Opowiadam wam historię Jadwigi, dziewczyny, co wędrowała przed wystawami wWarszawie i patrzyła na wystawione jedzenie. Oczy jej wyobrażały, co może kupić za kilka groszy wjej wąskim portfelu. Doszło do wniosku, że musi oszczędzać. Ztrzech podwek zostało jej tylko jedno, a po pogrzebie matki nie pozostało już nic.
Jak to się układa: Jadwiga została praktycznie sama, nigdy nie wyszła za mąż. Najpierw studiowała rachunkowość. Wcale nie lubiła liczb, ale ojciec nalegał wtedy, że bez pieniędzy nie wyjdzie, a zawód księgowego jest przydatny.
Lubię się troszczyć o innych, żeby ich życie stało się lżejsze, podtrzymywać ich na duchu mówiła nieśmiało do ojca.
Lekarz? Czy to wystarczy? odparł ojciec. Lekarzy zawsze szanowano.
Nie, chcę być siostrą miłosierdzia odpowiedziała.
Nie rozumiem. Pielęgniarką? zmarszczył brwi ojciec.
Prawie. Chcę też pomagać innym tłumaczyła Jadwiga.
To co? Opiekunką? Sanitariuszką? Czy ty zwariowałaś? wykrzyknął. Zawód ma być prestiżowy! Głupia dziewczyno! Ludzie mieli rację, nie jesteś z tego świata. Zbierasz robaki, wkładasz je do pudełka, łapiesz jaszczurki, przyklejasz im ogony, kiedy Kacper na nie nadepnie. Dziecko, otwórz oczy! Człowiek ma dążyć do bycia najlepszym, pierwszym, wielkim! Pamiętaj Napoleona! krzyczał, kręcąc się po pokoju.
Jadwiga w końcu przybrała się za naukę rachunkowości. Liczby nawiedzały ją nocą, krążyły wokół niej, budziły ją w zimnym pocie. Chciała powiedzieć ojcu, że nie każdy musi być Napoleonem, że nie musi walczyć, wystarczy żyć i pomagać innym. To jej się podobało.
Gdy babcia zachorowała, to właśnie Jadwiga najchętniej trzymała przy niej rękę. Ciotka marszczyła brwi, odsuwała się od starszej, szepcząc, że pachnie nieprzyjemnie. Jadwiga nie rozumiała, jak to nieprzyjemnie, bo babcia zawsze miała w dłoniach zapach bułek, ziół i miodu. Wiedziała, że trzeba częściej mówić dobrych słów, przebierać ją, zmieniać pościel.
Siedząc przy babci, czytała jej bajki, wycierała czoło i prosiła dorosłych, by pozwolili jej coś uprać, pomóc. Gdy babcia odszedła, wszyscy płakali i biegli w popłochu. Ciotka leżała w półomdleniu, jęcząc, że woli, by ją zabrały szybciej, bo boi się duchów. Jadwiga przeszła cicho do pokoju, przytuliła się do ręki babci i zapłakała.
Córeczko, przestraszyłaś się? Idź stąd! wpadł ojciec.
Nie, tato, płaczę, bo będzie mi ciężko bez babci, a ona już nie cierpi i jest w pięknym miejscu szlochnęła.
Co to za piękne miejsce? Czy coś się stało? zapytał, nie rozumiejąc.
Jadwiga chciała mu opowiedzieć, że zamknęła oczy i zobaczyła babcię spacerującą po drodze pełnej bajkowych kwiatów, oświetloną złotym światłem, przy której stał biały dom z kolumnami. Usłyszała słowa babci: To koniec, kochana. Wracam do domu. Nie płacz, słoneczko!. Milczała, by nie zranić ojca.
Po tym jej studia się nie udały. Brakowało jej powietrza, czuła, że żyje obcym życiem. Ojciec odszedł do innej kobiety, matka płakała i zachorowała ze złamanego serca. Jadwiga błagała ojca, by wrócił, przynajmniej dopóki matka się nie poprawi. On wymamrotał, że życie jest krótkie i trzeba z niego wycisnąć wszystko, po czym odszedł.
Pozostały tylko Jadwiga i matka. Wtedy szalona, jak mówili znajomi, nie narzekała. Walczyła o każdą pracę dorywczą, zostało jej wykształcenie pielęgniarskie i codziennie podawała matce zastrzyki, otulała ją i dopingowała. Niestety choroby nerwowe nabierały tempa, a matka w końcu nie mogła już chodzić.
Co, kochana, już tak smutno? Mógłbyś znaleźć mężczyznę, a ty się mączysz. Skąd to w tobie? zaczęła ciotka Galia, kiedy spotkała Jadwigę na ulicy.
Jadwiga przerwała ją:
Nie mów tak, ciociu Galu. Matka kocha ojca i nie może bez niego żyć. On jest dla niej jak woda. Bez wody nie przeżyje. Nie potrzebuję męża, by czuć się szczęśliwą przy matce. Czyż nie zasługuje ona na szacunek? Nasze matki są naszymi aniołami na ziemi. Nie obrażaj ojca. Co się stało, niech Bóg wie. On wybrał swoją drogę, a ja go nie będę obrażać. powiedziała spokojnie. Ciotka odparła, że to głupia i odszedła.
Matka umarła w ramionach Jadwigi. Z okna dochodził śmiech, pachniała wiosną konwalia, a na stoliku leżał jej szalik. Codzienne szarości przeciągały się jak gęste lawiny.
