KOCHAĆ, WYBACZAĆ, CIERPIEĆ Z MIŁOŚCIĄ – Historia małżeństwa Iwana i Darii: od burzy na ślubie, przez…

KOCHAĆ CIERPLIWOŚCIĄ, ZNOSIĆ MIŁOŚCIĄ

Małżeństwo Jana i Małgorzaty zostało zawarte w kościele.

W dniu ślubu, gdy orszak weselny zbliżał się już do kościoła w Poznaniu, nagle zerwała się letnia, burzliwa wichura. Skąd się wzięła nikt nie wie. Zerwało welon z głowy Małgosi, który niczym balonik uniósł się do góry, zatańczył w powietrzu i opadł bez sił w kałużę błota. Goście tylko wzdychnęli z zaskoczenia. Chwila i burza przeszła. Jan rzucił się za welonem, lecz nie zdołał go złapać.

Śnieżnobiały welon leżał w czarnej wodzie. Małgorzata zdezorientowana zawołała do narzeczonego:
Janku, nie podnoś tego, nie założę już tego welonu!

Babcie siedzące przed kościołem zaczęły szeptać, że teraz to już całe życie młodych będzie burzliwe i pechowe.

Małgorzacie prędko kupiono w pobliskiej drogerii sztuczny biały kwiat, który wpięto jej we włosy. Szukać nowego welonu nie było już czasu nie można przecież spóźnić się na własny ślub!

Nowożeńcy, w progu kościoła, stali przed ołtarzem, trzymając gromniczne świece, ślubując sobie miłość pod przysięgą dla Boga. Jednak zanim przystąpili do sakramentu, podpisali papiery w urzędzie stanu cywilnego i wyprawili piękne wesele dla ludzi.

Po trzech latach małżeństwa mieli już dwoje dzieci: córkę Zofię i syna Piotra. Wiedli spokojne rodzinne życie i nie zaznali trosk.

Po dziesięciu latach do drzwi ich szczęśliwego domu w Poznaniu zapukała młoda kobieta.

Małgorzata zawsze była gościnna: i zaproszonych, i nieproszonych przyjmowała serdecznie. Gości obdarowywała ciepłym jedzeniem, częstowała herbatą, prowadziła przyjazne rozmowy. Tym razem jednak odwiedzająca była szczególna przyszła, kiedy Jana nie było w domu.

Małgorzata od razu oceniła ją kobiecym okiem: zgrabna, miła, bardzo ładna i młoda.
Dzień dobry, nazywam się Emilia. Jestem przyszłą żoną… Pani męża przedstawiła się bez skrępowania.
No i ciekawie się robi Małgorzata nie mogła uwierzyć.
Od kiedy to Jan u pani w narzeczonych? pociągnęła rozmowę.
Od dawna. Ale już nie mogę dłużej czekać. Spodziewam się dziecka z Jankiem stwierdziła Emilia.
Hm Typowy scenariusz. Żona kochanka nieślubne dziecko.
Dziewczyno, wiesz, że jesteśmy z Janem po ślubie kościelnym? Mamy dzieci.
Wiem o wszystkim, ale my się kochamy! Na zawsze! Możecie się rozstać, skoro mąż cię zdradził, ja wszystko sprawdziłam. Tak można tłumaczyła Emilia.
Wiesz co, dziewczyno! Szczerze odradzam wtrącać się w czyjąś rodzinę! Sami sobie poradzimy z naszą wiernością i miłością Małgorzata traciła cierpliwość. Do widzenia!

Dziewczyna wzruszyła ramionami i czym prędzej wyszła.
Małgorzata mocno zatrzasnęła drzwi.
Wszystko wybadała… No nie doczekasz się Janka! wściekła się Małgorzata.
Zaczęła przypominać sobie, że Jan ostatnio bywał obcy: niby dłużej w pracy, nagłe delegacje, trzydniowy wypad na ryby czy polowanie, chociaż nigdy nie miał takich zainteresowań… Wszystko to przeżyła Małgorzata. Kobieta zawsze czuje fałsz. Wyłapuje w powietrzu obecność rywalki. Pojawia się wtedy napięcie, niedopowiedzenia…

Jednak odegnała czarne myśli: może to tylko wyobraźnia, a Jan nadal lojalny?

