Klucze

Klucze

Kocham go! A ty mi tu opowiadasz jakieś głupoty! Nie chcę tego słuchać! Po prostu mi zazdrościsz, dlatego się wtrącasz tam, gdzie cię nikt nie prosi! Odczep się ode mnie! Zajmij się swoim życiem!

Mariola nie mówiła podniesionym głosem. Ona wrzeszczała tak głośno, że nawet niedosłyszący sąsiad, pan Tadeusz Stankiewicz, kręcący się przy swoim garażu, przystanął, żeby lepiej usłyszeć. On zwykle nie przejawiał ciekawości, więc to oznaczało tylko jedno Mariola naprawdę przesadziła z decybelami.

Powody do tego miała…

Właściwie miała. W swoim przekonaniu.

Stan zakochania dla Marioli zawsze było stanem jej duszy. Przerwy, jeśli już się zdarzały, trwały tak krótko, że wyłapać je mogli jedynie ci, którzy znali ją na wylot. A takich osób było chyba tylko dwie jej mama i siostra. Ale matki już nie ma, a siostra, Jadwiga, nie chciała rozumieć Marioli.

Bez tego cudownego stanu Mariola nie żyła, a jedynie egzystowała. Jej wzrok stawał się nieobecny, myśli rozsypywały się jak koraliki i trudno jej było się na czymkolwiek skupić, a nerwy miała tak napięte, że koleżanki z pracy zaczynały się od niej odsuwać z tym nieprzyjemnym pytaniem:

Może powinnaś wziąć coś na uspokojenie? Coraz ciężej się z tobą rozmawia, Mariolko.

A wtedy Mariolce zaciskały się usta, zgrzytała zębami i myślała o tych dziwnych kobietach różne niemiłe rzeczy.

One to na pewno wszystko mają poukładane! Mężowie czekają w domu, dzieci biegają po podwórku… A co ona ma? Ani domu, ani męża! Nie i nie zanosi się na zmianę! Jest syn, owszem, ale nie można powiedzieć, żeby był udanym dzieckiem. W porównaniu do swoich kuzynów, jej Pawełek wypadał, niestety, słabo. Dzieci Jadzi były bystrzejsze i lepsze. Starszy, Krzyś, grał w piłkę i miał same piątki w szkole, przecząc powiedzeniu, że jak nogi pracują to głowa odpoczywa. Młodsza, Zuzia, śpiewała i tańczyła w zespole i co chwilę jeździła na jakieś konkursy i festiwale. Niecałe dziesięć lat, a widziała już tyle, ile jej ciotka przez całe życie.

To też było bolesne! Dlaczego? Przecież Mariola też jako dziecko chodziła na przeróżne zajęcia jednak nigdzie nie osiągnęła szczególnych wyników, bo zbyt szybko zmieniała koła zainteresowań. A co miała zrobić? Serca się nie oszuka! Gdy coś ją nudziło, po prostu szła dalej, szukając nowej pasji.

I w sumie tak trzeba żyć! Słuchać własnego głosu. Drugiego życia nie będzie, a szczęścia nikt nie poda na tacy: Proszę, Mariolko, bierz, nie krępuj się! Wszystko dla ciebie!

Tej prawdy Mariola nauczyła się dawno. Patrzyła, jak Jadzia ślęczy nad książkami i podśmiewała się, szykując się na dyskotekę:

Ucz się, Jadzia, ucz! Kto cię potem zechce za żonę? Pamiętasz, co babcia mówiła kobieta nie powinna być mądrzejsza od mężczyzny! Chłopcy w ogóle nie zwracają na ciebie uwagi!

I dobrze! Teraz nie są mi potrzebni. I babcia mówiła coś innego!

Co niby? Ja przecież pamiętam!

Ty, Mariolka, wszystko przekręcasz. Ona mówiła, że mądra kobieta nigdy nie będzie się swoim wykształceniem chwalić facetowi, jeśli go naprawdę kocha. To różnica, nie sądzisz?

Oj, nie zawracaj mi głowy! Pomóż mi lepiej zrobić fryzurę! Romek na mnie czeka!

