Kiedy obiad będzie gotowy?

Kiedy będzie gotowa kolacja?
Kiedy ją przygotujesz, wtedy będzie gotowa. Teści w kuchni już nie ma. Michał, twoja żona chce, żebym stanął przy kuchence? A ona leżeć będzie? Zuzanna, nie słuchając, wzięła kilka rzeczy i ruszyła w stronę korytarza. Za nią podążyła teściowa.

Co to ma znaczyć? Dokąd się wybierasz?
Na wakacje! Trzymajcie się!

Zuzanna z ulgą położyła ciężkie torby na podłodze.

Jestem w domu!

Z pokoju dobiegł szmer, po chwili pojawił się mężczyzna, lat czterdzieści, może trochę mniej, może trochę więcej. Ubrany w sportowy dres i klapki.

Zuzanno, po co tak krzyczysz? Nie jesteś w swojej wsi. Zachowuj się przyzwoicie.

Właściwie to mogłabyś mnie przywitać, wiesz, że wypłynęła wypłata, a jedzenie trzeba kupić.

Mężczyzna westchnął głośno:

Panie Boże! Co to za jedzenie?

Odwrócił się i poszedł do pokoju. Zuzanna ciężko westchnęła. Jak ją wszystko doprowadzało do szaleństwa! Pracuje na dwóch etatach, żeby w domu było wszystko w porządku, a jej mąż, wspierany przez swoją matkę, od roku pisze jakąś mityczną książkę. Pierwszą nie doceniono, bo nikt nie rozumie sztuki!

Rozebrała się, uniosła torby na kuchnię. Od jutra ma wakacje. Musi posprzątać cały mieszkanie, wyprać, wyprasować i znowu poukładać rzeczy, pod czujnym okiem teściowej. Jak ona jest zmęczona.

Do kuchni wpadła Halina.

Zuzanko, co się rozpakowujesz? Żonę już karmić zamierzasz? On cały dzień pracował, teraz ma czekać!

Dużo zarobił?

Zuzanna sama nie wiedziała, skąd jej to przyszło. Kiedyś patrzyła z zachwytem na początkującego pisarza, który zapewniał ją, że zostanie sławny. Teraz drży przy każdym spojrzeniu teściowej i stara się jej zadowolić. Milczy potem z poczucia winy, bo kiedy była na urlopie macierzyńskim, to właśnie teściowa utrzymywała rodzinę.

Halina, już zamierzająca wyjść, nagle odwróciła się:

Co powiedziałaś?

Zapytałam, czy dużo zarobił? Zwykle ludzie, kiedy pracują, przynoszą pieniądze do domu.

Jak śmiesz? Michał cały dzień wymyślał fabułę nowego rozdziału! Skąd ci to przychodzi! Nie wiesz, co to pracować głową!

Kobieta podniosła brwi i wyszła, a Zuzanna pomyślała:

Co tu robię? Syn w rodzinnym domu już dawno bawi się, hałasuje i przeszkadza Michałowi skupić się, żeby napisać kolejny nieciekawy arcydzieło.

Zuzanna wzięła się w garść i znów układała jedzenie z lodówki, tym razem do dużej torby. Dostawała wypłatę i urlop. Przywiezie pyszne produkty i po drodze kupi prezent synowi.

Wyszła na korytarz, postawiła torbę i sięgała po kolejne rzeczy. Michał, nie odrywając wzroku od telewizora, zapytał:

Kiedy będzie gotowa kolacja?

No, kiedy ją przygotujesz, wtedy będzie gotowa.

Teściowa puściła okulary.

Michał, twoja żona chce, żebym stanął przy kuchence? A ona leżeć będzie?

Zuzanna, nie słuchając, wzięła kilka rzeczy i poszła w korytarz. Za nią podążyła teściowa.

Co to ma znaczyć? Dokąd się wybierasz?

Na wakacje! Trzymajcie się!

Nie czekała, co dalej będzie. Chwyciła ciężką torbę i pobiegła po schodach w dół, próbując złapać taksówkę. 60 kilometrów? Co tam, raz się da!

Andrzej już leżał w łóżku, kiedy Zuzanna weszła do domu rodziców. Obudził się, podbiegł do matki i mocno ją przytulił. Kobieta przytuliła go do siebie. Jak tęskniła

Matka przyjrzała się uważnie:

Co się stało? Jak to zostawiłaś Michała? Kto będzie się nim opiekował?

