Gdy wszystko nie jest tak, jak się wydaje
Agnieszka wracała z pracy autobusem, opierając głowę o chłodną szybę. Za oknem rozpływał się świat w strugach deszczu, rozmazany i nierzeczywisty. „Zupełnie jak moje życie. Przyszłość niewyraźna, niepewna. I trochę się tego boję.” Zamknęła oczy, a spod powiek wyłoniły się łzy.
„Młodzież dzisiaj. Siedzą, jakby nikogo wokół nie było. A starsi ludzie stoją.” – rozległ się nad nią głos pełen goryczy i pogardy.
Otworzyła oczy i ujrzała nad sobą posturę korpulentnej kobiety o ostrych rysach twarzy. Jej wzrok wwiercał się w Agnieszkę jak świder.
„Proszę siadać.” – powiedziała, wstając.
„No tak, dopiero jak powiesz, to się ruszą.” – burknęła kobieta, ciężko opadając na zwolnione miejsce.
Agnieszka przecisnęła się między nią a oparciem siedzenia, docierając do drzwi. Za plecami słyszała jeszcze pomruki o „niewychowanym pokoleniu”, które znalazły poklask u innych pasażerów.
„Może ona ma jeszcze gorzej niż ja? Dlatego taka zgorzkniała.” – pomyślała.
„Wysiadacie?” – ktoś dotknął jej ramienia.
Odwróciła się i zobaczyła Kasię, swoją dawną przyjaciółkę z liceum.
„Agnieszka! Nie do wiary, ile lat…”
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo drzwi autobusu otworzyły się z impetem, a tłum wypchnął je na zewnątrz.
„Ale się cieszę, że cię widzę!” – Kasia promieniała, wyglądając na wypoczętą i zadowoloną z życia. Chwyciła Agnieszkę pod rękę. „Nie licz, że cię puszczę, zanim nie wyciągnę z ciebie wszystkich sekretów.”
„Ja też się cieszę.” – Agnieszka uśmiechnęła się słabo. „Ale nie mogę cię zaprosić do domu.”
„Nie musisz. Chodź do mojej mamy. Mieszkam już gdzie indziej, ale właśnie ją odwiedzam.”
„Naprawdę nie mogę. Innym razem…” – zatrzymała się.
„Nie słucham! Następnego razu będę czekać kolejne sto lat. Chodź, chociaż na pół godziny.”
„Dobrze, ale tylko na chwilę.” – uległa.
„Masz w domu gromadkę dzieci?”
„Nie. Córkę i męża.”
„A już myślałam, że coś strasznego. Poczekają.” – Kasia pociągnęła ją za sobą, mijając jej dom.
„Mamo, zobacz, kogo przyprowadziłam!” – oznajmiła z dumą.
Matka Kasi, ujrzawszy Agnieszkę, aż klasnęła w dłonie. W szkole były nierozłączne. Pierwsze lata po maturze Kasia dzwoniła, namawiała na spotkania. Ale Agnieszka miała wtedy głowę zajętą czymś innym.
Zakochała się bez pamięci. Codziennie słuchała przestróg matki: „Co ty w nim widzisz? Bokser. Jaka to praca – tłuc się po głowach? Wiecznie połamany, a może i na wózku wyląduje. Zastanów się, córeczko…”
Matka Kasi zaczęła przygotowywać filiżanki do herbaty.
„Mamo, daj nam pogadać.”
„Oczywiście, rozumiem.” – wyszła z kuchni.
„A teraz mów. Od razu wiedziałam, że coś się dzieje. Wylej to z siebie. Może pomogę.”
Agnieszka nie była gotowa na zwierzenia, ale spojrzenie Kasi było tak szczere, że w końcu się otworzyła.
„Więc jednak wyszłaś za tego swojego Jacka? Pamiętam, jak się w nim kochałaś.”
„Tak. Mama ciągle się o niego kłóciła. Zawsze stawiała mi ciebie za przykład. Mówiła, że ty urządzisz się w życiu, bo jesteś rozsądna. A ja byłam tą romantyczną naiwniaczką.” – powiedziała bez urazy.
„Typowa pani profesor.” – Kasia uśmiechnęła się krzywo. „Nadal uczy w szkole?”
„Tak.” – Agnieszka wreszcie się uśmiechnęła.
Kasia była szczupłą blondynką o regularnych rysach, wyższą od Agnieszki o pół głowy. Ta zaś miała okrągłą twarz, jasne, kręcone włosy i niebieskie, ufne oczy. Faktycznie – żywcem wyjęta z powieści. Tyle że teraz wyglądała na zmęczoną, a jej wzrok zgasł.
„Najpierw było dobrze, ale na eliminacjach do mistrzostw Polski Jacek doznał urazu głowy. Potem wylew…” – machnęła ręką. „Lekarze nie dawali żadnych szans. O sporcie mogł zapomnieć. Byłam wtedy w ciąży. Nie wiem, jak donosiłam.”
Urodziła i z dzieckiem na rękach opiekowała się Jackiem. Gdyby nie mama, nie dałaby rady. Sprzedali samochód, bo potrzebowali pieniędzy. Po pół roku wróciła do pracy. Mama zajęła się córką. Dziewczynka ma już sześć lat. Wygląda jak ojciec.
Rehabilitacja trwała lata. Straciła już nadzieję, że Jacek choćby chodzi. Ale się udało. Ze sportem jednak koniec. Poza ringiem nie umiał nic. Albo praca mu nie pasowała, albo brakowało wykształcenia, albo nie chcieli go po urazie. Wściekał się, że nie może zarobić. Stał się nerwowy i zamknięty w sobie. Tylko z córką czasem się ożywiał… Odwróciła głowę, by ukryć łzy.
„Spróbuję pomóc z pracą.” – Kasia położyła dłoń na jej ręce. „Wiesz co? Jak wrócę do domu, pogadam z mężem. Nie jest żadnym magnatem, ale ma firmę z wspólnikiem. Twój Jacek mógłby pracować jako ochroniarz? Nie martw się, jakoś to będzie.”
„Dzięki, Kasia. Dobrze, że cię spotkałam. Ale muszę już iść. Jacek nie lubi, jak się spóźniam. Boi się, że go zostawię.”
„Wymieńmy się numerami. Zadzwonię jutro. Paweł bardzo mnie kocha, myślę, że nie odmówi.” – uśmiechnęła się.
„Mama miała rację, naprawdę jesteś zaradna. Ja się na Jacka wkurzam, a sama się rozklejam.” – przytuliła ją na pożegnanie.
„Daj spokój. U ciebie też się ułoży. Wiesz, jak to mówią? Nie patrz na start – ważne, jak dobiegniesz do mety.”
W domu Agnieszka nic nie powiedziała mężowi, by nie robić mu nadziei. Kasia zadzwoniła dopiero trzeciego dnia, gdy już straciła cierpliwość.
„To ja. Cześć.” – usłyszała energiczny głos. „Paweł zgodził się wziąć Jacka. Tylko chce go wcześniej poznać. Sam rozumiesz, po takich urazach bywają problemy. Wybacz, jeśli to brzmi brutalnie.”
„Rozumiem.” – odparła, ciesząc się, że w ogóle sięDwa lata później Agnieszka i Jacek otworzyli niewielką siłownię, Kasia znalazła szczęście z nowym partnerem, a Paweł, po wyjściu z więzienia, wyjechał za granicę – życie, jak zawsze, potoczyło się dalej.



