Wanda Nowak wiedziała, że nigdy nie będzie tą złą teściową. Była przecież dobrą i wrażliwą osobą, a syna wychowywała w przekonaniu, że kiedyś założy własną rodzinę. I jej syn Tomek nie był jej nic winny.
Dlatego gdy Tomek przyprowadził do domu narzeczoną, miłą i sympatyczną dziewczynę o imieniu Kasia, Wanda przyjęła ją bardzo ciepło.
Kasia wyraźnie starała się przypodobać przyszłej teściowej. Chwaliła jej gotowanie, zachwycała się mieszkaniem, rzucała komplementy. I Wanda była pewna, że nie będą miały ze sobą konfliktów.
Kasia i Tomek postanowili zamieszkać razem. Syn wspomniał coś o wspólnym mieszkaniu z mamą, ale Wandzie ten pomysł nie przypadł do gustu.
— Jasne, was nie wygonię. Ale synku, to kiepski pomysł. Młodzi i rodzice powinni żyć osobno. Każdy ma swój rytm dnia, każdy czasem potrzebuje spokoju. A dwie kobiety w jednej kuchni to zawsze zły patent.
Tomek posłuchał mamy, ale problem w tym, że wynajem mieszkania był dla niego sporym obciążeniem. Wtedy Wanda zaproponowała, że pomoże, dopóki oboje nie staną na nogach.
— Mogę płacić jedną trzecią czynszu na początek, a potem już sami.
Tomek chętnie się zgodził. A Wanda była gotowa oddawać tę sumę, bo to była cena za spokój i dobre relacje.
Doskonale pamiętała, jak pierwsze trzy lata małżeństwa spędziła z rodzicami męża. To był koszmar. I to mimo że jej teściowa była w gruncie rzeczy dobrą kobietą. Ale i tak ciągle dochodziło między nimi do sprzeczek, nieporozumień, uraz. Z jedzeniem też było krucho, bo lubiły zupełnie inne potrawy. A to, co gotowała teściowa, Wanda ledwo mogła przełknąć. Ale jadła, by nie urazić gospodyni. I teściowa też się męczyła.
Tomek i Kasia wynajęli mieszkanie tuż obok mamy. I Wanda była z tego bardzo zadowolona. Wspólne mieszkanie odpadało, ale widywać się z synem — jak najbardziej.
Kasia pracowała jako przedszkolanka i zarabiała niewiele. Tomek też nie miał wielkich ambicji — wystarczała mu praca w fabryce.
Gdy tylko młodzi się wprowadzili, Wanda zaproponowała pomoc w urządzeniu się.
— Och, dziękuję pani! — zawołała Kasia. — Mieszkanie takie brudne, nie wiem, od czego zacząć.
I tak Wanda chwyciła ścierki, detergenty i ruszyła na pomoc synowi i przyszłej synowej.
Wanda tylko wzdychała, patrząc, jak Kasia sprząta. Widać było, że nie jest do tego przyzwyczajona i że ta praca ją męczy.
Można powiedzieć, że Wanda zrobiła wszystko sama. Kasia oczywiście sypała podziękowaniami, mówiła, że musi się uczyć od przyszłej teściowej. Ale Wanda była tak zmęczona, że ledwie słuchała.
Następnego dnia Tomek zadzwonił do mamy i zaproponował spotkanie w weekend.
— Przyjdziemy do ciebie, nie masz nic przeciwko? — spytał.
— Oczywiście, przychodźcie, bardzo się cieszę — odparła Wanda.
Naturalnie, musiała przygotować obiad. Ale posiedzieć razem było miło, a przy tym chciała posłuchać, jak młodzi radzą sobie w nowym mieszkaniu.
Jednak gdy Tomek i Kasia przyszli, humor Wandy nieco opadł. Spędziła pół dnia przy kuchni, przygotowała danie główne, sałatkę, nawet przekąski. A oni przyszli z pustymi rękami.
Nie żeby czegoś potrzebowała. Ale to trochę nie wypada. Mogli chociaż ciastka na herbatę przynieść.
Ale syn i jego dziewczyna najwyraźniej nie widzieli w tym nic złego. Wanda pocieszała się, że mają teraz inne sprawy na głowie. I z pieniędzmi też krucho, bo się urządzają.
— Mamo, możemy zabrać resztki jedzenia? Żebyśmy nie musieli gotować — zapytał Tomek po obiedzie.
Wanda westchnęła. Sama też wolałaby czasem nie gotować, ale dla syna nie żałowała.
— Jasne, zabierajcie — powiedziała.