Wieczorem, gdy Jan wrócił, Małgorzata podała mu kolację. Wiedziała, że najpierw trzeba dobrze męża nakarmić, a potem rozwiązywać rodzinne i inne kłopoty.
Kiedy Jan podziękował za posiłek, Małgorzata od razu przeszła do rzeczy:
Janku, czy ty się zakochałeś? nie wiedziała, jak zacząć tę ciężką rozmowę.
Tak Jan spoważniał.
Dzisiaj była u mnie twoja wybranka. To poważne? Małgorzata bała się odpowiedzi.
Jestem draniem! Nie umiem żyć bez Emilii! Próbowałem zerwać, ale nie wyszło! Puść mnie, Małgosiu!
Odpuszczam… Małgorzata wiedziała, że nie ma sensu odwoływać się do sumienia ani dzieci. Los zdecyduje.

Jan odszedł do ukochanej.
A Małgorzata pojechała po radę do księdza do kościoła. Proboszcz wysłuchał jej żali i próbował pocieszać:
Córko, miłość jest cierpliwa, nigdy nie ustaje! Masz prawo do rozwodu kościelnego, twój mąż popadł w grzech, nie powstrzymał pożądania. Albo możesz wszystko przebaczyć, modlić się i czekać. Drogi Pana są niepojęte…

Po dwóch miesiącach Małgorzata poczuła, że pod sercem nosi dziecko to był syn Jana. Kobieta ucieszyła się, pomyślała, że to znak. Może Jan wróci, przyzna się, poprosi o wybaczenie. Z tą myślą przetrwała ciążę aż do narodzin.

Na świat przyszedł synek. Mama Małgosi zaproponowała, by nazwać go Jakubem kuzynem imienia Jan. Może twój Janek wróci, córko, życie bywa przewrotne…

Na szczęście mama Małgosi we wszystkim jej pomagała. Wychowywała wnuki, karmiła, opowiadała bajki, uczyła rozumu.
Jan nie zapomniał o Zosi i Piotrze. Przynosił prezenty, zabierał je nad jeziora, przekazywał pieniądze w kopercie złotówki dla Małgosi.

Małgorzata surowo zabroniła dzieciom mówić ojcu o narodzinach braciszka Jakuba. Ale czyż dzieci są posłuszne? Zosia wszystko opowiedziała tacie, kiedy była u niego w odwiedzinach. Jan uznał, że Małgorzata ułożyła sobie na nowo życie. W sercu ścisnęło, wróciły wspomnienia o dawnym szczęściu… Nawet nie pomyślał, że to jego syn!

Tymczasem nowa żona Emilia trafiła na oddział patologii ciąży. Jan nosił jej owoce, ogórki kiszone czy nawet wapienny proszek, bo Emilia zjadała kredę przez brak wapnia. Ale wszystko skończyło się tragedią. Emilia urodziła martwą córeczkę. Nim rana się zagoiła, pojawiła się druga poroniła.

Emilia bardzo to przeżyła. Chciała zrobić sobie przerwę z dziećmi, ale los miał własny plan…

Jan ciągle był przy żonie. Obwiniał się o całe nieszczęście. Każdy miał swoje troski.

Do Małgorzaty zaczął coraz częściej zaglądać jej dawny kolega ze studiów, Walerian. Gdy Małgosia była studentką, Walerian zabiegał o jej rękę zaraz po obronie magisterki. Lecz nigdy nie patrzyła na niego jak na męża. Był zbyt nachalny, pozbawiony poczucia humoru, ulubieniec swojej mamy i trochę dziwny. Chociaż dziewczynom z roku się podobał i rywalizowały o jego względy. Jednak gdy Małgorzata poznała Jana, Walerian dostał definitywną odprawę. Odpuścił, lecz pozornie bo teraz wrócił.