Mama zawsze traktowała zięcia słusznie, czyli nie przyjmowała go w żaden sposób. Po ślubie jeszcze przyjeżdżali na weekendy do jej rodziców, ale teściowa, widząc jak marnuje dni, szybko postawiła zięcia na miejscu.

Wystarczyło kilku wizyt, kiedy Halina budziła zięcia o szóstej rano i wysyłała go pracować na podwórze, potem na ogród, a chęć wypoczynku w naturze znikła u Michała.

Dość, mamo! Mam wakacje na cały miesiąc!

Mama rozpromieniła się:

No, dziękuj Bogu, że odpoczniesz i będziesz z synem.

Zuzanna położyła się z synem. Nie mogła zasnąć długo, patrząc w księżycowe światło, jak rośnie jej chłopiec, a kiedy w końcu zasnęła, nie zauważyła.

Rano obudził ją zapach. Niezwykle pachniało jedzeniem, a nawet jakąś pieczenią. Andrzeja już nie było. Zuzanna przeciągnęła się. Jak dobrze Tuż obok pojawił się syn.

Babcia upiekła tyle pierogów! Cały garnek!

Po śniadaniu Zuzanna zapytała matkę:

No, pokaż, co trzeba robić?

A ty już odpoczyłaś?

Ja mam tylko radość, bo zaraz kolejna praca.

Chodź do ogródka. Kapusta wykiełkowała, ogórki już trzeba wypikować, nic nie nadążę.

Na trzecim rzędzie Zuzanna poczuła, że praca w ogródku sprawia jej przyjemność. Spojrzała na czyste, odplątane łodygi i uśmiechnęła się.

Po raz pierwszy widzę, by łodygi były przycinane z takim szczęśliwym wyrazem!

Spojrzała w kierunku:

Eugeniuszu! Skąd się wziąłeś?

Kobieta rzuciła się w ramiona mężczyzny, który wszedł z podwórza.

Wpadłem po klucz do twojego ojca, a mówią, że Zuzanna przyjechała. Nie mogłem po prostu odejść.

Eugeniusz był jej sąsiadem. Gdy miała dziesięć lat, naturalnie się w nim zakochała. Chodziła za nim wszędzie. Był już prawie dorosły, miał piętnaście, ale to jej nie zrażało. Dawał jej cukierki, opiekował się nią. Póz później poszedł na służbę, wrócił, a Zuzanna już była dziewczyną. Spojrzała na niego zakłopotana, on sam się wstydził. Później się ożenił, wyjechał do miasta. Od dziesięciu lat się nie widzieli.

Zuzanna zapytała:

Dlaczego tu?

Nie uwierzysz, przyjechałem do mamy. Rozwiódłem się miesiąc temu.

Co? A To nie moja sprawa.

Wieczorem Eugeniusz i matka zaprosili wszystkich na gościnę. Smażyli kiełbaski, rozmawiali o wszystkim. Zuzannie tak było dobrze, że nie chciała tego kończyć. Nie trzeba nic tłumić, nie trzeba słuchać nieprzyjemności. Generalnie, nic nie jest potrzebne, można po prostu żyć.

Po dwóch tygodniach mama usiadła przed nią.

Zuzanko, kochanie, co myślisz? Czy wrócisz?

Nie wiem, mamo. Jak żyłać? Mam pracę, a mieszkania nie mam.

Może coś wynajmiesz? Albo zostaniesz. znajdziemy ci pracę. A Eugeniusz Widzisz, jak na ciebie patrzy?

Mamo, i co? To tylko echo dzieciństwa.

No, nie wiem Eugeniusz jest przystojny, gospodarny. W mieście mówią, że jego praca jest bardzo ważna.

Zuzanna spojrzała zdziwiona na matkę.

Mamo, naprawdę chcesz mnie związać?

Kobieta się zakłopotała.

A co w tym złego? Widzę, że dobrze wam razem.

Zuzanna roześmiała się. No cóż, matka daje radę.

