Kochające serce
Krzysztof stał przy oknie i patrzył na słoneczny podwórzec. W sąsiednim budynku znajdował się sklep „Biedronka”, ludzie chodzili tam przez podwórko, skracając sobie drogę. Ale Krzysztofa nie interesowali obcy. Czekał tylko na jedną osobę – na Jagodę.
Od kiedy mieszkał w tym bloku, tyle samo czasu był w niej zakochany. Jagoda była dwa lata starsza i mieszkała dwa piętra niżej. Nic nadzwyczajnego, zwykła dziewczyna, takich są miliony. Ale dla Krzysztofa była wyjątkowa. Serce nie sługa – pokochało i nic już z tym nie dało się zrobić.
Jagoda zdawała właśnie maturę i szykowała się do medycznego studium. Teraz nie będzie mógł iść za nią do szkoły, nie zobaczy jej na przerwach. Pozostało mu tylko dyżurować przy oknie, żeby choć na chwilę ją zobaczyć.
Jagoda nie zwracała na niego uwagi. Dla niej był tylko sąsiadem, chłopcem z bloku. Dlatego ukrywał swoje uczucia. Bał się, że Jagoda odepchnie go jak młodszego kolegę. Czekał na osiemnastkę, na koniec liceum, by wyznać jej miłość. Ale kiedy w końcu dostał świadectwo i szykował się na studia, Jagoda wyszła za mąż. I to w błyskawicznym tempie.
Z okna widział, jak pod klatkę podjechała przystrojona wstążkami srebrna toyota, jak wysoki gość w granatowym garniturze wysiadł i nerwowo krążył przy samochodzie, raz po raz zerkając w okna drugiego piętra. W końcu z klatki wybiegła Jagódka w białej chmurze tiulu i koronek. Schodząc ze schodów, potknęła się i wpadła w objęcia narzeczonego, który w ostatniej chwili zdążył ją złapać. Posadził ją w aucie, zdjął pantofel i zaczął coś żywo dyskutować z kierowcą. Krzysztof domyślił się, że złamał się obcas.
Mama Jagody przyniosła białe adidasy. W nich właśnie poszła do ślubu. Nie było czasu jechać po nowe buty.
Ten incynt omawiał cały blok, a nawet całe osiedle. Wszyscy byli zgodni – to zła wróżba, małżeństwo nie potrwa długo i nie przyniesie szczęścia.
Po ślubie Jagody Krzysztof przez dwa dni leżał na kanapie w swoim pokoju, zwrócony twarzą do ściany. Matka już chciała wzywać lekarza, myślała, że syn rozchorował się. Trzeciego dnia wstał i zajął swoje miejsce przy oknie. Ale Jagoda zniknęła. Mama powiedziała, że młoda para wyjechała na południe zaraz po ślubie. Krzysztof bał się, że Jagoda wyprowadzi się do męża i już nigdy jej nie zobaczy. Ale po dwóch tygodniach opalona i jeszcze piękniejsza Jagoda znów szła przez podwórko. Wróciła! Serce Krzysztofa omal nie wyskoczyło z piersi z radości.
Mama Jagody wyjechała do starszego syna, któremu właśnie urodziła się córeczka. Nie chciała przeszkadzać młodym w układaniu wspólnego życia. Czas mijał, a Jagoda z mężem żyli szczęśliwie, wbrew przepowiedniom i złym wróżbom.
Życie wróciło do normy – Krzysztof znów mógł codziennie widzieć obiekt swojego westchnienia. Tyle że teraz często przy boku Jagody stał jej mąż. Ku radości Krzysztofa, po pół roku rozwiedli się.
Wieść przekazała mu matka przy kolacji. Wróżba się spełniła – małżeństwo nie przetrwało. Skąd wiedzieli? Trudno powiedzieć, ale plotka głosiła, że do Jagody przyszła pierwsza żona jej męża. Mieli razem małego synka. Pokłócili się, rozwiedli pod wpływem emocji, ale facet wciąż odwiedzał chłopca, a z byłą żoną jakoś się dogadywał. Zrozumiał, że za szybko wszedł w nowy związek, ale nie miał odwagi powiedzieć tego młodej żonie. Wtedy była żona postanowiła wkroczyć. Wszystko Jagodzie wyjawiła.
— To twój wybór. Kocha syna, potrzebuje go. Ja już mu wybaczyłam. Pogódź się i odpuść. Jeszcze znajdziesz swoje szczęście.
Jagoda oczywiście odpuściła. Krzysztofowi wydawało się, że słyszy jej płacz, choć przecież ściany nie przepuszczały dźwięków. Czekał przy oknie trzy dni, ale Jagoda się nie pojawiła. A jeśli zrobiła sobie coś złego? Na samą myśl zrobiło mu się zimno w środku. Pobiegł do niej. W kilku skokach pokonał cztery piętra i zadzwonił do jej drzwi.
Otworzyła zapłakana, z twarzą opuchniętą od łez, ale z jakąś nadzieją w zaczerwienionych oczach. Zobaczywszy Krzysztofa, wróciła do pokoju, rzuciła się na kanapę, wtuliła twarz w poduszkę i zaszlochała. Krzysztof nieśmiało wszedł za nią. Widok łkającej dziewczyny rozdzierał mu serce. Przykucnął obok i delikatnie zaczął głaskać ją po plecach.
Jagoda stopniowo się uspokajała. W końcu odwróciła do niego swoją opuchniętą twarz. W tej chwili pokochał ją jeszcze mocniej – rozczochraną, zapłakaną, bezbronną. Chociaż, czy można jeszcze bardziej?
— Nie płacz. Poczekaj trochę, jak skończę studia, to się z tobą ożenię.
Krzysztof dostał się na uczelnię. Czasem spotykał Jagodę na ulicy. Szła powoli ze sklepu czy z pracy, patrząc w ziemię. Serce ściskało mu się z żalu i miłości. Zabierał jej siatki, żartował, opowiadał śmieszne historie. Pod drzwiami swojego mieszkania odbierała od niego zakupy i żegnała się. Nigdy nie zaprosiła go do środka.
Oczywiście matka wszystko widziała, ale miała nadzieję, że syn kiedyś dorośnie, otrzeźwieje i zakocha się w rówieśniczPewnego dnia, gdy Krzysztof znowu zapukał do jej drzwi, Jagoda uśmiechnęła się szeroko i powiedziała: „Wejdź, właśnie upiekłam szarlotkę – w końcu przyszła pora, żebyś spróbował, jak gotuję”.