Jadwiga często patrzyła w niebo, widząc tam albo skrzydła aniołów, albo dziwne hafty kwiatów, które robiła matka. Cisza w domu stała się nie do zniesienia, jakby była motylem w kokonie. Nie zwracała uwagi na wiadomości, ludność. Próbowała dostać się do szpitala w Krakowie, bo pozostała tylko jedna podpraca, lecz sił brakowało, ledwo chodziła, czując ogromne osłabienie.
Katarzyno! Stań, opowiem! przywitała ją sąsiadka Helena Kowalska przy drzwiach, pełna plotek i nowinek.
Wszystko będzie dobrze Nie słuchajcie złych rzeczy. Zróbcie kurczaki latem na wsi albo jedźcie nad morze. Tam piękne muszle, przyłóż jedną do ucha, usłyszysz szum morza! Szukaj radości wszędzie radziła.
Po schodach spotkała młodą dziewczynę w białej kurtce i modnych butach, pachnącą jakby zaklętym perfumem. Jadwiga spojrzała z podziwem, a dziewczyna rzuciła:
Na co tak patrzysz? Nie patrz na mnie!
Przepraszam, jesteś piękna, a zapach przeprosiła.
Wtedy usłyszała za sobą:
Widzisz? Ten facet ma trzy mieszkania na piętrze nad nami. Jego córka to latorośl, tylko w salonach się kręci i podróżuje. On był kiedyś dobrym człowiekiem dodawała Helena.
Jadwiga poszła do sklepu, nie planując zapasów, tylko coś małego kupić. Pomyślała: Muszę iść do pracy od razu, by nie zabrakło pieniędzy. Zobaczyła kobietę z wózkiem i pięcioletnim chłopcem, który prosił o sok i lody.
Leczka, kupimy później, mamę nie stać. Weźmy tylko makaron usłyszała Jadwiga.
Dziewczyna zdenerwowana odwróciła wzrok i nagle zapłakła:
Zgubiłam portfel! Nie wiem, gdzie jest! Został w przedszkolu, a ja nie mam pieniędzy! wykrzyknęła.
Wtem podeszła zjawiskowa pani w długim płaszczu i drogich kolczykach, wołając:
To oszustka! Nie słuchajcie jej! Są tu wszyscy takie!
Jadwiga nie mogła patrzeć na głód dziecka.
Poczekajcie! Weźcie to, kupcie jedzenie i lody podała ostatnie złotówki. Mam dużo pieniędzy, nie zauważę. dodała i poszła w swoim starym płaszczu i butach.
Kiedy wróciła, usłyszała:
Dziękuję, Panie! Pan Bóg wszystko rządzi! zawołał chłopiec.
W domu pozostały tylko ziemniaki i dwie zwiędłe marchewki. Nawet jutro nie przyniesie natychmiast pieniędzy. Patrząc w szmaragdowe niebo, przypomniała sobie zapach perfum sąsiadki. Rzeki znów popłyną, kiedy z ojcem puszczali łódki. Teraz on mieszka daleko i rzadko dzwoni, ale żyje.
Listonosz przyniósł przesyłkę od Matyldy Nikiłowej, dawnej przyjaciółki babci, z adresu w małej wiosce pod Krakowem. Jadwiga otworzyła drżącymi rękoma: haftowany ręcznik, woreczek suszonej maliny, suszone grzyby, herbatę, cukierki w złotych opakowaniach, zabawkowego prosiaczka i starą pocztówkę. Na niej była wiadomość:
Droga Jadwigo! Tu Matylda Nikiłowa, twoja babcia. Dawno się znamy, graliśmy przy jeziorze. Obiecałyśmy sobie, że po latach wyślemy sobie paczkę. Teraz spełniam obietnicę. Przesyłam ikonę Matki Bożej, niech cię chroni i pomaga. Twoja babcia była złotym człowiekiem i modliła się, byś spotkała godnego mężczyznę. Nie bądź sama! Jeśli jeszcze nie spotkałaś przeznaczenia, wierz i tak będzie! było napisane.
Jadwiga trzymała ikonę i płakała za babcią, matką, sobą.
Nagle stuknęły w drzwi. Otworzyła, a w progu stała młoda sąsiadka w białej kurtce.
Dzień dobry, jestem Wiktoria, przychodzę, bo mój ojciec bardzo choruje. Lekarze przychodzą, ale nie rozmawiamy. Potrzebuje zastrzyku, a pani umie je podać rzekła nerwowo.
Jadwiga odpowiedziała, że nie jest lekarzem, ale może pomóc. Wiktoria nalegała, płacąc, że ma dobre serce. Jadwiga poszła z nią, zobaczyła w mieszkaniu eleganckie wnętrze. Mężczyzna na łóżku miał około pięćdziesiąt lat, surową twarz i zimne oczy. Wiktoria tłumaczyła, ojciec jest słaby, lecz wciąż ma siłę do życia. Jadwiga podeszła i powiedziała, że nic nie trwa wiecznie, że choć ojciec jest już starszy, wciąż ma powody, by żyć i że Bóg wszystko rządzi.
Wiktoria radośnie krążyła po pokoju, a ojciec Viktor zapytał, co Jadwiga chciałaby zjeść.
Zupę grzybową, proszę odpowiedział.
Jadwiga pobiegła do domu, wróciła z woreczkiem suszonych grzybów i malin, wzięła ikonę i razem z Wiktorią zjedli aromatyczną zupę i napili się malinową herbatą.
Wiktoria i Viktor wkrótce się pobrali, a jej mąż miał pełne kieszenie, lecz Jadwiga i tak została pielęgniarką w szpitalu, bo czuła, że to jej powołanie. Gdy widziała patrzące na nią oczy pełne bólu, szeptała: Bóg wszystko rządzi. Wystarczy wierzyć!.



