Każdego popołudnia, po wyjściu z gimnazjum, Tomek szedł po brukowanych uliczkach z plecakiem przewieszonym przez jedno ramię i dzikim kwiatkiem delikatnie trzymanym w palcach.
Ulice Zakopanego zawsze pachniały świeżym chlebem i wilgotną ziemią po deszczu. Było to małe miasteczko, gdzie wszyscy się znali, a sekrety rozchodziły się szybciej niż wiatr. Wśród tych ulic codziennie przechadzał się dwunastoletni chłopiec szczupły, o głębokim spojrzeniu i spokojnym kroku jak na swój wiek. Nazywał się Tomek Kowalski, a jego droga zawsze prowadziła w to samo miejsce Dom Opieki Jesienne Promienie. Był to stary, kremowy b