Mariola uciekała na randkę, a Jadzia siadała sobie z książką na kanapie. Dwie godziny ciszy w domu były świętem.

Jadzię Mariola, rzecz jasna, kochała. Innej rodziny nie miała, a charakter siostry znała niemal jak własny. Zła, obrażalska nie była. Trochę roztrzepana emocjonalnie, niepewna, rozkojarzona, lecz zdecydowanie nie zła. Wręcz przeciwnie to Mariola miała w sobie więcej łagodności i troski niż Jadzia. Mariola przez lata przynosiła do domu porzucone na ulicy zwierzęta i trzeba jej przyznać, oba koty i pies, które przyniosła z płaczem i prośbą o ratunek, przeżyły długie lata dzięki jej opiece. Rodzice, wiedząc, że Mariola się nie podda, zgodzili się, by zwierzaki zostały pod warunkiem, że mieszkanie nie zamieni się w zoo, a nowych nie będzie. Mariola wzięła odpowiedzialność na siebie i nigdy nie prosiła Jadzię o pomoc. Robiła wszystko sama. Czasem Jadzia myślała nawet, że siostra kocha zwierzęta bardziej niż ludzi.

Marysia, mama prosiła, żebyś pojechała do babci pomóc jej w porządkach.

Jadźka, pojedź sama. Mam sprawę!

Jaką znowu sprawę?

A co za różnica? Ważną! Mruczek kuleje. Trzeba go do weterynarza zawieźć.

Od tygodnia już kuleje.

No i co z tego?! Uważasz, że to powód, żeby zamienić go na babcine sprzątanie? Ona przecież świetnie sobie radzi sama! A Mruczek to kot! Sam o siebie nie zadba.

Siostry kłóciły się, rozchodziły w różne strony w efekcie to Jadwiga jechała do babci, a Mariola wyciągała z szafy najbardziej odświętną bluzkę. Romek już czekał pod blokiem, a Mruczek był tylko pretekstem, by nie psuć sobie dnia sprzątaniem, którego Mariola nie cierpiała.

Szkołę siostry kończyły zupełnie inaczej. Jadzia z wyróżnieniem, Mariola… ot tak, zwyczajnie, jak większość.

Dla Marioli kwestia wyboru zawodu była jasna marzyła, by zostać cukierniczką. Miłość do ciast i tortów miała od dzieciństwa. Już wtedy przyklejała nos do witryny cukierni i nie odpuszczała, dopóki mama lub tata nie kupili kawałka. Co ciekawe, same słodycze niewiele ją interesowały chętnie dzieliła się ze starszą siostrą, podziwiając wcześniej kremowe różyczki, by potem lepić identyczne z plasteliny.

I znowu ich drogi się rozeszły.

Jadzia przeprowadziła się do babci, która już chorowała i potrzebowała pomocy. Mieszkanie babci było niedaleko uczelni, więc wszystkim takie rozwiązanie pasowało: babcia miała opiekę, Jadzia możliwość dłuższego snu przed wykładami i spokój… Babcię kochała i bardzo się o nią martwiła. Dogadywały się doskonale, a swojego wybranka, Artura, Jadwiga przedstawiła w pierwszej kolejności właśnie babci.

Mieszkajcie, dzieci, miejsca dla wszystkich starczy!

Kameralne, ale wesołe wesele odbyło się szybko, a Jadzia została z mężem u babci. Co planowała zrobić z mieszkaniem, nie ukrywała:

Tak będzie najlepiej, Jadziu. Mariolka dostanie pokój po dziadku, ten w kamienicy komunalnej. A wam z Arturem zostaje mieszkanie. Żałuję, że nie zobaczę waszych dzieci… Bardzo bym tego chciała!

Swojego pierwszego prawnuka babcia zdążyła zobaczyć i nawet potrzymać na rękach. Odeszła, gdy Krzyś miał dwa lata. Przez ostatni rok przed śmiercią walczyła z konsekwencjami udaru, chcąc wrócić do sprawności i choć trochę odzyskać mowę. Jej serce jednak nie wytrzymało i Jadwiga gorzko płakała, żegnając tę, która dała jej tyle ciepła.

