Gdy jestem w pracy, mój mąż Jan przychodzi po dzieci, a kiedy podchodzę do drzwi, nie otwiera mi ich.
Mieszkam razem z rodzicami w Warszawie, a moje dzieci Piotrek i Zofia mieszkają z Janem. Nie dlatego, że bardzo ich kocha, lecz dlatego, że postanowił mnie w ten sposób ukarać.
Nasze spotkanie zaczęło się pomyślnie. Zostaliśmy przedstawieni sobie przez wspólnego znajomego. Od razu przypadliśmy sobie do gustu i postanowiliśmy nie odkładać ślubu. Rok później wziąłem ślub w Krakowie. Byłam już w ciąży. Rodzice po obu stronach pomogli nam szukać mieszkania kupiliśmy skromne kawalerki w Łodzi. Było mało, ale to było nasze własne miejsce.
Tuż po narodzinach Piotrka zaczynają się problemy. Jan nie był przygotowany na to, że noworodek jest kapryśny i nie śpi w nocy. Denerwowały go porozrzucone zabawki i wiszące pieluchy. Nie podobało mu się, że cały czas muszę opiekować się synkiem.
Rok później mam kolejną dobrą wiadomość spodziewam się kolejnego dziecka. Po urodzeniu Zofii nasz związek z Janem pogarsza się jeszcze bardziej. Życie w kawalerce jest niewygodne, on często jest zirytowany, a kłótnie to nasza codzienność.
Jan obwinia mnie o wszystko: że rodzice nie zapewnili nam odpowiedniego mieszkania, że po dwóch porodach przybrałam na wadze, że jestem złą matką, że źle wychowuję dzieci i że hałasują. Widać, że rodzina powoli się rozdziera.
Postanawiam zapisać dzieci do przedszkola i szukać pracy. Do tej pory byłam gospodynią domu. Jan coraz częściej wracał pijany, a żądania wobec mnie i dzieci rosły. Decyduję, że odejdę i zamieszkam z dziećmi w wynajętym mieszkaniu, jeśli sama zarobię.
Znajduję pracę i poznaję miłego mężczyznę Michała. Zaczynamy się spotykać, co jest dla mnie jak wentyl. W domu nie czeka nic dobrego tylko sprzątanie, pranie, gotowanie, prasowanie i pijany Jan.
Pewnego dnia nie wytrzymuję i podejmuję decyzję. Zabieram Piotrka i Zofię i wyjeżdżam. Kilka dni spędzam u rodziców, a potem wynajmuję kawalerkę w Poznaniu. Kiedy jestem w pracy, Jan pojawia się w przedszkolu i zabiera dzieci. Idę do niego, a on po prostu nie otwiera drzwi, mimo że jest w domu.
Teraz stawia mi warunek: albo wracam, albo wnioskuje o rozwód, dzieci zostaną z nim, a ja będę płacić alimenty. Boję się, że tak się stanie, bo ma znajomości i sąd może wydać wyrok na jego korzyść.
Najgorsze jest to, że Jan w ogóle nie dba o dzieci, używa ich jedynie do manipulacji mną. W głębi serca wiem, że jeśli nie spełnię jego żądań, dzieci w końcu znudzą się nim i wrócą do mnie. Ale nie wiem, jak mam przetrwać ten czas



