Ambulans pędził szybko przez ulice Krakowa, a jego syrena wyła jak rozpaczliwy krzyk. W środku leżała nieprzytomna Kinga, zawieszona między życiem a śmiercią. Główny lekarz, siwowłosy doktor Nowak, nieustannie sprawdzał jej puls i krótko wydawał polecenia pielęgniarkom:
Szybciej! Utrzymujcie ciśnienie, nie pozwólcie, by straciła więcej krwi. Dziecko jeszcze ma szansę!
Obok niej stała Weronika, załamując dłonie i szepcząc modlitwy. Jej serce ściskało się z poczucia winy, że nie zdołała interweniować tam, w willi. Pamiętała kamienną twarz Elżbiety, jej zimne spojrzenie, ostre jak brzytwa, i wreszcie zrozumiała prawdę.
**Oddział ratunkowy**
Gdy nosze z Kingą wjechały na izbę przyjęć, Marek rzucił się w stronę lekarzy, z oczami czerwonymi od łez i wściekłości.
Proszę, ratujcie ją! Ona i nasze dziecko Nie mogę ich stracić!
Doktor Nowak spojrzał na niego krótko, z surowością fachówca, który wie, że nie ma czasu na dramaty.
Panie Kowalski, proszę poczekać na zewnątrz. Robimy wszystko, co w ludzkiej mocy.
Marek stał nieruchomo przez chwilę, lecz w końcu uległ, złamany, i osunął się na ławkę w holu. Zakrył twarz dłońmi i po raz pierwszy w życiu ten pewny siebie mężczyzna poczuł, jak ziemia usuwa mu się spod nóg.
Za zamkniętymi drzwiami zespół medyczny walczył o życie Kingi. Jej oddech był słaby, ale serce wciąż biło. Dziecko jednak było w krytycznym stanie. Aparaty pikały rytmicznie, a napięcie sięgnęło zenitu.
**Poczekalnia**
Elżbieta weszła do szpitala w towarzystwie dwóch bliskich przyjaciółek, które wezwano na świadectwo jej troski. Jej twarz była jak z kamienia, lecz drżący głos robił wrażenie na obecnych:
Biedna dziewczyna jak mogła się tak poślizgnąć? Chciałam tylko, byśmy byli zgraną rodziną.
Weronika, stojąca w kącie, patrzyła na nią nienawistnym wzrokiem. Gdyby tylko odważyła się wtedy powiedzieć prawdę, może wszystko potoczyłoby się inaczej. Lecz strach Isabella, jej wpływy w mieście i sposób, w jaki potrafiła niszczyć ludzkie losy, paraliżował ją.
**Marek i jego matka**
Mamo! wybuchnął Marek, zrywając się nagle. Gdzie ty byłaś, gdy to się stało? Weronika mówi, że stałaś obok niej!
Elżbieta dotknęła jego ramienia fałszywie czułym gestem:
Synu, byłam na górze, na piętrze. Widziałam tylko, jak spadła Wszystko wydarzyło się tak szybko. Boże, gdybym tylko zdążyła ją złapać!
Łzy spływały po jej policzkach, ale Marek nie był już pewien, czy może jej wierzyć. W jego zaufaniu pojawiła się głęboka rysa.
**Wieści z sali operacyjnej**
Po godzinach napięcia drzwi sali otworzyły się. Doktor Nowak, z twarzą pooraną zmęczeniem, podszedł do Marka.
Panie Kowalski, pańska żona żyje. To była ciężka walka, ale udało nam się ustabilizować jej stan. Jednak dziecko
Słowa utknęły mu w gardle, a Marek zrozumiał bez potrzeby tłumaczenia. Jego świat runął. Zachwiał się i oparł o ścianę, łzy płynąc bez opamiętania.
Doktorze chcę ją zobaczyć.
Wkrótce zostanie przeniesiona na oddział. Musi odpocząć. Ale muszę panu powiedzieć, że zauważyliśmy ślady na jej klatce piersiowej i ramionach. Nie wyglądają na spowodowane samym upadkiem. Będę musiał zgłosić to władzom.
Elżbieta, która podsłuchała rozmowę, zastygła na moment. Potem otrząsnęła się i objęła syna, próbując zdominować go fałszywą czułością:
Nie słuchaj ich, kochanie. Wiesz, jak szybko rodzą się plotki. Potrzebujesz teraz tylko spokoju.
**Przebudzenie Kingi**
Po kilku godzinach Kinga otworzyła oczy. Była blada, ledwo mogła oddychać. Marek pocałował jej dłoń, starając się powstrzymać łzy.
Kinga moja miłości jesteś ze mną.
Spojrzała na niego długo, a potem jej oczy wypełniły się łzami. Spróbował



