– Ewcia, będzieś zaraz? Za chwilę przyjdą Kasia z Jackiem – powiedział niecierpliwie Marek, zaglądając do sypialni.
– Już, tylko minutkę – odparła Ewa, nie odrywając wzroku od lustra w drzwiach szafy.
Pociągnęła szminką po ustach, potrząsnęła lekko głową, burząc idealnie ułożone włosy, poprawiła dekolt sukienki i dopiero wtedy odwróciła się do męża.
– Gotowa – uśmiechnęła się do niego.
– Wow! Jesteś taka piękna… – Marek podszedł i przyciągnął ją do siebie.
– Ostrożnie, szminka… – Ewa odsunęła głowę od jego klatki piersiowej, patrząc na niego czule, z lekkim przebłyskiem figlarności.
– Ewciu… – zaczął Marek nagle zmienionym głosem, ale w tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. – No proszę. – Marek z rozczarowaniem rozluźnił uścisk, westchnął i poszedł otworzyć.
Ewa jeszcze raz spojrzała w lustro, poprawiła sukienkę i ruszyła za Markiem.
W przedpokoju już rozbawiony Jacek trzymał ogromny bukiet róż. Obok stała jego żona Kasia z prezentową torbą w ręce.
– Gdzie solenizantka? Czemu nie wita gości? – hałasował Jacek, szeleszcząc opakowaniem bukietu. Zobaczył Ewę i zrobił krok w jej stronę. – No nareszcie. Ewuniu, jesteś, jak zawsze, cudowna. Marek, patrz, odbiję ci ją. Ewa, daj buziaka. – Jacek głośno cmoknął ją w policzek i dopiero potem wręczył kwiaty. – Życzę ci…
– Ej, rozbieraj się, a tosty zostaw na stół – wtrącił się Marek.
– Marku, wyciągnij kapcie, ja wstawię kwiaty – powiedziała Ewa i poszła do kuchni.
W mieszkaniu od razu zrobiło się gwarno i ciasno. Jacek zacierał ręce przed nakrytym w środku pokoju stołem.
– Ewka, ty czarodziejko. Taki stół zastawiłaś. Zaraz się udławię śliną. – jęknął dramatycznie Jacek.
– Będziesz musiał chwilę poczekać – odparła Ewa, wnosząc do pokoju wazon z różami. Postawiła bukiet na stoliku pod oknem.
– Klown – szepnęła ledwo słyszalnie Kasia, przewracając piękne, migdałowe oczy.
Ewa podeszła i położyła dłoń na jej ramieniu, jakby chciała uspokoić. W tej chwili znów zadzwonił dzwonek, i Ewa poszła witać nowych gości.
– To Ola, a to moja siostra Ewa – przedstawił chłopaków wzajemnie Paweł i podał Ewie bukiet.
– Bardzo mi miło – uśmiechnęła się Ewa. Ola ledwie skinęła głową. – Przepraszam, nie mam już kapci.
– Nic, ja Oldze oddam swoje – powiedział Paweł.
Ewa spojrzała na brata zdziwiona. Jej wzrok mówił: „Co wy w ogóle macie wspólnego?”
– Zapraszaj do stołu, siostrzyczko – rzucił Paweł, ignorując spojrzenie siostry.
Weszli do pokoju.
– Mój brat to wszyscy znacie, a to Ola, jego nowa dziewczyna – przedstawiła Ewa. – Resztę sam ogarnij – szepnęła bratu i poszła z kwiatami do kuchni.
Nie mieli już drugiego wazonu, więc Ewa wstawiła bukiet do litrowego słoika i zostawiła na kuchennym blacie.
Kiedy wróciła, goście już siedzieli. Marek wskazał jej miejsce na czele stołu. Ewa usiadła i ze zdziwieniem zauważyła, że Jacek z Kasią zasiedli osobno, po przeciwnych stronach.
Marek już rozlewał mężczyznom koniak, a kobietom wino. Ola siedziała wyprostowana, sztywna i obojętna na wszystko wokół. Paweł nałożył jej sałatkę na talerz. Nawet tego nie zauważyła.
„O rety, jaka poważna. Aż zimno bije od jej chłodu. Były u brata dziewczyny, ale żywe, a ta siedzi jakby kij połknęła…” – myśli Ewy przerwał Marek. Zaczął wygłaszać toast, stojąc z kieliszkiem w dłoni i patrząc na żonę z czułością.
Wszyscy zamilkli. Potem rozległ się dźwięk stukających kieliszków, zastąpiony brzękiem sztućców o talerze…
Ewa spojrzała po obecnych. Jacek hałaśliwie jadł, chwaląc przygotowane przez Ewę dania i zerkał na Kasię. A ta wpatrywała się w talerz, ignorując spojrzenia męża. Ola powoli przeżuwała, nie patrząc na nikogo. Paweł szeptał jej coś do ucha. Marek pilnował, by nikt nie miał pustego kieliszka. „Widzisz, wszystko super, a ty się martwiłaś…” – mówił jego wzrok.
Ewa odprężyła się. Gdy goście zaspokoili pierwszy głód i wypili, Marek przyniósł z sypialni gitarę. Przez kilka minut ją stroił, a potem zagrał: „Ty jesteś jak zdrowie…” Miał przyjemny, aksamitny głos, śpiewał ładnie, z uczuciem. I wszyscy wiedzieli, że śpiewa dla żony.
Ewa słuchała, lekko się kołysząc na krześle, potem zaczęła mu wtórować. Wyszło im harmonijnie i pięknie. Gdy skończyli, przez chwilę panowała cisza, aż w końcu zaczęli podpowiadać, co jeszcze zagrać.
Marek zanucił znaną piosenkę zespołu „Stare Dobre Małżeństwo” – ulubioną Ewy.
W połowie utworu Kasia wstała od stołu i wyszła do kuchni, zamykając za sobą drzwi.
– Śpiewasz super, Marku. Za to trzeba wypić – powiedział Jacek, gdy piosenka się skończyła.
– Ja po gorące – szepnęła Ewa mężowi i też wyszła do kuchni.
Kasia stała przy otwartym oknie i paliła.
– Co się stało? – zapytała Ewa, przystając obok niej.
Kasia wypuściła smugę dymu przez okno. Papieros w jej smukłych palcach drżał. Popiół upadł na parapet. Kasia strąciła go dłonią, ale tylko rozmazała.
– Przecież zawsze lubiłaś, jak Marek śpiewa. Czemu wyszłaś? – dopytywała się Ewa.
– Nadal lubię – odparła Kasia i obejrzała się, czy drzwi są zamknięte.
Z pokoju dobiegł nieporadny chór męskich głosów. „Gdy nie ma ciebie…” – najgłośniej wywodził Jacek.
– Mogłabyś mi pomóc? – nagle spytała Kasia.
— Tylko nie mów mi, że znowu chodzi o tego doktora z twojego oddziału – westchnęła Ewa, patrząc na przyjaciółkę z rosnącym niepokojem.



