Kochamy cię, synu, ale nie odwiedzaj nas więcej.
Starsze małżeństwo mieszkało całe życie w maleńkim domku, który zestarzał się razem z nimi. Nie mieli zamiaru się przeprowadzać.
Wieczorami często wspominali dawne czasy, szczęśliwe chwile, których było wiele. Dzieci dawno dorosły, założyły własne rodziny. Córka, Krystyna, mieszkała w sąsiedniej wsi, więc odwiedzała rodziców często, a wnuki zapewniały, że nigdy nie było nudno. Syn, Marek, wyjechał daleko, nie był u nich od pięciu lat, pochłonięty pracą i obowiązkami, a urlopy spędzał z nową żoną za granicą. Niedawno zadzwonił i oznajmił, że przyjedzie.
Rodzice uradowali się niezmiernie. Natychmiast zaczęli przygotowania: ojciec pojechał rowerem po zakupy, a matka, Jadwiga, rozmyślała, co ugotować, by ucieszyć ukochanego syna. Liczyli dni do jego przyjazdu. Marek niedawno ożenił się po raz drugi pierwsza żona ciągle gdzieś biegała, więc się rozstali. Dzieci nie mieli, teraz budował wszystko od nowa.
Marek przyjechał wieczorem, zjadł kolację i od razu położył się spać. Rodzice usiedli cicho przy łóżku, by choć popatrzeć na syna rozmowa nie wyszła, zmęczyła go długa podróż.
Ojciec szepnął z radością:
Niech nasz chłopak się wyśpi, a jutro pomoże nam rąbać drewno, wywieziemy nawóz z obory, przywieziemy choinkę i ubierzemy dom, jak dawniej. Od kilku lat nie mieliśmy świątecznego drzewka.
Matka dodała:
I w spiżarni trzeba naprawić podłogę, bo zaraz się załamie.
Ojciec poszedł spać, ale Jadwiga nie mogła odejść od syna, poprawiała kołdrę, układała poduszkę.
Rano ojciec wstał pierwszy, by napalić w piecu, żeby zrobiło się ciepło, gdy Marek się obudzi. Matka też zerwała się zaraz, by upiec ciasto. Marek wstał koło południa i oznajmił, że dawno nie spał tak mocno. Po śniadaniu włączył telewizor i rozsiadł się wygodnie, by obejrzeć film.
Matka spytała:
Synku, pomożesz ojcu porąbać drewno?
Mamo, jestem tylko na parę dni, zdążę jeszcze. Niech tato napali w łaźni.
Starzy w milczeniu nosili wodę ze studni, przygotowując kąpiel.
Po obiedzie ojciec poprosił:
W oborze trzeba wywieźć nawóz. Jesteś młody, silny, zrób to, proszę.
Co ty, tato? Myślisz, że w mieście nie męczę się w pracy? Przyjechałem do rodziców, żeby odpocząć, a ty od razu każesz mi harować.
Po kąpieli Marek zjadł, otworzył przywiezioną wódkę i zaczął narzekać na życie. Cały dzień matka i ojciec się zmagali, podczas gdy on wciąż miał nowe tematy: to o dużym mieszkaniu z drogimi meblami, to o rasowym psie, tylko kobiety wszystkie nieudolne, a praca już nie cieszy.
Rodzice nie wytrzymali i poszli spać. Marek poczuł się urażony i oświadczył, że jedzie do siostry, bo z nimi jest nudno. Matka zaczęła błagać, by nie siadał za kierownicą, zabrała kluczyki. Marek omal nie wyważył drzwi, wszedł do pokoju, włączył telewizor i podkręcił głośność do maksimum.
Starzy leżeli, chcąc zasnąć, ale nie było mowy o śnie. Ojciec podszedł do syna ten już chrapał. Wyłączył telewizor i położył się spokojnie.
Następnego ranka Marek poszedł do lasu na spacer. Zmarzł, wrócił do domu i rozkoszował się ciepłem i gorącą herbatą, wylegując się na kanapie. Nie pamiętał wczorajszych wydarzeń. Ale matka cały dzień cierpiała na ból głowy.
Rodzice spakowali mu torbę wiejskich smakołyków, a Marek nie odmówił.
Tyle tego! Żona się ucieszy, takich kompotów jeszcze nie próbowała. U nas oczywiście wszystko jest, ale nie chcę was urazić, więc zabiorę. Tylko zapomniałem wam przywieźć prezentów na Nowy Rok, ale nic nie szkodzi, następnym razem przywiozę.
Matka otarła łzę i powiedziała:
Nie przyjeżdżaj już do nas, synu. Kochamy cię, martwimy się, ale na kanapie możesz leżeć i u siebie, tam masz telewizor droższy i lepszy niż nasz.
Marek zrozumiał, że zranił rodziców, ale nie wiedział, co powiedzieć. Machnął ręką, wsiadł do samochodu i odjechał do miasta, gdzie czekało na niego zwykłe zamieszanie.



