Kawalera-biznesmena przyszła do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić mnie pod kątem materializmu. Nie zgubiłam się wtedy… Oto, co zrobiłam…

Kiedy dziś wieczorem wracam myślami do drugiego spotkania z Szymonem, muszę przyznać, że wszystko układało się jak scenariusz z filmu tyle że nie romantycznego, a raczej satyrycznego. Restauracja, do której mnie zaprosił, była prawdziwą ostoją luksusu: miękkie oświetlenie, prawie niewidoczni kelnerzy przemykający między stolikami, eleganckie wnętrza. Szymon idealnie wpasował się w ten obraz garnitur z najwyższej półki, wyraźny zegarek i ten typowy, pełen samozadowolenia uśmiech człowieka, który zawsze chce być centrum wszechświata.

Zamów, co tylko chcesz, rzucił z nonszalancją, nawet nie spojrzał w menu. Nie cierpię, gdy kobieta się ogranicza.

Efektowna fraza, niemal jak z baśni o hojnym księciu, ale w środku poczułam niepokój. Może to przez jego oceniający wzrok albo sposób, w jaki ochoczo opowiadał o swoich byłych i rzekomej roli “portfela” w ich życiu.

Postawiłam na sałatkę z kaczką i kieliszek polskiego rieslinga. Szymon szaleństwo stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Monologował o biznesie, narzekał na powierzchowność ludzi, rozważał wartości i duchową bliskość. Słuchałam, kiwałam głową, ale wrażenie było dziwne jakby to wcale nie była randka, lecz egzamin, na którym w każdej chwili mogą paść podchwytliwe pytania.

Teatr jednego aktora

Gdy kelner położył na stoliku czarną skórzaną teczkę z rachunkiem, Szymon ani trochę nie zmienił tonu. Wciąż snuł opowieści o upadku moralności, leniwie sięgnął do wewnętrznej kieszeni, potem do kolejnej, potem poklepał spodnie. Jego twarz zmieniła wyraz pewność siebie ustąpiła pokazowej dezorientacji.

Kurczę powiedział, patrząc mi prosto w oczy. Chyba zostawiłem portfel w biurze albo w drugim aucie.

Rozłożył ręce jak ktoś bezradny, ale absolutnie nie był przestraszony. Nie prosił kelnera o poczekanie, nie próbował czegoś załatwić przez telefon. Po prostu patrzył na mnie.

Ale niezręczna sytuacja, dodał, odchylając się na krześle. Może Ty uratujesz sytuację? Zapłacisz teraz, a ja później oddam. Albo przy najbliższej okazji z odsetkami.

W tej chwili stało się jasne, że to nie przypadek ani zapomnienie. To był zaplanowany “test”, o którym przez pół godziny mówił z wyższością.

Słyszałam o takich historiach czytałam na forach, widziałam w tanich serialach, ale nigdy nie sądziłam, że będę bohaterką takiej sytuacji, tym bardziej w towarzystwie dorosłego, pozornie odnoszącego sukcesy mężczyzny.

Jego logika była wręcz absurdalna: jeśli kobieta płaci bez protestu jest “dobra”, wygodna, gotowa ratować i unosić na swoich barkach. Jeśli odmówi znaczy, poluje na pieniądze. W tym momencie Szymon przestał być biznesmenem, a stał się zakompleksionym manipulatorem, który postanowił mnie sprawdzić.

Był przekonany, że wygrał w jego wizji świata perspektywa związku z takim “atrakcyjnym kandydatem” powinna sprawić, że bez słowa wyciągnę kartę z portfela.

Chłodny rachunek

Powoli i spokojnie otworzyłam torebkę. Szymon wyraźnie się odprężył uznał, że plan się udał.

Jasne, nie ma problemu, powiedziałam łagodnie i przywołałam kelnera.

Proszę podzielić rachunek, zaznaczyłam jasno. Ja płacę za siebie. A za stek, wino i deser niech pan Szymon zapłaci.

Uśmiech zniknął z jego twarzy.

Ale jak to? syknął, pochylając się do mnie. Przecież nie mam portfela.

Rozumiem, kiwnęłam głową, przykładam telefon do terminala. Ale dopiero się poznaliśmy. Płacenie za siebie to standard. A kolacja mężczyzny, który zaprosił mnie do drogiej restauracji i zamówił najdroższe dania, przykro mi to nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły, na pewno sobie poradzisz.

Kelner stanął jak wryty, niepewnie patrząc to na mnie, to na Szymona. Ten zaczął się czerwienić, a warstwa jego pozorów opadała, odsłaniając zwykłą niegrzeczność.

Naprawdę? syknął. Przez te parę złotych? Przecież mówiłem, że oddam. Chciałem Cię tylko sprawdzić.

I sprawdziłeś, odpowiedziałam, wstając od stołu. Nie pozwalam sobą manipulować.

Wychodząc, poczułam, że brakuje ostatniego akcentu. Został przy stole z niezapłaconym rachunkiem, zły i bezradny, bez “portfela”.

Wróciłam, wyjęłam z portfela kilka pogniecionych banknotów i garść drobnych tej, która zwykle leży na dnie torebki.

A skoro portfel w drugim aucie, to i na taksówkę nie masz? dodałam. Może chociaż na metro starczy. Popatrz, mój wkład w Twoje “badania” nad kobiecą duszą.

Kilka osób przy sąsiednich stołach spojrzało. Szymon wyglądał, jakby dostał policzek.

Wyszłam na ulicę.

Ten wieczór kosztował mnie tylko sałatkę i kieliszek wina niewielka cena, by w porę zobaczyć, z kim mam do czynienia i zaoszczędzić sobie lata życia. Mam nadzieję, że wyciągnął wnioski, choć tacy ludzie raczej się nie zmieniają.

A Wy: ratowalibyście “zapominalskiego” kawalera czy wybralibyście stanowczą, ale uczciwą postawę?

Rate article
Fajna Tajna
Kawalera-biznesmena przyszła do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić mnie pod kątem materializmu. Nie zgubiłam się wtedy… Oto, co zrobiłam…