Kiedy adoptowaliśmy doświadczonego owczarka niemieckiego, nie przypuszczaliśmy, jak bardzo odmieni nasze życie.

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć historię, bo aż trudno uwierzyć, jak życie potrafi zaskoczyć! Wyobraź sobie, że mąż po miesiącu kursu dla treserów psów przygarnął owczarka niemieckiego imieniem Gustaw. Trzyletni, służbowy pies, strasznie wymagający. Wyobraź sobie, że zanim do nas trafił, miał już trzech właścicieli! Najpierw chcieli wysłać go na przejście graniczne, ale w końcu przekazali go stażyście, czyli mojemu mężowi. Nikt nie chciał Gustawa zatrzymać na dłużej. Był uparty, ciężko mu było się podporządkować rozkazom. Już planowali zostawić go w kojcu i wyciągać tylko na ważne okazje, ale patrząc na to, ilu mamy w rodzinie psiarzy, uznałam, że damy radę!

Pierwszy czas był ciężki. Jak karmiłam Gustawa, to żeby mu miski wstawić do boksu, używałam łopaty do śniegu serio! Ale wiesz, jak to jest nawet psie serce potrafi się rozgrzać. I tak było z Gustawem. Po roku nie można go było poznać! Młodszy synek miał wtedy półtora roku. Sprzątaliśmy akurat po zimie w ogrodzie. Starsza córka była wtedy w przedszkolu, więc malucha zabraliśmy ze sobą. I nagle patrzę: synek biega po mokrych jeszcze grządkach, a Gustaw krok w krok za nim i jak tylko mały się potknął, to Gustaw delikatnie chwytał go za kurtkę i stawiał z powrotem na nogi… Aż się łezka w oku kręci.

No a potem słuchaj, sytuacja z moim mężem. On trzyma się z dala od alkoholu, za to szef ochrony, z którym tego dnia był na dyżurze, zabrał się za wino leciało jak Wisła, nie żartuję! W końcu mąż po prostu przejął obowiązek pilnowania wejścia i został, żeby doglądać szefa. Dochodzi jedenasta wieczorem, ja siedzę na werandzie i próbuję się do męża dodzwonić nic. No zaczęłam panikować, wyobrażałam sobie, że przejdzie przez mostek, wpadnie do rzeki i się utopi, bo zmęczony i w takim stanie. Już miałam lecieć go szukać, kiedy patrzę uchylona furtka, wchodzi Gustaw, a na smyczy ciągnie mojego męża, ledwo przytomnego, na wpół śpiącego. Gustaw elegancko odprowadza go na werandę, mąż pada na kanapę, a Gustaw siada obok mnie i patrzy takim wzrokiem, że chyba tylko pies potrafi okazać tyle… ironii. Dotąd żartuję z męża, że to pies go do domu przyprowadził, a nie odwrotnie!

Rate article
Fajna Tajna
Kiedy adoptowaliśmy doświadczonego owczarka niemieckiego, nie przypuszczaliśmy, jak bardzo odmieni nasze życie.