Pewnego dnia Małgorzata jechała autobusem, patrzyła przez okno. Jesień była deszczowa, melancholijna nastrój też miała minorowy. Obok niej usiadł mężczyzna.
Czy mogę się przysiąść? zapytał.
Proszę przesunęła się bez oglądania.
Smutna pani? Wciąż zaczepiał.
Małgorzata nie patrzyła nawet w jego stronę. Westchnęła tylko: “A co ci do tego? Jedź w ciszy”.
Ale on nie dawał spokoju:

Małgosiu, cześć! Czemu taka przygnębiona?
Małgorzata niechętnie się odwróciła.
Walerku? Boże, sto lat cię nie widziałam! Co u ciebie? ucieszyła się.
Ty lepiej opowiadaj! Jesteś szczęśliwa z mężem? podpytał.
Zapraszam cię do domu! Żona nie będzie zła, jeśli posiedzisz dłużej? już wyciągała go za rękę.

Po drodze kupił wino, owoce, słodycze dla dzieci. Przy domowej kolacji Małgorzata się otworzyła. Wygadała jak nigdy. Walerian był dla niej jak poduszka. Słuchał, nie przerywał, rozumiejąco kiwał głową. Na koniec pocałowała go w policzek za wsparcie. Walerian, pełen nadziei, wrócił do siebie.

Okazało się, że nigdy się nie ożenił, nie miał dzieci. Po prostu taki los.

Walerian zaczął zaglądać do Małgorzaty coraz częściej. Dzieciom przynosił upominki, jej kwiaty.
Małgorzata od razu wyznaczyła jasne granice:
Możesz przychodzić, ale ja czekam na męża. Żadnych swobód nie będzie.
Walerian i z tego się cieszył lepsze to niż samotność.
Powiedział jej: No to będziesz dla mnie jak siostra, a dzieci jak siostrzeńcy.
I się zadomowił

W domu Jana i Emilii w końcu nastąpiła pozytywna zmiana. Emilia urodziła zdrową i piękną córeczkę. Dali jej na imię Bożena od Bożej łaski, aby być blisko Boga…

Emilia zanurzyła się w długo wyczekiwane macierzyństwo. Nie raz, nie dwa, wspominała rozmowę z Małgorzatą. Ukradzione szczęście nie smakuje słodko zostaje gorycz
Dopiero po narodzinach Bożeny Emilia pojęła, jak wiele bólu sprawiła Małgorzacie. Cudza krzywda niczego nie nauczy. Najchętniej rzuciłaby się Małgorzacie do nóg i płakała o wybaczenie!

Jan zakochał się w córeczce Bożence bez pamięci. Obsypywał ją grzechotkami, po nocach tulił do snu i uwielbiał ją kąpać. Emilia z dumą patrzyła na troskliwego ojca.

Rzeka czasu płynęła dalej

Minęło pięć lat.

Wszystkie dzieci dorosły, inni też się postarzyli. Niestety, Emilia ciężko zachorowała. Miała wtedy raptem trzydzieści lat. Jan nie mógł znaleźć sobie miejsca szpitale, lekarze, drogie terapie, leki…

Emilia żegnała się z życiem. Przygotowywała się na niebo.

Jan robił, co mógł, by ją pocieszyć. Widział, jak z dnia na dzień odchodzi
Była już na progu wieczności.

Gdy lekarze wypisali ją do domu bez nadziei, Emilia wyszeptała do Jana:
Zawieź mnie do twojej pierwszej żony. Proszę cię!

Jan się zdziwił, ale się zgodził.
Małgorzata już wiedziała, że Emilia jest ciężko chora Zosia opowiedziała jej wszystko, bo wciąż odwiedzała tatę. Gdy więc Jan zadzwonił z prośbą o spotkanie, Małgorzata nie odmówiła.
Jan wniósł Emilię na rękach do swojego dawnego domu. Była tak słaba, że ledwo zerkała na otoczenie.

Cała rodzina zebrała się w pokoju. Czekali na wyjaśnienia.
Małgorzata skrzyżowała ramiona na piersi i spojrzała na łóżko. Jan położył Emilię na narzucie, poprawił poduszkę.

Zostawcie mnie z Małgorzatą poprosiła słabym głosem Emilia.
Wszyscy wyszli.

Małgorzata przysiadła na brzegu łóżka.
Wybacz mi, jeśli potrafisz, Małgorzato! Dopadła mnie Boża kara Proszę, zaopiekuj się Bożenką! Oprócz ciebie i Jana nikogo nie mam. Obiecaj, że wychowacie Bożenkę razem błagała Emilia, łzy lały się ciurkiem.

