Kocha? Nie kocha? A może tylko siebie?

„Kocha? Nie kocha?… A może tylko siebie?”

– Jak to nie możesz się zdecydować? – Kinga patrzyła na swoją szkolną przyjaciółkę z takim oburzeniem, jakby ta przyznała się do zbrodni. – Jeśli wahasz się między dwoma facetami, to znaczy, że żadnego nie kochasz. To przecież oczywiste jak słońce w południe.

– Tobie może i oczywiste, ale mi już nie – westchnęła ciężko Weronika. – Obaj mi się podobają. Każdy na swój sposób. I każdy jest w czymś wyjątkowy.

– Po prostu kochasz siebie najbardziej i ciągniesz ich za sobą – Kinga mówiła stanowczo. – Prawdziwa miłość nie bawi się uczuciami innych. To nie fair. To podłe.

– Łatwo ci oceniać – odwróciła się Wiola. – Nie wszyscy są tacy święci jak ty. Dopiero uczę się kochać. Nie mam doświadczenia. W poniedziałek myślę, że pierwszy to ten jedyny. We wtorek – na pewno drugi. W środę znowu pierwszy. Nie potrafię tego ogarnąć. To nie żarty. Obaj są dobrzy. I obaj są bliscy.

– Rzuć monetą, skoro nie umiesz wybrać – burknęła Kinga. – Lepiej to niż męczyć się między młotem a kowadłem. I sumienie będzie spokojniejsze.

– Dzięki za radę. Idź se swoje monety do fontanny wrzuć, może na szczęście. I pamiętaj, że ty może nigdy nie miałaś wyboru. Albo nie było z kim wybierać?

– Ja nigdy nie kłamałabym tak długo! – Kinga rzuciła wyzwanie. – Mam Jacka. On mnie kocha, a ja jego. I u nas wszystko gra.

– No pewnie. Szczęśliwego małżeństwa – Wiola uśmiechnęła się kwaśno.

Minęły trzy lata. Kinga siedziała sama w prawie pustym barze i łkała. Przed nią stała szklanka już ciepłego wina. W głowie kołatała się tamta dawna rozmowa.

„Nigdy nie mów nigdy” – kto by pomyślał, że sama znajdzie się w tej samej sytuacji. Tylko teraz to ona męczyła się, nie mogąc wybrać między dwoma mężczyznami… Ona. Ta sama Kinga, która kiedyś rozdawała rady na prawo i lewo.

Z Michałem była już ponad rok. Wszystko wydawało się idealne. On – stabilny, mądry, troskliwy. Prawie wymarzony facet. I tak, z poważnymi zamiarami.

Ale nagle w jej życiu znów pojawił się Jacek. Tak, ten sam. Były. Z którym kiedyś była. Który odszedł, bo zaczął być zazdrosny, podejrzliwy, irytował się o byle co.

Rozstali się, gdy stało się jasne – już na nią nie patrzył jak na ukochaną. Kinga stała się dla niego niewidzialna. Wszystko było „nie tak”: nie to powiedziała, nie to na siebie włożyła, nie tam spojrzała… A potem – cisza. Koniec. Ból. Miesiące samotności.

I nagle – telefon. „Cześć, co u ciebie? Nie mam z kim pogadać. Spotkajmy się…”

Poszła. Zwyczajnie. Chciała się przekonać, że to już przeszłość.

A tam – zagubiony Jacek. Sam, zrezygnowany. Bez pracy, z chorą matką, bez nikogo. I mówił. Mówił bez przerwy. A ona słuchała. I żałowała go.

Nie powiedziała, że ma kogoś innego. Że może jest szczęśliwa. Że na nią czekają.

Jacek zaczął pisać. Dzwonić. Zapraszać. Spotykali się. Niewinnie. Ale coraz częściej.

Z Michałem wszystko było jak dawniej. Był blisko. Dbał. Dawał prezenty. Delikatnie dotykał jej dłoni. Patrzył… tym szczególnym spojrzeniem. Ciepłym, pełnym miłości. Zawsze.

Ale Jacek… To było jak powrót do przeszłości. Imprezy, wspólni znajomi, wyjścia, koncerty, wyjazdy. Z nim – jakby cofnęła się do czasów młodości. Michał tego nie rozumiał. On – poważny, zajęty. Introwertyk.

Kinga była rozdarta. Serce pękało. Michał – ten, z którym można budować przyszłość. Jacek – ten, którego wciąż żal. I może… kocha?

W kółko rozważała opcje. Jak powiedzieć prawdę? Jak wybrać?

I któregoś wieczoru, gdy już nie mogła wytrzymać, wybrała numer tej samej Wioli. Żeby przeprosić. Za tamte słowa.

– Wybacz mi tamtą rozmowę… teraz rozumiem, co wtedy czułaś.

– Za co mam wybaczać? – Wiola zdziwiła się szczerze. – Nawet nie pamiętam, kogo wybierałam. To było tak dawno.

– A teraz ja jestem na twoim miejscu. Waham się. Strasznie się boję.

– Naprawdę myślisz, że gdy kochasz, to możesz być „pomiędzy”? Po prostu nie kochasz żadnego. A siebie – bardzo. A gdyby ktoś tak robił tobie? Spotykał się z dwoma, a ty byś go kochała – co byś o nim pomyślała?

– Że o nikogo – szepnęła Kinga.

– Właśnie. O nikogo. Bo tak postępują ci, którzy kochają tylko siebie. Kinga, jeśli jeden z nich naprawdę cię obchodzi – popatrz na niego. Wyobraź sobie, że go nie ma. Że odchodzi. Że nigdy więcej nie zobaczysz jego uśmiechu, nie poczujesz jego dłoni…

– Michał – wyrwało się Kingi.

Poczuła dreszcz. Wyobraziła to. Bez tych oczu, bez tego ciepła. Bez jego cierpliwości. Bez jego miłości.

I wtedy zrozumiała – wie, kogo kocha.

P.S. Czasem, by usłyszeć własne serce, wystarczy przestać okłamywać siebie samą.

Rate article
Fajna Tajna
Kocha? Nie kocha? A może tylko siebie?