Kiedy straciłam mamę, a życie z tatą było pełne trudności, pojawiła się ciocia Marysia – kobieta, którą pokochał mój ojciec i która stała się moją drugą mamą, dając mi dom i rodzinę nawet wtedy, gdy zostałam sierotą

Kobieta mojego taty została moją drugą mamą

Mama zmarła, gdy miałam ledwo osiem lat. Tata pił wtedy na umór, lodówka świeciła pustkami, a w domu najczęściej było tylko suchy chleb i musztarda. W szkole żebrałam o kanapkę, miałam same pały, wyglądałam jakby mnie odzieżowy lumpeks sponsorował i prędzej czy później ktoś musiał to zauważyć akurat padło na szkolnego pedagoga.

Opieka społeczna zaczęła nas nawiedzać z częstotliwością meteorologów przed Wielkanocą. W końcu walnęli tacie ultimatum: przestanie pić albo straci do mnie prawa. Ku mojemu niemałemu zaskoczeniu, ocknął się i odstawił wódkę. Reszta wizyt kontrolnych przebiegała już niemal nudno czyli niczego nie znaleźli.

Po chwili względnego spokoju ojciec oświadczył, że chce mnie zapoznać z jakąś panią. Okazało się, że chodzi o ciocię Marię. Nie pałałam entuzjazmem miałam ciągle przed oczami mamę i nie za bardzo widziało mi się, by tata o niej zapomniał dla jakiejś tam Marii.

Ale kiedy pogadałyśmy chwilę, od razu poczułam się przy niej dobrze. Jej syn Michał, rok starszy ode mnie, stał się moim kumplem i zaczęliśmy razem biegać na lekkoatletykę. Tata promieniał z radości, widząc, że dogaduję się z jego wybranką. Miesiąc później wprowadziliśmy się do cioci Marii, a nasze dawne M-3 tata wynajął studentom, by mieć trochę więcej złotówek na życie.

Ojciec nie zdążył ożenić się z Marią. Wyszedł po chleb i trafił na pijanego kierowcę. Zginął na miejscu. Ponieważ oficjalnie byłam dla Marii nikim, automatycznie zabrano mnie do domu dziecka. Przed wyjazdem ciocia Maria przysięgła mi, że zrobi wszystko, żeby mnie odzyskać.

I dotrzymała słowa! Po dwóch mroźnych, sierocińcowych miesiącach, znów byłam u niej. Ten czas wystarczył, żeby na zawsze zapamiętać twarde zasady i chłód takich miejsc. Tym bardziej byłam wdzięczna Marii za to, że mnie nie porzuciła. Była dla mnie prawdziwą drugą mamą. Jest cudowną kobietą, a jej syn to dla mnie zwyczajnie brat z krwi i kości.

Dziś sami mamy dzieci, własne domy, ale mama Maria wciąż jest osobą numer jeden zarówno dla mnie, jak i Michała. Dwa razy już została teściową i ani razu nikt z nowych dzieci nie nazwał jej teściową. I mój mąż, i żona Michała mówią na nią Mama Maria wszyscy wiedzą, ile w niej dobroci i cierpliwości. A kiedy ktoś tak się do niej zwraca, na twarzy Marii pojawia się to jej charakterystyczne, ciepłe mamine rozpromienienie.

Rate article
Fajna Tajna
Kiedy straciłam mamę, a życie z tatą było pełne trudności, pojawiła się ciocia Marysia – kobieta, którą pokochał mój ojciec i która stała się moją drugą mamą, dając mi dom i rodzinę nawet wtedy, gdy zostałam sierotą