Kochanka mojego męża była naprawdę piękna. Gdybym był kobietą i musiał wybierać chyba też bym wybrał taką. Są takie Polki, które doskonale znają swoją wartość. Chodzą z uniesioną głową, patrzą prosto w oczy, są spokojne i pewne siebie. W ich ruchach nie ma nerwowości; nie muszą odsłaniać dekoltu ani pleców, by ktoś na nie zwrócił uwagę. Jest w nich królewski spokój nigdy nie panikują, zawsze wiedzą, co robić.
Też bym ją wybrał. Szczególnie jako kompletne przeciwieństwo swojej własnej żony.
A moja żona jakaż ona jest? Zawsze gdzieś się spieszy, podnosi głos na dzieci i na mnie, wszystko jej wypada z rąk, na nic nie ma czasu. W pracy ma wieczny sajgon, szef ciągle niezadowolony. Nosi już tylko spodnie i zwykłe bluzy, bo wyprasowanie sukienki czy koszuli wydaje się niemal niemożliwe. Dawno już nie widziałem jej w czymś eleganckim. Na szczęście mamy nowoczesną suszarkę, więc ubrania są wyprasowane po praniu, a żelazka praktycznie nikt nie wyciąga.
A kochanka? Klasa sama w sobie. Figura, postawa, nogi, włosy, spojrzenie, rysy twarzy aż dech zapiera.
I tak chodzę z zapartym tchem od momentu, gdy się o niej dowiedziałem. A raczej gdy ją zobaczyłem. Akurat musiałem pojechać służbowo na drugi koniec Warszawy. Głodny, wpadłem do pierwszej lepszej kawiarni na szybki obiad. Przeglądam menu, podnoszę wzrok i… To nie była pomyłka. Poznałem mojego męża od razu, nawet od tyłu. I zobaczyłem ją.
Trzymał jej dłonie w swoich i całował palce. Aż za bardzo, aż mi było nieswojo na taki widok. Typowe polskie no, trzyma fason chłop, pomyślałem zgryźliwie. Ale trzeba przyznać, że ona była naprawdę piękna.
Poczułem się wtedy dziwnie jak po oparzeniu. Patrzysz na czerwone miejsce na skórze i wiesz, że zaraz cię zaleje fala bólu. Ale na początku przez kilka sekund żyjesz w oczekiwaniu tej nieuniknionej udręki. Byłem obojętny, pusty w środku.
On wrócił tego dnia do domu punktualnie. Zawszy miał dobry humor, opanowanie, dystans. To ja zwykle wszystko przyspieszam, poganiam resztę rodziny. On był typowym, spokojnym sangwinikiem, ze świetnym poczuciem humoru.
Właśnie tego poczucia humoru wtedy mi zabrakło. Moje nie nadawało się do takich sytuacji.
Wieczorem miałem ochotę zapytać go wprost, spokojnym tonem: No i jak tam twoja kochanka? Widziałem was ostatnio w kawiarni na Pradze, musi przyznać ładna, rozumiem cię, też bym się nie oparł.
Chciałem popatrzeć, jak mu się robi gorąco, jak się czerwieni, jak z trudem próbuje się opanować.
Najchętniej ciągnąłbym dalej: No i co teraz? Przedstaw dzieciom nową mamusię, może ją polubią. A co ze mną? Gdzie mam zamieszkać? Przynajmniej ma własne mieszkanie, czy może będziesz ją tu wprowadzać?.
Ale nie powiedziałem absolutnie nic. Mąż, jak zwykle, przytulił mnie w łóżku, przygarnął i szybko zasnął.
Może oni jeszcze nie mają seksu? pomyślałem, odwracając się na swoją stronę. Bez słowa się zaśmiałem. Oto myślę już jak zdradzona osoba, która niby nic nie widziała, ale wszystko zrozumiała.
Może po prostu są na tym pierwszym etapie flirtu, zalotów, wspólnych myśli. A on dobrze to ukrywa. Ani słowem, ani gestem się nie zdradził!
