Kiedyś zauważysz, że już trochę postarzałam się. Że ręce drżą, gdy zapinam guziki, a przy obiedzie w kuchni w Warszawie mogę przypadkowo wylać łyżkę z barszczem albo poplamić białą koszulę. Proszę, nie gniewaj się bądź dla mnie łagodna.
Pamiętasz, jak kiedyś cierpliwie uczyłam cię wszystkiego, gdy jeszcze nie umiałaś trzymać łyżki ani samodzielnie się ubrać? Gdy w Krakowie po raz pierwszy stawiałaś pierwsze kroki w naszym mieszkaniu, a ja podawałam ci rękę, żebyś nie potknęła się o dywan.
Jeśli powtarzam te same historie nie przerywaj, po prostu słuchaj. Czy pamiętasz, jak prosiłaś mnie o bajkę po bajkę, aż zasnęłaś w moich ramionach? A kiedy odmawiam kąpieli nie złoś się, bo wtedy wymyślałam opowieści o magicznych rybkach, żeby namówić cię do wody, kiedy upierałaś się, że nie chcesz się zamoczyć.
Gdy nie nadążam za nowinkami technologicznymi, nie potrafię szybko ogarnąć smartfona ani telewizora z Polsatem nie śmiej się z mnie. Daj mi chwilę. Pamiętasz, jak uczyłam cię pisać pierwsze litery, liczyć jabłka w ogródku i składać cyfry, choć ledwo trzymałam się na nogach?
Jeśli zapominam słowa albo gubię wątek bądź cierpliwa. Nie złość się. Dla mnie ważniejsze od tego, co mówię, jest to, że jesteś przy mnie, słuchasz i nie odwracasz wzroku.
Kiedy moje nogi staną się słabe i nie będę mogła iść obok ciebie, nie myśl, że stałam się ciężarem. Po prostu podaj mi rękę, tak jak ja podałam ci swoją, gdy po raz pierwszy stawiałaś małe, niepewne kroki po naszym podwórzu w Łodzi.
Pewnego dnia zrozumiesz, że mimo wszystkich moich potknięć, zawsze chciałam dla ciebie to, co najlepsze. Każdy mój krok, każda decyzja była próbą, by twoja droga była nieco lżejsza niż moja.
Podaruj mi trochę swojego czasu, szczyptę cierpliwości. Pozwól oprzeć się na twoim ramieniu tak jak ty kiedyś chowałeś się przy moim, gdy było cięzko lub strasznie. Kocham cię, córko Jadwiga. Kocham cię, synu Jacek. I modlę się za was nawet wtedy, kiedy już tego nie zauważacie.



