlin lekko wskoczył na barierkę, Ania aż pisnęła i chciała go przytrzymać.
Kot spojrzał na nią z lekką dezaprobatą i odwrócił się, a potem podniósł głowę do góry. Ania też spojrzała w noc
Niebo patrzyło na nich tysiącem błyszczących świateł. Jedna gwiazda właśnie przemknęła po niebie jak łza.
Kot otarł się o jej dłoń. No, pomyśl życzenie! I pomyślała.
Zasnęła tego wieczoru szybciej niż zwykle, bez książki czy filmu. Chyba dzięki mruczeniu Merlina obok.
Rano udzieliła Krzysztofowi ostatnich instrukcji i poszła do pracy.
Cały dzień woziła ludzi po Warszawie z ogłoszeniem na szybie, ale nikt nie pytał o kota.
Trochę ją to zawstydzało, a trochę cieszyło. Do domu wracała na skrzydłach przecież ktoś tam na nią czekał
Mieszkanie pachniało świeżo parzoną kawą. Sama piła rozpuszczalną, więc od razu wyczuła różnicę.
Trochę się rozgościłem przyznał Krzysztof, gdy tylko weszła. Bez urazy, ale twoja kawa to dramat. Swoją przyniosłem i zaparzyłem. Chcesz?
Jasne, że chcę! rzuciła uradowana Ania. A gdzie Merlin?
Kot natychmiast zjawił się w przedpokoju, mwiał wyraźnie zadowolony. Podszedł i otarł jej się o nogę.
Twój Merlin ma się świetnie, Krzysztof schylił się, żeby go pogłaskać. Wiesz, dawno się tak nie odprężyłem. Planowałem popracować przy laptopie, ale jakoś nie mogłem się skupić
Zacząłem pisać bajkę o kocie. dodał trochę nieśmiało.
Pokażesz? Ania była autentycznie ciekawa.
To głupotka! Krzysztof się wzbraniał, ale wyraźnie chciał się pochwalić. Serio chcesz przeczytać?
Pewnie! Kocham dobre bajki, a fantasy to przecież to samo co bajka, tylko dla dorosłych!
Krzysztof w końcu uległ.
Potem pili razem kawę i czytali jego bajkę, a obok siedział Merlin, spoglądając na nich z wyrozumiałością, jakby byli rozbrykanymi kociakami.
Bardzo jej się ta bajka spodobała. Gdy Krzysztof poszedł do siebie, zrobiło jej się trochę smutno, ale nie przez długo miała przecież Merlina.
Wtedy zadzwonił domofon. Merlin podniósł się i ważnym krokiem poszedł do drzwi. Ania spytała:
Kto tam?
W sprawie ogłoszenia, odpowiedział męski głos. Zaniemówiła.
Najpierw pomyślała, żeby nie otwierać. Ale to nie byłoby w porządku. Otworzyła.
Na progu stał wysoki, starszy pan w czarnym płaszczu. Uśmiechnął się:
Proszę się nie bać. Przyszedłem po kota. Dla pewności on ma na imię Merlin, prawda? i sięgnął po kota.
Kot wyskoczył z prędkością błyskawicy na jego ramię. Wątpliwości nie było.
Proszę wejść powiedziała cicho.
Zrobiło jej się strasznie smutno. Jak łatwo się przywiązać do futrzaka w jeden dzień! Starszy pan przeszedł przez przedpokój, powąchał powietrze, jeszcze raz się uśmiechnął. Ania miała wrażenie, że z kotem wymienili spojrzenia.
Może kawy mi pani zaparzy? poprosił.
Zaparzyła mu, na szczęście Krzysztof zostawił świeżą paczkę. Przez chwilę siedzieli w milczeniu starszy pan i kot patrzyli na siebie wyjątkowo intensywnie.
A propos, przerwał staruszek ciszę. Czy znalazła pani jeszcze coś oprócz kota?
Policzki Ani oblał rumieniec. Przyniosła los i podała mu go, ale on odsunął jej rękę.
Dla pani, powiedział z uśmiechem.
Ale to pański! protestowała Ania.
Ale to pani znalazła, zresztą Merlin nie protestuje, uśmiechał się szerzej.
A jak będzie wygrana? zawahała się Ania.
Czasem trzeba dać szansę szczęściu, powiedział ze spokojem. Będzie pani tak tę możliwość odcinać?
Ania spuściła wzrok. Przecież właśnie o tym życiu marzyła, patrząc na spadającą gwiazdę
Proszę otworzyć się na szczęście, moja droga dodał jeszcze. I nie smuć się, napewno się jeszcze spotkamy. Gdy wrócisz
Skąd wrócę? chciała spytać Ania, ale starszy pan już wyszedł, uważnie zamykając drzwi.
Zamek sam się przekręcił, a jej oczy momentalnie się kleiły zasnęła, ledwo doczołgała się do łóżka Śniło się jej, że jest postacią z bajki Krzysztofa.
O czarodzieju, który dbał tylko o siebie. Jego magia nie przynosiła szczęścia nikomu, więc został zamieniony w kota.
I miał chodzić po świecie pod tą postacią, dopóki jego magia nie zostanie przemieniona w coś lepszego
Rano znów poszła do pracy. Ale dziś wszystko wydawało się jaśniejsze słońce świeciło mocniej, ludzie uśmiechali się do niej, a autobus jechał lekko.
Sprawdziła los. Nie zdziwiła się już, że wygrała wyjazd nad Bałtyk! Bardziej zaskoczył ją szef, który bez słowa zwolnił ją z roboty:
Odpocznij, Aniu. Należy ci się. Chłopaki cię zastąpią, nie martw się!
A potem już był Bałtyk, i gwiazdy nad plażą, i poczucie, że zaczyna życie od nowa.
Wróciła do domu szczęśliwsza, przywiozła z nad morza muszle i uśmiech, który już na stałe został na jej twarzy.
Otwierając drzwi do mieszkania, zobaczyła na klatce Krzysztofa.
Ktoś do ciebie był wczoraj powiedział. Kazał przekazać urwał, przyglądając się jej uważnie, aż w końcu dodał nieśmiało: Dobrze wyglądasz, inaczej niż zwykle. Bardzo ładnie.
Dziękuję, uśmiechnęła się Ania. A co mam dostać?
Krzysztof uderzył się w czoło i zniknął w mieszkaniu. Wrócił z szarym, puchatym kociakiem na rękach. Bardzo znajoma mordka.
Wszystkie persy tak mają, trochę wyniosłe.
To syn twojego Merlina Zresztą, tego kota z autobusu. Ma na imię Artur. zawahał się. Stary pan mówił, że tylko tobie mogą go powierzyć. Właściwie, powiedział wam
Jak wam? aż jej serce zaczęło szybciej bić.
Że możemy go wychować razem. Krzysztof popatrzył na nią z ukosa.
Miau! potwierdził kociak Artur, wyciągając łapki do Ani.
Wyciągnęła dłoń, a jej ręka spotkała się z dłonią Krzysztofa. W tej chwili w ich świecie pojawiło się trochę więcej ciepła, dobra i zwyczajnego szczęścia.