Małgorzata ujęła jej dłoń:
Emilia, nie Bóg nas karze, tylko my sami sobie szkodzimy! Już dawno ci wybaczyłam. O Bożenkę się nie martw, nie zostawimy jej. I jeszcze: mieszkajcie tu z nami, z Jankiem. I wam ciężko, i nam niełatwo. Dom duży, znajdzie się miejsce! Obiecuję ci wyzdrowiejesz! Bóg potrafi wszystko, nie trać nadziei! pocieszała Małgorzata.

U Małgorzaty w domu, jak w zaczarowanym dworze, dla każdego znalazło się miejsce.

Wszyscy troszczyli się o Emilię, najbardziej Walerian. Już od pierwszego dnia miał do niej szczególny stosunek. Niemal nie odstępował jej na krok, zawsze znajdował potrzebne słowa, prowadził długie rozmowy okazały się one cudowne w skutkach. Rozmawiali głównie o życiu. Stare polskie przysłowie mówi: Dobre słowo leczy, złe kaleczy.

Walerian sam nie zauważył, kiedy się w Emilii zakochał. Bożenkę traktował jak własne dziecko, mówił na nią “Boża stokrotka”. Dziewczynka faktycznie była cudowna!

Emilia chciała żyć, walczyła. Małgorzata wlała w nią kruchą nadzieję i dała otuchę. Emilia złapała się tej cienkiej nici i już nie puściła.

Minęło pół roku rozpaczy, wyczerpujących kuracji i zabiegów. Emilia coraz częściej wychodziła do ogrodu, wdychała świeże powietrze, wystawiała twarz do słońca, cicho coś nuciła pod nosem, uśmiechała się… Życie wracało do niej cienką strużką. Choroba się cofała

Emilia myślała o Walerianie. Jana nie przestała kochać, ale był cudzym mężem a nie wolno ruszać nie swojego! Do cudzej miedzy nie zaglądaj! tę naukę zapamiętała do końca życia. Walerian był dobrym, życzliwym człowiekiem. Z takim nie zginie. Córkę przyjął, jak własną, a i Emilię pokochał. Takie rodziny też bywają. Czasem miłości jednego człowieka wystarcza dla dwojga. Emilia postara się, by uczucie Waleriana nie wygasło, a raczej wzrosło wtedy będzie po równo. Trzeba tylko wyzdrowieć!

Krok po kroku wracała do zdrowia!

Nadszedł dzień, gdy Emilia podczas rodzinnego obiadu oznajmiła:
Małgosiu, Janku! Razem z Bożenką i Walerianem wyprowadzamy się. Dziękuję wam za dach, troskę i miłość, której się nie spodziewałam! Nigdy nie spotkałam takich ludzi! Pewnie już nie spotkam. Nisko przed wami się kłaniam!

Jan i Małgorzata wymienili spojrzenia.
Oni już od dawna wiedzieli, że między Emilią a Walerianem rodzi się uczucie miłość.

Długo przed tym wydarzeniem Jan odbył z Małgorzatą poważną rozmowę.
Małgosiu, niezależnie od losów Emilii, chcę być z tobą! Twoja wielkoduszność nie zna granic! Przyjmiesz mnie? Przed tobą padam na kolana! Kajam się!

Jak sądzisz, Janku? Przyjmę! I przepraszać cię jeszcze będę! Może nie byłam dobrą żoną, skoro spojrzałeś na inną! Życie jest mądrą nauczycielką nie chcesz się uczyć, a nauczysz się! przytuliła i pocałowała męża.

A co z Bożenką? Ona cię kocha, Janku martwiła się o los dziewczynki.
Bożena to moja córka i nigdy jej nie zostawię! Mój dom jest dla niej zawsze otwarty podsumował Jan.

Walerian, Emilia i Bożena szykowali się do przeprowadzki.
Przy drzwiach Emilia poprosiła Jana:
Kochaj swoją Małgorzatę! Kochaj ją ponad życie! Nigdy jej nie krzywdź. Ja będę cię pamiętać, Janku szepnęła na pożegnanie.
Bądź szczęśliwa, Emilio odpowiedział Jan.

Rate article
Fajna Tajna
KOCHAĆ, WYBACZAĆ, CIERPIEĆ Z MIŁOŚCIĄ – Historia małżeństwa Iwana i Darii: od burzy na ślubie, przez…