Każda miłość ma swój kształt Ania wyszła na podwórko, od razu wzdrygnęła się na zimnym wietrze, któ…

Każda miłość ma swój kształt

Dzisiaj, kiedy wyszłam na podwórko, natychmiast poczułam przeszywający chłód. Wiatr wdzierał się pod moją cienką bluzę; zapomniałam założyć kurtkę. Stałam chwilę przed furtką, rozglądając się bez celu, nawet nie zdając sobie sprawy, że po policzkach płyną mi łzy.

Anulka, czemu płaczesz? przestraszyłam się, gdy zobaczyłam przed sobą Michała, syna sąsiadów. Był ode mnie trochę starszy, miał rozczochrane włosy sterczące z tyłu głowy.

Nie płaczę, to tylko tak skłamałam szybko.

Michał przez chwilę mnie obserwował, po czym wyciągnął z kieszeni trzy krówki.

Weź, tylko nikomu nie mów, bo zaraz się zlecą, wracaj do domu powiedział surowo, a ja posłusznie przyjęłam cukierki.

Dziękuję wyszeptałam nieśmiało. Ale nie jestem głodna to tylko

Spojrzał na mnie ze zrozumieniem, skinął głową i poszedł dalej. W naszej wsi wszyscy dawno wiedzieli, że mój tata, Andrzej, pije. Często chodził do jedynego w sklepu w okolicy i prosił panią Halinę, by sprzedała mu coś w zeszyt. Halina narzekała, ale dawała.

Ty jeszcze masz pracę? Przecież jesteś już cały czas na debecie wołała za nim, a ojciec znikał i wydawał wszystko na wódkę.

Gdy wróciłam do domu, cicho zamknęłam drzwi. Ledwo skończyłam dziewięć lat. W domu nigdy nie było nic porządnego do jedzenia. Nikt nie wiedział, że jestem głodna, nie chciałam, żeby ktoś się dowiedział wtedy mogliby mnie zabrać do domu dziecka. Tam ponoć jest jeszcze gorzej. Nie, wolę zostać tutaj. Nawet jeśli lodówka jest pusta.

Dziś wróciłam ze szkoły wcześniej, bo nie było dwóch lekcji pani Kowalska zachorowała. Jest koniec września, wiatr targa żółte liście z drzew, wszędzie zimno. Moja stara kurteczka i dziurawe buty przemakają, gdy pada.

Tata spał na kanapie w ubraniu i butach, chrapał głośno. Na stole widziałam dwie puste butelki, jeszcze jedna leżała pod stołem. Zajrzałam do kredensu, ale i tam pusto, nawet chleba brak.

Zjadłam szybko krówki od Michała, a potem usiadłam do zadań. Podciągnęłam nogi na stołek, otworzyłam zeszyt z matematyki, ale nie mogłam się skupić. Spoza okna słychać było, jak wiatr gnie drzewa i pędzi liście po podwórzu.

Za oknem widzę ogródek dawniej pełen zieleni, teraz wygląda jak martwy. Maliny uschły, truskawki zniknęły, na grządkach tylko chwasty, stara jabłoń też zaschła. Kiedyś mama o wszystko dbała o każdy listek. Jabłka były słodkie, ale w tym roku tata zerwał je za wcześnie i sprzedał na rynku.

Trzeba pieniędzy rzucił tylko.

Tata nie zawsze był taki. Kiedyś był wesoły, razem z mamą chodziliśmy na grzyby, oglądaliśmy filmy, piliśmy rano herbatę i jedliśmy jej pyszne placki. Mama piekła też rogaliki z jabłkami.

Aż pewnego dnia mama zachorowała. Zabrali ją do szpitala i już nie wróciła.

Coś się stało z sercem powiedział tata i popłakał się. Wtuliłam się w niego, przytulił mnie mocno do siebie.

Teraz mama będzie Cię oglądać z góry.

