Kochamy cię, synu, ale nie odwiedzaj nas więcej.
Starsze małżeństwo mieszkało całe życie w małym domku, który zestarzał się razem z nimi. Nie zamierzali się przeprowadzać.
Wieczorami często wspominali swoje życie, pełne szczęśliwych chwil. Dzieci dawno dorosły i założyły własne rodziny. Córka, Zosia, mieszkała w sąsiedniej wsi, więc często wpadała z wizytą, a wnuki zapewniały, że nigdy nie było nudno. Syn, Wojciech, wyjechał daleko, nie odwiedził rodziców od pięciu lat, pochłonięty pracą i obowiązkami. Z żoną spędzał wakacje za granicą. Niedawno zadzwonił i oznajmił, że przyjedzie.
Rodzice uradowani zaczęli przygotowania: ojciec pojechał rowerem po zakupy, a matka wymyślała, co ugotować, by ucieszyć syna. Odliczali dni do jego przyjazdu. Wojciech niedawno ożenił się ponownie pierwsza żona lubiła podróże, więc się rozstali. Dzieci nie mieli, teraz budował nowe życie.
Przyjechał wieczorem, zjadł kolację i od razu poszedł spać. Rodzice usiedli cicho przy łóżku, by choć popatrzeć na syna rozmawiać nie mogli, podróż go wykończyła.
Niech się wyśpi, szepnął ojciec. Jutro pomoże nam rąbać drewno, wywieziemy gnój ze stajni, przywieziemy choinkę i ubierzemy dom, jak dawniej. Od lat nie mieliśmy świątecznego drzewka.
Matka dodała: A w spiżarni trzeba naprawić podłogę, bo się zaraz zapadniemy.
Ojciec poszedł spać, ale matka nie mogła oderwać się od syna, poprawiała kołdrę, układała poduszkę.
Rano ojciec rozpalił w piecu, by było ciepło, gdy Wojciech wstanie. Matka upiekła ciasto. Syn obudził się koło południa i stwierdził, że dawno nie spał tak mocno. Po śniadaniu włączył telewizor i rozsiadł się wygodnie.
Synu, pomożesz ojcu z drewnem? spytała matka.
Mamo, jestem tylko na parę dni, nie zdążę. Niech tato napali w łaźni.
Staruszkowie w milczeniu nosili wodę ze studni.
Po obiedzie ojciec poprosił: Gnój w stajni trzeba wywieźć. Jesteś młody i silny, zajmij się tym.
Co ty, tato? Myślisz, że w mieście się nie męczę? Przyjechałem odpocząć, a wy od razu do roboty.
Po łaźni Wojciech otworzył przywiezioną wódkę i zaczął narzekać na życie. Opowiadał o dużym mieszkaniu z drogimi meblami, o rasowym psie, tylko że kobiety nieudane, a praca nie cieszy.
Rodzice nie wytrzymali i poszli spać. Wojciech obraził się i oznajmił, że jedzie do siostry, bo z nimi jest nudno. Matka zaczęła płakać, zabrała kluczyki, błagając, by nie jechał. Syn groził, że wywali drzwi, wrócił do pokoju, włączył telewizor na pełną głośność.
Staruszkowie leżeli, nie mogąc zasnąć. Ojciec zajrzał do syna ten już chrapał. Wyłączył telewizor i położył się spać.
Następnego dnia Wojciech poszedł do lasu. Zmarzł, wrócił do domu i rozkoszował się ciepłem oraz herbatą, siedząc na kanapie. Nie pamiętał wczorajszych wydarzeń. Ale matka cały dzień bolała głowa.
Spakowali mu torbę wiejskich przysmaków.
Tyle mi daliście! Żona będzie zachwycona, nigdy nie jadła takich kompotów. U nas wszystko jest, ale nie chcę was urazić, więc zabiorę. Zapomniałem wam przywieźć prezentów na święta, ale następnym razem nadrobię.
Matka otarła łzę i powiedziała:
Nie przyjeżdżaj więcej, synu. Kochamy cię, martwimy się, ale na kanapie możesz leżeć u siebie. Tam masz lepszy telewizor.
Wojciech zrozumiał, że zranił rodziców, ale nie wiedział, co powiedzieć. Pomachał ręką, wsiadł do auta i odjechał do miasta, gdzie czekało na niego codzienne zamieszanie.
Czasem miłość wymaga trudnych słów, by obudzić sumienie.