Rodzice Jadwigi nie sprzeciwiali się decyzjom babci, uznając, że córka zasłużyła na mieszkanie, które dla niej przeznaczono.

Mariola nie protestowała. W tym czasie była zupełnie pochłonięta kolejną miłością i wszystko inne miała za nic. Miała swoje zakochanie!

Choć trudno nazwać to uczucie miłością. Mariola trawiła się od namiętności, a jej wybranek patrzył bardziej w bok niż na nią. Idealny układ Mariola przychodziła, sprzątała, gotowała, prała, ale nigdy nie mogła zostać na noc.

Jestem starym kawalerem, Mariolu. Ciężko mi.

Wywracając oczami, ukochany Marioli prosił czasem, by uporządkowała mu “pracownię”, a potem ją wygaszał:

Sztuka wymaga ofiar, Mariolu! Prosi mnie, żebym jej się oddał bez reszty. Ale przecież wiesz nie mogę. Tyle mam spraw! Miłość, odpowiedzialność… Jestem zmęczony.

Mariola, współczująco kiwając głową, wspominała swój krzywo namalowany portret, który od dawna zakurzał się w kącie. Nikt nigdy jej nie malował. Portret był żywym dowodem, że jest inspirująca dla kogoś na tyle, by zostać muzą.

Portret otrzymała w prezencie na pamiątkę po tym, jak oznajmiła mu dobrą nowinę o dziecku.

Szła tamtego dnia ulicą mrużąc oczy w słońcu marzenia bujały tak wysoko, że aż trudno było jej oddychać. Nowe życie, które pojawiło się tak niespodziewanie, było cudem.

Ale ten cud momentalnie prysł, gdy wybranek nagle zmarszczył brwi i brutalnie przerwał jej radosny monolog w pracowni:

Jakie dziecko? Zwariowałaś?!

Zakończenie tej historii było banalne i puste jak otchłań, w którą zapadła się dusza Marioli po tej rozmowie. Jej marzenia rozpadły się w drobny mak, a później rozsypały się na tyle ostrych kawałków, że nawet najlepszy restaurator nie poskładałby ich do kupy. Zdeptanej dumy Mariola nie próbowała nawet przywracać. Kiwnęła tylko głową na wyrzuty i poprosiła, żeby mogła zabrać ten portret.

Na pamiątkę…

Zgoda została udzielona i tego samego wieczoru Mariola pocięła portret na strzępy, mamrocząc:

Jeszcze będę szczęśliwa! A ty? Wątpię!

Jak potoczyły się losy jej byłego nie wiedziała. I nie interesowało jej to. Miała wystarczająco dużo swoich spraw. Wyczekiwane dziecko urodziło się, ale nie stało się dla niej źródłem szczęścia. Szukała w synu śladów ojca, jego “geniuszu”, i nie znajdowała nic. Pawełek był spokojny, cichy i nie przejawiał talentu artystycznego. Lubił grać w piłkę i szachy z rówieśnikami. Sam znalazł klub szachowy i uczęszczał tam po szkole, wzruszając ramionami na pytania matki:

Co ty tam robisz? Co cię tak ciągnie? To przecież takie nudne!

Wcale mu się nie nudziło. Pasjonowała go ta trudna gra widział ją jak taniec. Czasem analizując ciekawą partię, potrafił sam z siebie zacząć tańczyć po pokoju, poruszając się do muzyki, którą tylko on słyszał. Robił to jednak, gdy matka go nie widziała, bo takie “tańce” ją przerażały.

Taniec nie jest dla chłopaków! Przestań!

Jedyną osobą, która naprawdę rozumiała Pawła, była kuzynka Zuzia. Relacje między matką i ciotką go nie interesowały babcia uczyła, że rodzina to rodzina, nie ma sensu się wyrzekać. Nie pojmował, czemu w takim razie mama nie docenia swojej siostry, ale babcine słowa zapamiętał. Z Krzysiem miał normalne relacje, lecz Zuzia była mu bardzo bliska. To ona znajduje nić porozumienia z jego duszą, słucha o muzyce logiki i marzeniach chłopca.

Słyszysz ją? Zuzia patrzyła na brata zaczarowana.

