– Co to znaczy – nie możesz się zdecydować? – Kinga wpatrywała się w szkolną koleżankę z takim oburzeniem, jakby ta przyznała się do zbrodni. – Jeśli wahasz się między dwoma facetami, to znaczy, że żadnego nie kochasz. To jasne jak słońce.
– Tobie może i jasne, ale mnie już nie bardzo – westchnęła ciężko Weronika. – Obaj mi się podobają. Każdy na swój sposób. I każdy ma coś dobrego.
– Po prostu kochasz siebie bardziej niż ich i ciągniesz ich obu za sobą – powiedziała z naciskiem Kinga. – Jeśli kogoś naprawdę kochasz, nie bawisz się jego uczuciami. To nie fair. To po prostu podłe.
– Łatwo ci osądzać – odparła Weronika, odwracając wzrok. – Nie wszyscy są tacy idealni jak ty. Dopiero się uczę, co to miłość. Nie mam doświadczenia. W poniedziałek wydaje mi się, że to ten pierwszy. We wtorek – na pewno ten drugi. W środę znów ten pierwszy. Nie potrafię się zdecydować. To nie jest śmieszne. Obaj są dobrzy. I obaj są mi bliscy.
– Rzuć monetą, skoro nie umiesz wybrać – burknęła Kinga. – Lepiej to niż męczyć się między młotem a kowadłem. Sumienie będzie spokojniejsze.
– Dzięki za radę. Idź sobie rzucać monety do fontanny, może przyniosą ci szczęście. I nie zapominaj, że ty może nigdy nie miałaś wyboru. Albo nie miałaś z czego wybierać?
– Nigdy nie potrafiłabym tak długo kłamać! – rzuciła wyzywająco Kinga. – Mam Krzysztofa. On mnie kocha, ja kocham jego. I wszystko u nas gra.
– No tak. Życzę ci radości i miłości – uśmiechnęła się gorzko Weronika.
…
Minęły trzy lata. Kinga siedziała sama w prawie pustym barze i szlochała. Przed nią stała szklanka z ciepłym już winem. W głowie wirowała tamta dawna rozmowa.
*„Nigdy nie mów nigdy”* – kto by pomyślał, że sama znajdzie się w tej samej sytuacji. Tylko teraz ona nie potrafiła wybrać między dwoma mężczyznami… Ta sama Kinga, która kiedyś rozdawała rady na lewo i prawo.
Z Jakubem była już ponad rok. Wszystko wydawało się idealne. On – solidny, mądry, opiekuńczy. Sam ideał. I tak, miał poważne zamiary.
Ale nagle w jej życiu znów pojawił się Krzysztof. Tak, ten sam. Były. Ten, z którym kiedyś była. Który odszedł, bo zaczął o nią zazdrościć, podejrzewać, irytować się drobiazgami.
Rozstali się, gdy stało się jasne – już na nią nie patrzył jak na ukochaną. Kinga stała się dla niego niewidzialna. Wszystko było „nie tak”: źle powiedziała, źle się ubrała, nie tam spojrzała… A potem – cisza. Rozstanie. Ból. Miesiące samotności.
I nagle – telefon. „Cześć, jak tam? Nie mam z kim pogadać. Spotkajmy się…”
Poszła. Tak po prostu, z przyzwyczajenia. Chciała się upewnić, że to już przeszłość.
A tam – zagubiony Krzysztof. Samotny, złamany. Bez pracy, z chorą matką, nie znalazł nikogo. I mówił. Mówił bez przerwy. A ona słuchała. I współczuła.
Nie powiedziała, że ma kogoś innego. Że może jest szczęśliwa. Że na nią czekają.
Krzysztof zaczął pisać. Dzwonić. Zapraszać. Zaczęli się spotykać. Niewinnie. Ale coraz częściej.
Z Jakubem wszystko zostało po staremu. Był blisko. Troszczył się. Dawał prezenty. Delikatnie dotykał jej dłoni. Patrzył… tym spojrzeniem. Ciepłym, pełnym miłości. Zawsze.
Ale Krzysztof… To było jak powrót do przeszłości. Imprezy, wspólni znajomi, wyjścia, koncerty, wyjazdy. Z nim – jak z powrotem do młodości. Jakub tego nie rozumiał. On – poważny, zajęty. Introwertyk.
Kinga była rozdarta. Serce pękało. Jakub – ten, z którym można budować przyszłość. Krzysztof – ten, którego nadal żal. I może… kocha?
W kółko analizowała możliwości. Jak powiedzieć prawdę? Jak wybrać?
I jednego wieczoru, gdy już nie mogła wytrzymać, wybrała numer tej samej Weroniki. Chciała przeprosić. Za tamte słowa.
– Wybacz mi tamtą rozmowę… teraz rozumiem, jak się wtedy czułaś.
– Za co mam ci wybaczyć? – szczerze zdziwiła się Weronika. – Nawet nie pamiętam, kogo miałam wybrać. To było tak dawno.
– A teraz ja jestem na twoim miejscu. Między dwóch. Nie umiem zdecydować. Boję się. Bardzo.
– Naprawdę myślisz, że gdy kochasz, możesz być „pomiędzy”? Po prostu nie kochasz żadnego. Za to siebie – bardzo. A gdyby ktoś robił to z tobą? Chodził z dwoma naraz, kogo byś kochała – jego?
– Nikogo – szepnęła Kinga.
– No i masz odpowiedź. Nikogo. Bo tak robią tylko ci, którzy kochają tylko siebie. Kinga, jeśli jeden z nich naprawdę ci zależy – popatrz na niego. Wyobraź sobie, że go nie ma. Że odchodzi. Że już nigdy nie zobaczysz, jak się do ciebie uśmiecha, jak trzyma cię za rękę…
– Jakub – wyrwało się Kingi.
Poczula ciarki. Wyobraziła to sobie. Bez jego oczu, bez tego ciepła. Bez jego cierpliwości. Bez jego miłości.
I wtedy zrozumiała – wie, kogo kocha.
P.S. Czasem, by usłyszeć własne serce, wystarczy przestać okłamywać samej siebie.



