Była sobie kobieta
Danuta i Marek uchodzili za idealną parę. Ona elegancka, on przystojny, oboje z dobrą pracą i pieniędzmi brakowało tylko dziecka. Lekarze rozkładali ręce, stawiając niepocieszającą diagnozę.
Ale oni nie tracili nadziei. Chodzili do kościoła, modlili się, jeździli po sanktuariach. Gdzie tylko słyszeli o babce znachorce, zaraz tam jechali. Jedna z nich powiedziała, że dziecko będzie, nawet nie jedno, ale przez ból i stratę. Dużo wtedy mówiła. Danuta tak się ucieszyła, że ledwo słuchała, zapamiętała tylko, że trzeba wierzyć.
– Żyliby dla siebie, podróżowali, pieniędzy przecież mają od groma, a oni tragedię urządzają. Dzieci i tak niewdzięczne, jak dorośniesz, to nawet szklanki wody na starość nie podadzą szeptano za jej plecami.
– Stara już, sama pewnie chorób ma wianuszek, a jeszcze dzieci chce. Powinna myśleć o wnukach Ale skąd wnuki, skoro dzieci nie ma?
Danuta raz powiedziała Markowi, że go nie trzyma, może znaleźć sobie młodszą, która urodzi mu dziecko, a nawet więcej. Spojrzał na nią tak, że pożałowała słów i więcej tego tematu nie poruszała.
Tak żyli.
Wszystko było praca, mieszkanie, pieniądze, ale okazało się, że to za mało do szczęścia. Danuta wiedziała, że byłaby najlepszą matką na świecie. Wyobrażała sobie, jak kołysze na rękach malutką istotkę, podobną do nich obojga, jak stawia pierwsze kroki, idzie do szkoły Czasem sama się przekonywała: – Ludzie żyją bez dzieci. Widocznie taki los. Bóg nie daje dziecka, znaczy się, nie zasłużyłam. I szukała w sobie przywar, za które mogła zostać ukarana.
Może modlitwy pomogły, może zlitował się nad nimi Najwyższy, nagradzając ich cierpliwość i wiarę. Pewnego dnia stało się to cudowne wydarzenie, w które tak wierzyli.
Danuta już nie śledziła cyklu. Gdy rano poczuła mdłości, pomyślała, że coś nieświeżego zjadła. Ale mdłości wróciły następnego dnia. Potem gotowała rosół i od zapachu mięs zrobiło jej się niedobrze. A może Nie, przecież to niemożliwe! Mimo wszystko kupiła w aptece dwa różne testy.
Jak często marzymy o cudzie, a gdy już go widzimy, wątpimy i nie wierzymy własnym oczom. Danuta też nie od razu uwierzyła, gdy zobaczyła dwie upragnione kreski. Ledwo doczekała się powrotu Marka, by podzielić się radością.
– Jestem w ciąży wyrzuciła z siebie, ledwo przekroczył próg, podsuwając mu test.
Rzucili się sobie w ramiona i stali tak długo, aż łzy radości wyschły na policzkach.
Marek nie pozwalał jej dźwigać, nawet na zakupy chodził z nią, by nie nosiła ciężkich siatek. Ciągle pytał, jak się czuje.
– Przestań się nade mną trząść. Kobiety starsze ode mnie rodzą irytowała się Danuta.
– Inne mnie nie obchodzą, mam tylko ciebie. Nie chcę, by coś się stało tobie i naszemu dziecku mówił, całując żonę. A poza tym, sprawia mi przyjemność opiekowanie się wami.
Gdy brzuch się zaokrąglił, sąsiedzi i koledzy z pracy nie pozostawili tego bez komentarzy. Jedni szczerze się cieszyli, inni nie kryli negatywnych opinii.
– Co, jednak in vitro zrobiliście?
– Albo nie urodzi, albo urodzi kalekę rzuciła jedna sąsiadka drugiej na ławce pod blokiem.
Danuta usłyszała, szybko odeszła od życzliwych. Szła, gładząc brzuch i szepcząc:
– Nie słuchaj nikogo. Będziesz najpiękniejsza i najmądrzejsza. Wiedziała już, że będzie córeczka.
Wcześniej omijała dziecięce działy szerokim łukiem, teraz śmiało wchodziła do sklepów, wybierając najpiękniejsze ubranka. W domu rozwijała je i podziwiała, wyobrażając sobie w nich swoją córeczkę. Przytulała malutki body do twarzy. Pachniał nowością, ale to przecież było ubranko jej dziecka.
Gdy nadszedł czas porodu, umówili się w najlepszej klinice na cesarkę, bojąc się niespodzianek. Zbyt długo czekali, by ryzykować. Dziewczynka urodziła się zdrowa. Nie było dnia, by nie dziękowali komuś z góry za to szczęście.
Danuta nie miała pokarmu, kupowali najdroższe mleko. Mogli godzinami patrzeć, jak śpi. Potem były pierwsze ząbki, słowa, kroki. Marek zaproponował, by po urlopie macierzyńskim nie wracała do pracy. Dobrze zarabia, niech zostanie z dzieckiem w domu.
– Żadnych przedszkoli, tylko choroby z innych dzieci łapać będzie.
Córeczka stała się sensem życia Danuty, z radością zajmowała się nią w domu. Kasia rosła otoczona miłością, piękna i grzeczna, nie sprawiając problemów.
Do szczęścia szybko się przyzwyczajasz, przestajesz je zauważać.
Kasia poszła już do szkoły. Pewnego wieczoru odrabiała lekcje, Marek czytał gazetę, a Danuta gotowała kolację. Zostało tylko pokroić warzywa do sałatki, gdy przypomniała sobie, że zapomniała kupić majonezu.
– Marek, skoczę do sklepu powiedziała.