Tak. Cicha, ale piękna…

Ja też ją słyszę. Może… Pokażę ci!

I dziewczynka tańczyła po pokoju, próbując oddać to, co rodzi się w jej sercu, gdy brat jej ufał. A Paweł wiedział nie jest sam. Jest ktoś, kto zawsze go zrozumie i wesprze.

Ale dzieci same nie wybierają, z kim mogą się widywać. To kaprysy dorosłych decydują. A Mariola takich kaprysów miewała wiele. Pokłóciwszy się z siostrą o byle co, potrafiła zabronić Pawłowi kontaktu z kuzynostwem.

Paweł nie miał siły na walkę z humorem mamy, próbował więc wywalczyć swoje, urządzając bunty i głodówki. Odmawiał jedzenia, licząc na to, że matka ulegnie:

Rób co chcesz, mam już dość twojego utyskiwania!

Długo nie wiedział, czemu matka nie rozmawia z siostrą. Nie znał historii, której zaczęła się, gdy po jego narodzinach Jadwiga pomagała Marioli, lecz została odtrącona po kolejnym zawodzie miłosnym siostry oraz wiadomości o rozporządzeniu babci mieszaniem.

To niesprawiedliwe! Przecież jestem taką samą wnuczką!

Mariola, ja nie prosiłam o to mieszkanie! Jeśli chcesz, sprzedajmy je i podzielmy pieniądze na pół. Nie chcę się z tobą kłócić!

Nie! Nie chcę twojej jałmużny! Babcia zawsze ciebie kochała bardziej! Wszystko ci oddała! Mnie nikt nie kochał naprawdę!

Mariola, nie masz racji! A ja? A mama z tatą?

Cóż to za miłość, skoro mnie nie rozumiecie? Myślisz, że mi chodzi o mieszkanie? Nie! Chciałabym tylko wiedzieć, że przynajmniej w rodzinie jestem kochana!

Mariola…

Dosyć! Już nie chcę nic więcej słyszeć!

Między siostrami osiedliła się uraza. Uwiła sobie gniazdko, chichocząc złośliwie i wykorzystując fragmenty wspomnień i dawne niezadowolenia z każdej ze stron.

No widzisz, Mariolko? Pamiętasz, jak Jadce kupili lalkę? Taką jak twoja, ale w różowej sukience! Twoja była zielona… Niby nic, ale chciałaś tą w różu, prawda? Jadwiga nie chciała się zamienić! Pamiętasz, jak było z maskarą, której marzyłaś, ale dostała ją Jadwiga? Jedno po drugim… Artur, własne mieszkanie, dobra praca, wymarzone dzieci zupełnie inne niż twój cichy Pawełek… To wszystko są cegiełki, Mariolko! Z nich powstał twój dom nadziei i marzeń krzywy, niedokończony, pusty… Bo wszystko, co mogłoby go poprawić, trafiło do twojej siostry! Ale czy jest lepsza od ciebie? Oczywiście, że nie! Brakuje jej najważniejszego marzeń! O lataniu! Życia na całego! Ona nie wie, co to miłość nie taka, jaką sobie wymyśliła z Arturem, ale taką, jaką znasz ty! Miłość to lot! Miłość to życie! Miłość ma klucze do szczęścia i nie każdemu je daje! Czy Jadwiga zna te klucze? Nie! Nie zna…

Jadwigi uraza dotykała rzadziej, czy to przez mniej złych wspomnień, czy inną duszę, ale jej gniazdko było krzywe, z kilku tylko gałązek. Wystarczy podmuchać i rozleci się, otwierając drogę do serca siostry. I Jadwiga próbowała przy każdej kłótni Marioli, kiedy mówiła:

Nie jesteś mi siostrą! Kto tak postępuje?!

Aż ciężko oddychała od tej niesprawiedliwości, czuła się jak ryba wyrzucona na brzeg tuż obok woda, a jednak nie może jej dosięgnąć… Trzeba sporo siły, by znów dotknąć wszystkiego dobrego, co je łączyło. Przeciąć tę więź jest łatwo, odbudować niemal niemożliwe.