Kręciłem się w łóżku do rana, śniły mi się kolorowe kwiaty i cudze kochanki w czerwonych sukienkach.
Obudziłem się z ciężką głową, powoli zbierałem się i bez pośpiechu wyszykowałem dzieci do szkoły. Wciąż myślałem: co teraz? Co robią Polki, gdy nakryją męża na gorącym uczynku? Wpisać to w Google?
Google nie pomógł. Nie miałem gotowych odpowiedzi. Może po prostu spróbować żyć dalej?
Ale jak to próbować przecież wszystko idzie dalej! Dom jak zwykle, mąż wraca do domu punktualnie, bez szminki na koszuli, bez cudzego zapachu perfum. Dzieci skaczą, w kinie jesteśmy co niedzielę. Nic się nie zmieniło. Wciąż ten sam seks dwa razy w tygodniu, czasem trzy, jeśli się dobrze przyjrzeć.
Może się pomyliłem wtedy w kawiarni?
Nie pomyliłem się. Zadzwoniłem do niego w południe nie odebrał telefonu. Wziąłem taksówkę, pojechałem do tej samej kawiarni na Pradze. Wymyśliłem kierowcy historyjkę, że czekam na ważną paczkę do firmy. Samochód męża stał naprzeciwko lokalu. Mąż i ona wyszli razem, wsiedli do auta i odjechali.
Zbladłem, poprosiłem kierowcę o wodę, zadzwoniłem na niby i rzuciłem do słuchawki: A niech to, nie będę tu czekać w nieskończoność na waszą paczkę! Wracam do pracy!.
Z jakiegoś powodu przejąłem się nawet opinią przypadkowego taksówkarza.
Wiedza o istnieniu kochanki wywraca świat do góry nogami. Rozwód? Może trzeba. A może próbować inaczej? Tylko po co? Dla kogo?
Przypomniałem sobie historię sprzed dwóch lat znajomemu przytrafiło się to samo. Ukrywał kochankę w nieskończoność, żona się zorientowała, wydobyła dowody a on szedł w zaparte do końca, twierdząc, że go ktoś zhakował i zrobił głupi żart.
Wtedy mój mąż powiedział mądrze: Ja bym nigdy nie kłamał. Jak już się coś stało, trzeba mieć odwagę się przyznać. Jeśli liczy się rodzina, trzeba zakończyć romans; jeśli nie, trzeba odejść, ale zapewnić bliskim byt.
Wtedy byłem z niego dumny odpowiedzialny człowiek, pomyślałem. Łatwo się mówi, kiedy nie dotyczy to bezpośrednio ciebie.
Kiedy jednak siedzisz przy jednym stole z żoną i kochanką, odwaga i stanowczość uciekają w sekundę.
Podszedłem do ich stolika w kawiarni i usiadłem na wolnym krześle. Kochanka podniosła zaskoczone oczy, mąż zamarł, potem zaczął się wiercić nerwowo. Siedzieli w milczeniu, a mnie jakoś rozbawiła ta scena. Ona chyba od razu zrozumiała, kim jestem. Zresztą może wiedziała o mnie już wcześniej.
Mąż chciał coś powiedzieć, uciszyłem go gestem ręki: To nie jest to, co myślę, prawda?. Potem spokojnie dodałem: Nie ma się co dziwić. Zdarza się w najlepszych domach. Ale teraz zastanówcie się, jak to rozwiązać mamy dzieci, wspólne mieszkanie, starszych rodziców. Jesteście dorośli, dacie sobie radę.
Powoli wstałem i wyszedłem. Wygładzone świeżo wprasowane ubranie leżało mi zaskakująco dobrze. Szkoda, że tak rzadko je noszę.
I wreszcie zrozumiałem: czasem największą siłą jest umieć odejść z godnością, zostawiając innych z ich własnymi wyborami. W życiu dobre wyjście to takie, za które nie jest nam później wstyd przed sobą samym.