Po tym tata długo patrzył w zdjęcie mamy, nic nie mówił, aż w końcu zaczął pić częściej. W domu pojawiali się jacyś obcy, śmiali się głośno. Siedziałam wtedy w swoim kąciku lub wychodziłam na ławkę za domem.

Odetchnęłam i wróciłam do liczenia przykładów. Zrobiłam zadania szybko, bo nauka nigdy nie była dla mnie trudna. Schowałam zeszyty, położyłam się na łóżku.

Obok mnie zawsze leży stary, pluszowy zając mama kiedyś mi go kupiła, najukochańsza zabawka. Od lat nazywam go Tymek. Już nie jest biały, raczej szary, ale wciąż kochany. Przytuliłam Tymka.

Tymku pamiętasz naszą mamę? szepnęłam.

Tymek milczał, ale byłam pewna, że pamięta. Zamknęłam oczy, a przed oczami stanęły obrazy rozmazane, ale kolorowe i pełne radości. Mama, w fartuszku, zawinięte włosy, lepiła ciasto. Zawsze coś piekła.

Córeczko, upieczemy dziś magiczne bułeczki!

Jak to, mamo? Są magiczne bułeczki?

Oczywiście! śmiała się mama. Zrobimy je w kształcie serc, a jak zjesz, pomyśl życzenie na pewno się spełni.

Z radością lepiłam z mamą bułeczki o sercowatych kształtach, choć wychodziły koślawe a mama uśmiechała się ciepło.

Każda miłość ma swój kształt.

Czekałam zawsze niecierpliwie, aż się upieką. Po domu roznosił się zapach wanilii i drożdż a potem tata wracał z pracy i piliśmy we trójkę herbatę, jedząc magiczne bułeczki.

Starłam łzę z policzka, aż zabolało od tych wspomnień. Tak było Teraz tylko cicho tykał zegar, a mi było żal samej siebie i mamy, której mi tak bardzo brakuje.

Mamusiu jak bardzo za Tobą tęsknię wyszeptałam, ściskając Tymka.

W weekend do szkoły nie trzeba było iść. Po obiedzie wyszłam z domu, tata leżał na kanapie bez ruchu. Założyłam pod kurtkę starą, grubą bluzę i wyruszyłam w stronę lasu. Tam niedaleko stoi stara, opuszczona chata kiedyś mieszkał tam dziadek Jerzy. Dwa lata temu odszedł, ale po nim został sad jabłoniowy i kilka grusz.

Już nie raz przechodziłam przez zniszczony płot, podnosiłam spadnięte jabłka i gruszki, usprawiedliwiając się:

Przecież nie kradnę, tylko zbieram to, co leży. I tak nikomu niepotrzebne.

Pana Jerzego pamiętałam słabo był stary, siwy, chodził z laską i czasem dawał dzieciom jabłka, a jak miał cukierki. Jego już dawno nie ma, ale sad wciąż owocuje.

Dziś też przeszłam przez płot, podeszłam do pierwszego drzewa, podniosłam dwa jabłka, potarłam i jedno nadgryzłam.

Hej, kto tam? przestraszyłam się i obejrzałam. Na ganku stała kobieta w płaszczu. Rzuciłam jabłka na ziemię.

Podeszła bliżej.

Kto ty jesteś? powtórzyła.

Anulka ja nie kradnę tylko nazbierałam z ziemi Myślałam, że nikogo tu nie ma, zawsze było pusto

Jestem wnuczką pana Jerzego, wczoraj przyjechałam będę tu mieszkać. Od kiedy tu bierzesz jabłka?

Od kiedy mama umarła powiedziałam, głos mi się załamał, do oczu napłynęły łzy.

Kobieta objęła mnie ramieniem.

No już, już, nie płacz. Chodź ze mną do domu, jestem Anna. Zobaczysz, jak dorośniesz, też będą wołać na ciebie Anna.

Anna od razu poznała, że byłam głodna i że mam trudne życie. Wprowadziła mnie do domu.