Eugeniusz wyjechał na cały tydzień do pracy. Zuzanna tak tęskniła, że nawet zaczęła się gniewać na siebie. Jak w przedszkolu, szczerze mówiąc. Michał dzwonił i pisał SMS-y. Na początku wstydził ją, że jest niewdzięczna, że wyciągnął ją z wsi, a ona tak ją traktuje. Potem mówił, że wypisze ją i syna z mieszkania. Zuzanna nawet się zaśmiała.

Dziwnie, po tylu latach wciąż nie wypisał jej, jak miał zamiar? Potem zadzwoniła teściowa, mówiąc, że przez niewdzięczną Zuzannę ma ciśnienie i jeśli nie wróci natychmiast, to wszystko, co się z nią stanie, będzie na sumieniu niejenerwiczki.

Ostatnie dni ucichły. To było dobrze, choć dziwnie. Wieczorem przyjechał Eugeniusz, od razu wszedł do domu, przywiózł Andrzeja w ogromnym samochodzie i znów zaprosił na gościnę. Mama od razu spojrzała na Zuzannę, a ona poczuła radość, że Eugeniusz jest tak blisko, że chce podskoczyć z ekscytacji.

Kiełbaski nadal się smażyły, gdy przed domem zatrzymała się maszyna. Zuzanna z zaskoczenia zobaczyła, jak z niej wyskakuje młoda kobieta i zmierza w stronę Eugeniusza.

Kochanie, ile jeszcze się schowasz? Dość. Jedźmy do miasta.

Oksano, po co tu wpadłaś?

Zuzanna wszystko zrozumiała. To żona Eugeniusza, była, prawdziwa, nie ma znaczenia. Teraz jest po prostu zbędna. Kobieta wzięła Andrzeja za rękę i cicho skierowali się do swojego domu. Nie zdążyli przejść kilku metrów, podjechało taksówka.

Z taksówki wyszli Michał i jego matka.

Spójrzcie na nią! Kręci się tutaj, a jej mąż? Nie interesuje ją.

Po co przyszedłeś?

Zuzanna zmarszczyła wargi. Dopiero teraz zrozumiała, jak nieprzyjemni są ci ludzie.

Wypoczywasz? Szybko do domu! Co to jest? Mężczyźnie trzeba pracować, a ona tylko błąka się! Nie gotuje, nie sprząta, nie pierze!

Co, mąż wziął pracę?

Teściowa się zezłościła, ale w tym momencie przemówił Michał.

No wiesz, że piszę książkę! To nie jak przenosić żelazo w fabryce.

Wiesz co, Michale Dawno chciałam ci powiedzieć, że jesteś zwykłym nieudacznikiem, żyjesz jak facet, a nie mąż. Co zrobiłeś dla rodziny? Nic? Nie zapewniłeś pieniędzy? Nie nauczyłeś syna niczego? Nie, siedzisz z matką na moich barkach i nic nie robisz! Nie wrócę. Tylko po rzeczy. I wezmę wszystko, co kupiłam! Wszystko, co pojawiło się w waszym domu w ciągu dziesięciu lat!

Zuzanna podeszła do swojego wejścia i z niedowierzaniem zobaczyła Eugeniusza. Uśmiechnął się.

O, wieczór u nas. Dobrze poradziłaś, jak trzeba.

Widzieli, jak do Michała z matką podeszła Oksana, i długo coś tam dyskutowali, machając rękami.

W wiosce Zuzanna nie została. Po tym jak z Eugeniuszem się rozstali, ona i Andrzej pojechali do miasta, do nowego męża. On nalegał, by zmieniła pracę, bo nie jest kobieta do fabryki. Teraz Zuzanna siedzi w jakimś biurze, przeglądając papiery. Najpierw była wstyd, bo pensja ma mała. Ale Eugeniusz szczerze się zdziwił.

Twoja pensja to twoja pensja. Szpilki i guziki. A rodzinę utrzymywać ma mężczyzna.

Michał też nie był długo sam. Poślubił Oksanę. Teraz jego matka musiała utrzymywać na swoich barkach dwóch nieudaczników. Niemniej Zuzanna słyszała, że szybko przekonała syna, by zaproponował mu pracę w fabryce.

Ogólnie, wszystko co się dzieje, dzieje się na lepsze. Jedno się zepsuło, inne się naprawiło.

Rate article
Fajna Tajna
Kiedy obiad będzie gotowy?