Kawaler–biznesmen przyszedł do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Wtedy się nie pogubiłam… Oto, jak zareagowałam…

Słuchaj, muszę Ci opowiedzieć o ostatniej randce, bo serio do dziś mam mieszane uczucia. Bartek, bo tak się nazywał ten gość, zaprosił mnie na drugie spotkanie do jednej z tych warszawskich restauracji, gdzie kelnerzy unoszą się nad ziemią niczym duchy, światło jest przygaszone, a wszystko wydaje się (jakby) trochę zbyt eleganckie, żeby się w tym dobrze czuć.

Bartek garnitur jak z żurnala, zegarek bijący po oczach, taki typ, co popija wino i uśmiecha się z przekonaniem, że cały świat należy do niego.

Zamawiaj, co chcesz rzucił z nonszalancją, nawet nie patrząc w menu. Nie cierpię, gdy kobieta się ogranicza.

Brzmiało jak tekst z romantycznego filmu, ale od razu coś mnie uwierało w środku. Może przez jego przenikliwy wzrok, a może dlatego, że tak chętnie opowiadał o byłych, które według niego widziały w nim tylko portfel.

Zdecydowałam się na sałatkę z kaczką i kieliszek polskiego Rieslinga, Bartek poszedł na całość stek, tatar, butelka drogiego czerwonego wina. Rozwodził się nad biznesem, psioczył na miałkość ludzi, filozofował o wartościach i duchowych relacjach. Słuchałam, kiwałam, ale czułam się naprawdę dziwnie jakbym przyszła nie na randkę, lecz na egzamin, na którym zaraz padnie podchwytliwe pytanie.

Teatr jednego aktora

Gdy kelner położył na stole elegancką skórzaną teczkę z rachunkiem, Bartek nawet się nie zająknął. Wciąż recytował swój monolog, a potem sięgnął najpierw do wewnętrznej kieszeni marynarki, potem do drugiej, poklepał spodnie. Jego pewność siebie wyparowała, zastąpiła ją pokazowa bezradność.

Kurczę westchnął patrząc mi prosto w oczy. Chyba zapomniałem portfela, albo został w biurze, albo w drugiej furze.

Rozłożył ręce jak dziecko, ale wcale nie był przestraszony. Nie poprosił kelnera, nie próbował płacić Blikiem, nic. Po prostu patrzył na mnie.

No cóż, odlotowa sytuacja rzucił ze śmieszkiem, opierając się wygodnie. Może dasz radę? Zapłacisz teraz, a ja oddam. Albo przy następnej okazji stawiam, z procentem.

Wtedy stało się jasne: to nie zapominalstwo, tylko zaplanowany test, o którym przez pół spotkania opowiadał.

O takich zagrywkach czytałam w internetowych fejktach, widziałam je w polskich serialach, ale nigdy nie sądziłam, że coś takiego spotka mnie osobiście, i to w wykonaniu gościa, który ustawia się na dorosłego, ogarniętego biznesmena.

Jego logika była żałośnie prosta: jeśli dziewczyna bez dyskusji płaci za oboje jest dobra, wygodna, będzie ratować i ciągnąć. Jak odmówi oznacza to, że jest materialistką i leci na kasę. Przede mną siedział już nie biznesmen, a zakompleksiony manipulator bawiący się w sprawdzian.

Bartek był przekonany, że wygrał. Tym swoim światopoglądem przewidywał, że fakt, iż jestem z premią do grona jego fanek, sprawi, że pokornie wyciągnę kartę z torebki.

Chłodny rachunek

Sięgnęłam po torebkę powoli i spokojnie. On już się rozluźnił pewny, że wszystko zgodnie z planem.

Jasne, żaden problem powiedziałam miękko i poprosiłam kelnera.

Proszę rozdzielić rachunek oznajmiłam stanowczo. Ja płacę za siebie. A stek, tatar, wino i deser niech opłaci dżentelmen.

Uśmiech zniknął mu z twarzy.

Cofasz się? wysyczał, pochylając się do mnie. Przecież nie mam portfela!

Rozumiem skinęłam głową, przykładając telefon do terminala. Ale ledwo się znamy. Płacić za siebie to norma. Za ucztę faceta, który sam mnie zaprosił do ekskluzywnej knajpy i zamówił najdroższe rzeczy sorry, to już nie moja odpowiedzialność. Jesteś dorosły, dasz sobie radę.

Kelner na chwilę się zawahał, patrząc raz na mnie, raz na niego. Bartek się zarumienił jego biznesowa powłoka opadła warstwa po warstwie.

Serio? O to chodzi? O pieniądze? Przecież oddam! Chciałem tylko sprawdzić, jak się zachowasz.

Sprawdziłeś powiedziałam, wstając od stołu. Jestem osobą, którą nie da się manipulować.

Już szłam do wyjścia, ale poczułam, że jeszcze czegoś brakuje. Został przy stole z nieopłaconym rachunkiem, wkurzony, zagubiony, bez portfela.

Wróciłam, wyjęłam z portfelika kilka zmiętych stówek i trochę groszy te, które zwykle walają się na dnie torebki.

Skoro portfel w drugiej furze, to chyba na taksówkę też nie masz, co? rzuciłam z przekąsem.

Położyłam kasę obok jego kieliszka z drogim winem.

To dla Ciebie na bilet do metra. Spokojnie, dotrzesz do domu. Traktuj to jako mój udział w Twoich badaniach duszy kobiety.

Kilka osób przy sąsiednich stolikach się obróciło. Bartek wyglądał, jakby dostał policzek.

Wyszłam na ulicę.

Ten wieczór kosztował mnie wyłącznie sałatkę i kieliszek wina niewielka cena za to, żeby wcześniej rozpoznać człowieka i zaoszczędzić sobie lat rozczarowania. Mam nadzieję, że coś jednak z tej lekcji wyniósł, choć takie typy rzadko się zmieniają.

A co Ty byś zrobiła na moim miejscu ratowałabyś zapominalskiego czy postawiłabyś sprawę jasno i uczciwie?

Rate article
Fajna Tajna
Kawaler–biznesmen przyszedł do restauracji bez portfela, żeby sprawdzić, czy jestem materialistką. Wtedy się nie pogubiłam… Oto, jak zareagowałam…