Zdejmij buty. Wczoraj tu porządnie posprzątałam, tylko walizki jeszcze nie rozładowane. Zaraz cię nakarmię, rano gotowałam zupę z kurczakiem. I tak, jesteśmy sąsiadkami. patrzyła na mnie, na moją chudą sylwetkę, krótką kurtkę i za krótkie rękawy.

A ta zupa to z mięsem? zapytałam nieśmiało.

Oczywiście, z kurczaczkiem odpowiedziała ciepłym głosem. Siadaj, jedz, ile chcesz. Jak trzeba, dołożę. Nie krępuj się, Anulka.

Nie krępowałam się byłam bardzo głodna, od rana nic w ustach nie miałam. Siadłam przy stole w kratę, w domu było cieplej i przytulniej niż u mnie. Anna podała gorącą miskę z zupą i postawiła kromkę chleba.

Jedz do syta, mogę jeszcze postawić, jak będzie mało mówiła Anna.

Szybko zjadłam wszystko. Po chwili pytała:

Dołożyć?

Nie, dziękuję, jestem pełna.

To czas na herbatę uśmiechnęła się Anna, kładąc na stół niską koszyczek przykryty ściereczką. Gdy ją zdjęła, dom wypełnił zapach wanilii. W koszyczku leżały bułeczki w kształcie serduszek. Wzięłam jedną, ugryzłam i zamknęłam oczy.

Te bułeczki są jak u mamy powiedziałam cicho. Moja mama piekła dokładnie takie.

Po jedzeniu siedziałam przy stole spokojna, z rumieńcami na policzkach. Anna powiedziała:

No to, Anulka, opowiedz mi o sobie, gdzie mieszkasz, z kim, potem cię odprowadzę.

Poradzę sobie, mam blisko, tylko cztery domy wcale nie chciałam pokazać Ani naszej biedy.

Ale muszę. Anna była stanowcza.

Dom powitał nas ciszą. Tata spał tak, jak zwykle. Wszędzie puste butelki, niedopałki, jakieś szmaty.

Anna rozejrzała się i pokręciła głową.

Już rozumiem Chodź, pomożesz mi posprzątać. Bez gadania zaczęła sprzątać: wyrzuciła śmieci, zebrała butelki do worka, odsłoniła zasłony, wytrzepała dywanik. Wtedy powiedziałam nagle:

Nie mówcie nikomu, jak tu jest Tata jest dobry, tylko sobie nie radzi. On tak tęskni za mamą Jeśli dowiedzą się w szkole, zabiorą mnie, a ja nie chcę. On naprawdę jest dobry.

Anna przytuliła mnie.

Nikomu nie powiem. Obiecuję.

Minęły lata. Szłam do szkoły w nowych kozakach, z warkoczami starannie zaplecionymi, w pięknym płaszczyku i z plecakiem.

Anulka, prawda że twój tata się ożenił? zapytała Magda z klasy. Jaka ty jesteś ładna! I te włosy tak ślicznie splecione.

Tak, mam teraz drugą mamę ciocię Anię odpowiedziałam dumnie i pobiegłam do szkoły.

Tata już dawno przestał pić, dzięki Annie. Idą teraz razem przez wieś: tata znowu przystojny, porządnie ubrany, uśmiechnięty, a obok niego Anna wysoka, pewna siebie, spokojna i elegancka. Oboje uwielbiają i kochają mnie.

Czas przeminął bardzo szybko. Jestem już studentką i na wakacje wracam do domu krzycząc od progu:

Mamusiu, wróciłam!

Anna biegnie, obejmuje mnie i śmieje się:

Witaj moja profesorko, witaj! potem razem się śmiejemy, a wieczorem dołącza szczęśliwy tata Andrzej.

Rate article
Fajna Tajna
Każda miłość ma swój kształt Ania wyszła na podwórko, od razu wzdrygnęła się na zimnym wietrze, któ…