Rodzice odeszli w krótkim odstępie czasu. W jednym roku, jakby się umówili. Rozpacz przykryła siostry jak gruba kołdra.

Jadźka, jak to możliwe?! Przecież byli tacy młodzi! Przed nimi było jeszcze tyle życia!

Mariolka, los nie pyta, zdrowie łatwo stracić. Robiłyśmy co mogłyśmy. Reszta nie należała do nas… przytulała roztrzęsioną siostrę.

To nie fair! To nie jest sprawiedliwe!

Życie, Mariolko, nigdy nie jest do końca sprawiedliwe. Tylko nam się wydaje, że wszystkim się należy, a w rzeczywistości…

Tak. Masz rację! W rzeczywistości jest zawsze inaczej…

Zrzeczenie się spadku na rzecz siostry na trochę wyciszyło Jadwigę. Mariola się uspokoiła, zajęła dokumentami po rodzicach.

Myślałam, że i to zabierzesz.

Stwierdziła Mariola, poprawiając nerwowo kaptur i nie patrząc na Jadwigę. Czekały na Artura pod kancelarią notarialną.

Czemu tak, Mariola? Czy naprawdę jesteśmy sobie obce?

Nie wiem, Jadźka. Niby rodzina, ale mnie nigdy nie rozumiałaś.

A ty mnie… Ale czy to aż takie ważne?

Jak najbardziej! obruszyła się Mariola. Jeśli ludzie się nie rozumieją, po co byli razem?

Może po to, by próbować się zrozumieć? Przecież nic nie przychodzi samo! Ty o tym najlepiej wiesz!

Aha! Wiem o tym jak nikt inny! U ciebie wszystko proste mąż, dom, dzieci. A ja? Zawsze sama!

Mariola, nie masz racji. Ok, ja, ale Paweł?

Paweł? Paweł jest już prawie dorosły, sam sobie radzi. Praktycznie go nie widzę. Siedzę w pracy dniami i nocami, a on najwięcej czasu spędza u ciebie!

Czuje się u nas dobrze. Jest spokojniej…

No właśnie! O to mi chodzi! Jadźka, nie mogę z tobą wytrzymać! Mówisz, że jestem złą matką? Czym ci zawiniłam?!

Mariola, nie krzycz! Kiedy tak powiedziałam? Skąd ci to przyszło do głowy?

Cały czas! Ty idealna! Dzieci super! Ja nie, mój Pawlik też nie! Zamiast w domu siedzieć tobie się nudzi!

Boże, Mariola! Co ty gadasz?! Słyszysz siebie?

Artur, który przyjechał po żonę, zastał ją w samotności i łzach.

Dlaczego ona tak mnie traktuje? Za co?

Przytulając ją i próbując uspokoić, mąż skrzywił się:

Ma trudny charakter. Życie jej jeszcze nie nauczyło pokory.

Te słowa sprawiły, że Jadwiga przestała płakać:

Nie mów tak! Co jeśli coś się jej stanie? Artur, żal mi jej…

To dobrze, Jadziu.

Co takiego?

To, że jej współczujesz. Ona jeszcze nie umie poznać tych, którzy ją naprawdę kochają. Może nigdy nie pozna.

Może… Ale to i tak moja siostra! I będę ją kochać! Jadwiga odgarnęła łzy z warg. Kto ją pokocha, jak nie ja? Paweł jeszcze za młody.

Zgoda za wszelką cenę Jadwiga robiła wszystko, by pogodzić się z siostrą. Nitka, która jeszcze ich łączyła, była już cieniutka, postrzępiona, wyblakła. Ale była! I Jadwiga nie pozwoliła jej przerwać.

Przez życie Marioli przewijało się wielu mężczyzn pojawiali się i znikali, nie pozostawiając po sobie nic, prócz goryczy i niezrozumienia. Co jest z nią nie tak, że na jej ofiarność reagują pobłażliwym:

Mariolko, nie przejmuj się! Przecież nic nas nie łączy na poważnie, prawda? Tak się umawialiśmy.

To była prawda. Każdy kawaler uprzedzał od razu:

Nie jestem gotowy na poważny związek. Skomplikowało się. Rozumiesz, prawda?