Coś w tym było nieprzyjemnego, ale starała się nie skupiać. Młodzi chcą żyć dla siebie, zamiast stać przy garach. A co jej pozostaje? Ona może ugotować.
Wanda pracowała zdalnie. Do biura jeździła rzadko, co jej bardzo odpowiadało.
Gdy tydzień później zadzwonił Tomek, spodziewała się wszystkiego, tylko nie tego.
— Mamo, mogę wpaść do ciebie na obiad? Oszczędzam teraz, nie chcę chodzić do stołówki.
Wanda aż się zagapiła. Nie planowała nawet gotować, ale przecież nie odmówi własnemu dziecku.
— Dobrze, wpadaj — powiedziała i ruszyła do kuchni.
Myślała, że to jednorazowa sytuacja, ale Tomek zaczął wpadać regularnie. A to Wandzie już nie pasowało. Nie dość, że teraz jedzenie znikało w ekspresowym tempie, to jeszcze ciągle musiała się odrywać od pracy.
Ale milczała. Jak matka mogłaby odmówić synowi obiadu? Choć pewnego dnia zapytała, czemu Tomek nie bierze jedzenia z domu.
— Bo Kasia specjalnie nie gotuje. A tak w ogóle, może w weekend przyjdziemy na kolację? U ciebie tak pysznie gotujesz!
— Nie mogę, idę do przyjaciółki — skłamała Wanda, czując lekki wyrzut sumienia.
— Szkoda.
Trzeba było coś z tym zrobić. Ale Wanda nie potrafiła powiedzieć wprost, że to wszystko jej nie odpowiada. Nie chciała wyjść na skąpą w oczach syna i jego narzeczonej.
A przy tym czuła to po portfelu. W końcu jeszcze dołożyła się do ich mieszkania.
Postanowiła po prostu milczeć. W weekend ugotuje więcej, żeby wystarczyło na kilka dni. Może delikatnie zasugerować Tomkowi, żeby przynajmniej jakieś zakupy zrobił, ale znowu — nie mogła.
Tak minęły trzy tygodnie. Tomek regularnie wpadał na obiad, a potem zaczęła też Kasia. I Wanda prawie przywykła do roli kucharki.
Ale potem syn z narzeczoną całkiem się rozbestwili.
Tomek zadzwonił do mamy i oznajmił, że Kasia niedługo ma urodziny.
— Ciebie też zapraszamy! — powiedział wesoło.
— Och, dziękuję. Ale po co ja wam? Pewnie przyjdą znajomi.
— No i co? Chcemy, żebyś była, jesteś dla nas ważna!
Wanda roztkliwiła się. Za takie słowa można wiele wybaczyć. Ale, jak się okazało, nie wszystko.
— Słuchaj — ciągnął Tomek — a możesz przyjść rano? Pomogłabyś Kasi posprzątać i przygotować jedzenie.
Szybko syn sprowadził mamę na ziemię.
— Sami**Odpowiedź po polsku:**
— Kasia sobie nie poradzi? — spytała sucho Wanda.
**Kontynuacja z zakończeniem:**
— Nie no, co ty — zaśmiał się Tomek. — Ona nie umie tak gotować jak ty. Możesz nawet w domu przygotować i przynieść. Tylko wcześniej, żeby jeszcze posprzątać. Bo tyle roboty, a ja rano w pracy będę.
— A produkty? — zapytała Wanda, nadal w szoku.
— No, ty kup, co trzeba. My nie wiemy, co będziesz robić. Ale my jemy wszystko — machnął ręką syn. — I tak, nakryjesz do stołu? Bo Kasia idzie jeszcze do fryzjera. Trzeba wszystko ogarnąć.
Wanda doprowadzona do ostateczności w końcu postawiła się.
— Wiesz co, synku, nie przyjdę — powiedziała stanowczo.
— Czemu? — zdziwił się Tomek.
— Bo jeśli mam być gościem, to chętnie, ale sprzątaczką i kucharką za darmo — już nie.
W głębi duszy Wanda wiedziała, że to dopiero początek trudnej rozmowy, ale wreszcie odważyła się powiedzieć “dość”, bo zrozumiała, że czas nauczyć syna samodzielności — nawet jeśli to miało oznaczać, że przez jakiś czas będzie miała do niego żal.
**Zakończenie:**
Minął miesiąc, zanim Tomek znów zadzwonił, ale tym razem zaprosił Wandę na obiad — do swojej kuchni, gdzie sam z Kasią próbowali gotować, choć wyszło im tylko jajecznica.