Mariola przytakiwała i mówiła, że rozumie. Ale szybko zapominała o zasadach gry i znów nie mogła pojąć, dlaczego zostaje opuszczona, często nawet bez wyjaśnienia.

Cierpiała była gotowa być dla kogoś wszystkim. Chciała dać ukochanemu, czego pragnie. Dostosowywała się, starała się być ciekawa. Gdy jej mężczyzna interesował się myślistwem uczyła się strzelać i wiedziała wszystko o polowaniach. Jeśli lubił wędkować gotowała zanętę i kręciła mormyszki, jak zawodowiec.

Za wszelką cenę próbowała oddać komuś klucze do swojego szczęścia, ale nikt nie chciał ich wziąć…

Paweł podczas romansów mamy większość czasu spędzał u ciotki. Ani Artur, ani Jadwiga nie mieli nic przeciwko. Dawno już uznali chłopca za własnego syna i traktowali go tak samo. W pokoju Krzysia były dwa łóżka piętrowe, na budowanym przez Artura biurku stały dwa komputery. Chłopcy wieczorami grali w drużynie i krzyczeli na otwartą drzwi:

Zuzka! To nie fair! Za dobra jesteś! Zagrajmy razem w jednej drużynie, bo nie ma szans z tobą!

Jadwiga podczas rozmowy z siostrą o postępach Pawła wzdychała:

Taki jest zdolny, Mariolko! Powinien do klasy matematycznej chodzić.

Jakoś sobie radzi! Mi wygodnie, że chodzi z Krzyśkiem do tej samej szkoły. Zawsze mogę się dowiedzieć, jak tam u niego. A ty go pilnujesz.

Ale daleko mu do szkoły, gdy nocuje u siebie. Nie wysypia się.

Niech pomieszka trochę u was. Znasz moją sytuację. Właśnie wszystko zaczyna się układać.

Dobrze. Niech pomieszka.

Dzięki! Arek jest wspaniały! Pawła akceptuje, chce, byśmy byli rodziną!

Oświadczył ci się?

Jeszcze nie, ale wszystko do tego zmierza! Teraz tylko nie przeszkadzajcie mi! Pomóżcie! Przecież to moja szansa na szczęście!

Mariola, co ty mówisz… Oczywiście!

Jadwiga czuła, że nowy wybranek siostry jej nie pasuje. Trochę zadufany w sobie, z dziwnym poczuciem humoru. Jego dwuznaczne żarty pozostawiały ją bezradną o co mu chodzi? Drwi czy jest złośliwy? Szkoda o nią lub Artura poradzą sobie. Ale co z Pawłem? Mariola nie dostrzegała, że syn coraz bardziej odsuwa się od niej i woli rodzinę ciotki.

Jadwiga chroniła bratanka, ograniczała kłótnie z siostrą, ale rozłam nastąpił i tak. Od początku było widać Arek czegoś chce od Marioli.

O tym, że Arek wymaga sprzedania mieszkania odziedziczonego przez Mariolę, Jadwiga dowiedziała się przez przypadek.

Wracając z pracy zobaczyła w przedsionku porozrzucane buty: Krzyśka i Pawła brudne aż strach.

Chłopcy! Kto w domu?! Co za bałagan?!

Zuzia wysunęła się z pokoju chłopaków, lekko przestraszona, przytrzymując drzwi.

Mamo…

Co się stało? zmartwiła się Jadwiga, bo twarz córki miała winny, może nawet spłoszony wyraz.

Mamusiu, tylko się nie denerwuj. My mu przykładaliśmy lód, ale niewiele pomogło…

Dalej Jadwiga nie słuchała. Przytuliła córkę i szybko ją odsunęła:

Gdzie on?

Paweł leżał na górze piętrowego łóżka, odwrócony do ściany, przyciskając woreczek z lodem do spuchniętego policzka.

Pawełku! szepnęła cicho. Co się stało?

Nic…

Brzmiał głucho i urażony. Jadwiga wiedziała już, stało się coś poważnego. Paweł nigdy się nie obrażał na ciotkę, z którą nie miał tajemnic.

Wspięła się na pierwszą szczebel drabinki, podeszła do Pawła, dotknęła łagodnie powiększającego się siniaka.

Zejdź. Pogadamy. Proszę…

Nie chcę!

To już było bardzo poważne. Jadwiga westchnęła, zeszła i powiedziała:

Idźcie na kuchnię. Rozpakujcie zakupy i połóżcie rzeczy do lodówki. Zaraz wrócę.

Pobiegła się przebrać, a potem wróciła do pokoju chłopców.

Przesuń się! wdrapała się na górę, położyła się obok Pawła i przytuliła go, delikatnie dotykając palcami jego policzka. Arek?

Odpowiedź była oczywista. Paweł płakał przy jej boku i nie wstydził się wiedział, że Jadwiga go zrozumie. Bo nie ma sprawiedliwości w tym, by bronił mamy, a dorosły facet wymierzył mu policzek, mówiąc:

Ty będziesz mi rozkazywał? Kim ty w ogóle jesteś?! Wytrzyj nos! I nie wtrącaj się do rozmowy dorosłych!

Nigdy nie widział Arka takiego. Cała poza i uprzejma fasada opadły, ukazując prawdziwe oblicze. Paweł zrozumiał ten człowiek też nie kocha jego matki. Po prostu ma interes i nie ma to nic wspólnego ze szczęściem Marioli. Jak to mówiła Zuzia?

Kiedy się kocha to widać. To naprawdę trudne, Pawle?

Bardzo…

Dziwne. Ty widzisz muzykę.

Widzisz?

Nie wiem, jak to wyjaśnić! Czujesz ją, słyszysz… A miłość ona też jest jak muzyka. Kiedy pojawia się miłość, wiesz, co zrobić dalej, jak w tańcu…

Najwyraźniej nie dla każdego to oczywiste…

Myślisz, że twoja mama nie słyszy tej muzyki?

Ani nie słyszy, ani nie widzi. Bardzo chce, ale nie daje rady.

Szkoda jej…

Mi też!

Paweł rzucił się na Arka, próbując bronić matki. Został powstrzymany szybko i ostro. Ocknął się, słysząc głos mamy i jej szept:

Pawełku, dlaczego tak?

Nie powiedziała już nic więcej. I Paweł by nie słuchał. Uraza jak milion ostrych odłamków szkła przecięła mu duszę, odebrała dech. Odszedł do swojego pokoju, by dochodzić do siebie w samotności. Przecież chłopcom nie wypada płakać. Arek powtarzał:

Jesteś chłopakiem czy nie? Przestań ryczeć! Posprzątaj tu!

Nieco uspokojony, Paweł spakował podręczniki, zeszyty i nową bluzę od ciotki i poszedł do Jadwigi. Tam nie musiał się wstydzić. Tam go rozumiano.

Jadwiga od razu zadzwoniła do siostry. Uspokajała się przed rozmową kłótnie nie pomogą, trzeba dążyć do porozumienia, bo Paweł kocha matkę, a fakt, że ją odtrąciła przez mężczyznę jest nie do zaakceptowania.

Nie mogąc się dodzwonić, poprosiła męża:

Artur, gdzie jesteś? Nie wchodź jeszcze na górę! Musisz mnie zawieźć do Marioli. Zaraz zejdę.

Kazała dzieciom być przy Pawle i nie zostawiać go samego na krok. Wybiegła z domu w tym, co miała.

Co się stało? Artur zmarszczył czoło, gdy żona wsiadła i zatrzasnęła drzwi auta.

Opowiem po drodze, jedźmy!

Rozmowa z Mariolą od początku nie kleiła się. Schodząc przed blok, Mariola płakała, przeklinając swój los, bo Arek w pośpiechu zabrał rzeczy i odszedł, wykrzykując jej najgorsze słowa.

Ty nie rozumiesz! Kocham go! krzyczała do siostry, nie odpowiadając na pytania, nie wiedząc jak się bronić.

Kogo, Mariola?! Kogo ty kochasz? Mężczyznę, który podniósł rękę na twojego syna?! Czy choć na chwilę trzeźwo myślisz? Dość już tego! Ty wciąż szukasz szczęścia i nie widzisz, że ono od dawna jest obok! Ale Paweł czym zawinił? Dlaczego go zdradzasz? Przecież to twój syn!

On od dawna jest bardziej twoim dzieckiem! Zabierasz mi wszystko! Nigdy go nie widuję! Nasze problemy to twoja wina! Wszystkie zabierasz!

Co ci niby zabrałam?

Moje życie! Moje klucze!

Jakie klucze?

Jadwiga zamilkła, zobaczywszy siebie i siostrę z boku stoją na podwórku i kłócą się na cały blok. Czy tego chciała mama? Czy tego uczyła babcia? Co się stało z ich siostrzaną więzią? Czy naprawdę zaraz ją zerwą… To nie tak!

Jej głos złagodniał, gdy zapytała ciszej:

Jakie klucze, Mariola? O co ci chodzi?

Klucze do szczęścia… Mariola też zwolniła i otarła łzy. Ty je masz! A ja?

W tym momencie Jadwiga wreszcie zrozumiała. Wzięła głęboki oddech i podeszła do Marioli, przyciągając ją w uścisku, jak robiła to zawsze mama.

Chodź tu, Mariolko! Ach, moja ty…

Głupia, o to chciałaś powiedzieć? Mariola próbowała się wyrwać, ale Jadwiga przytrzymała ją mocniej.

Nie! Nic z tych rzeczy! Ty jesteś bardzo wrażliwa… Bardzo delikatna… Zawsze ci mało miłości… To mogę zrozumieć. Ale nie żądaj bym rozumiała, jak można przedkładać mężczyznę ponad dziecko. To nie do przyjęcia, Mariolu! A klucze… Nie odebrałam ci żadnych! Sama ledwo ogarniam swoje, po co mi twoje? Ale jest jedna różnica.

Jaka? Mariola opadła w ramiona siostry, kryjąc w nich zapłakaną twarz.

Ty zawsze chcesz oddać swoje klucze komuś innemu, a ja trzymam swoje przy sobie.

I która droga jest lepsza?

Nie wiem. Życie pokaże.

Już pokazało… Mariola pociągnęła nosem. Co dalej? Przecież nikt mnie nie potrzebuje.

Ja potrzebuję. Mało? Paweł cię potrzebuje! Wystarczy?

Sama nie wiem…

Zacznij od tego. Reszta przyjdzie sama, Mariolko.

A jeśli nie?

To znaczy, że twoje klucze nie pasują do tych drzwi, do których próbujesz je włożyć. I ta się nie otworzy. Ale ta, do której pasują, zostanie zamknięta. Chcesz całe życie tkwić w korytarzu, nie otwierając żadnych drzwi?

Nie!

No właśnie! Jedziesz do syna?

On mi nie wybaczy…

Ech, Mariola! Twój Pawełek wie o życiu więcej niż jego mama. Ale łatwo nie będzie jest bardzo na ciebie zły.

Domyślam się…

No to działaj! Jesteś matką, czy tylko ciotką?

Jadwiga!

Co, Jadwiga?! Do samochodu marsz! Ile można się z tobą cackać?! Artur, podaj jej chusteczki! Są w schowku, widziałam. Niech się doprowadzi do ładu, jedziemy! Dzieci czekają!

Ojczym Pawła pojawi się w końcu, ale dużo później. I Mariola wreszcie odnajdzie to, o czym tak marzyła. Nawet jeśli syn zostanie w domu Jadwigi, wybierając ich rodzinę zamiast własnej, gdzie pojawi się nowa siostrzyczka, Mariola zrobi wszystko, by wiedział, że jest kochany i oczekiwany. Mężczyzna, z którym zwiąże życie, okaże się mądrzejszy da chłopakowi czas i zbuduje z nim więź mocniejszą niż niejedna rodzinność.

I kiedy Paweł będzie żegnał się na dworcu przed wyjazdem do wojska, przytuli bliskich, mocno uściśnie dłoń ojczyma i powie:

Pilnuj mamy!

Wysoki mężczyzna z siwizną, poważnie mu odpowie:

A ty siebie, synu! Czekamy!

Wiem.

Rate article
Fajna Tajna
Klucze