– Jurek, czy ty siebie słyszysz? Mam teraz chodzić w ciąży po czterdziestce, żeby naprawić błędy two…

Jurek, czy ty siebie słyszysz? To znaczy, mam chodzić z brzuchem w wieku czterdziestu lat tylko po to, żeby naprawiać twoje błędy z młodości?

A dlaczego akurat ja mam płacić za to, że tobie bardziej podobało się w twoim garażu niż z własnym synem? ze szczerym zdziwieniem dopytywała się Grażyna.

Graża, daj spokój! naciskał Jerzy. Byłem głupi, nie doceniałem, nie rozumiałem, co tracę. Teraz już wszystko stracone, Staś nawet nie uważa mnie za ojca!

I w czym on nie ma racji? Grażyna gorzko się uśmiechnęła. Siedemnaście lat żył nie z ojcem, tylko z współlokatorem w pokoju. Myślałeś, że dziecko można wyłączyć i włączyć jak telewizor, gdy najdzie ochota pobawić się w tatusia?

Jerzy spochmurniał i nastroszył brwi. W jego spojrzeniu pojawiło się to znajome rozdrażnienie, które Grażyna widywała zawsze, kiedy chodziło o jego ojcowskie obowiązki.

Grażka, dość już! To stare dzieje. Daj mi jeszcze jedną szansę uparcie naciskał.

Żebyś się znowu pobawił i potem wszystko zostawił na mojej głowie, a kolejne dziecko rosło bez ojca? Grażyna skrzyżowała ręce na piersi. Dziękuję, wystarczy mi już jedno takie przeżycie! Nie, Jurek, nawet nie podejmuję tematu.

Jego twarz wykrzywił grymas obrazy oraz gniewu. Nie potrafił znaleźć odpowiedzi, więc tylko sapnął i schował się w telefonie.

Kłótnię można było uznać za zakończoną. Na razie. Ale problem pozostał mglisty i ciężki, ciążył Grażynie na sercu o wiele mocniej, niż same żądania męża. Chodziło jej przede wszystkim o syna, Stasia.

Grażyna miała dwadzieścia trzy lata, gdy urodził się Staś. Pamiętała dobrze, jak zmęczona i szczęśliwa stała przed szpitalem, trzymając zawiniątko w białym kocyku.

Jerzy nachylał się nad nimi jak jastrząb, śmiejąc się z radości, co chwilę poprawiał kocyk, całował Grażynę w czoło, czasem brał synka na ręce z niemal nabożnością.

Całkiem jak ja! Nawet dołeczek na brodzie się zgadza zachwycał się z iskrą w oku. Teraz naprawdę zostałem ojcem, Graża!

Dopiero teraz to do mnie dociera. Wszystko dla niego zrobię, ze wszystkim mu pomogę! Będę z nim chodził na spacery, przewijał go, uczył grać w piłkę Najlepszym ojcem na świecie będę zobaczysz!

Grażyna patrzyła na niego z tym samym blaskiem w oczach, ufając każdemu słowu. Wydawało jej się wtedy, że będą mieli idealną rodzinę, pełną miłości, troski i wspólnych radości.

Rzeczywistość okazała się jednak, jak to często bywa, dużo bardziej prozaiczna i surowa

Głęboka noc. Ona z podkrążonymi oczami krąży po pokoju i kołysze na rękach płaczącego od kolek niemowlaka już trzeci raz tej nocy. Jerzy zły odwraca się na drugi bok, nakrywając głowę kołdrą.

Ogarnij go wreszcie! syczy cicho. Jutro muszę wcześnie wstać do roboty!

Grażyna musiała wychodzić do drugiego pokoju, ze łzami bezsilności. Dziecko płakało, rozdzierając ciszę, ale ona nie miała wyboru. Zamykając drzwi, godzinami usypiała Stasia sama, by pozwolić mężowi się wyspać.

W weekendy, wykończona brakiem snu prosiła:
Jurek, może pospacerowałbyś z nim choć dwie godzinki? Już naprawdę padam na twarz

Graża, może później? Teraz nie mogę, mam swoje sprawy. Chłopaki przyprowadzą mi samochód do naprawy.

Ale ja już nie daję rady

Dasz radę, przecież jesteś silna! Odpoczniesz później, ja potem pomogę.

Drzwi zamykały się za nim, zostawiając ją samą z jej siłą i codziennym obowiązkiem. A to potem nigdy nie przychodziło.

Czas mijał, Staś dorastał. Grażyna starała się, by ojciec jakoś uczestniczył w życiu syna. Kiedy Jerzy rozparty w fotelu oglądał mecz, podchodziła z różowawym maluchem wyciągającym rączki:

Weź go, pobaw się chwilę prosiła, już nawet nie dla siebie, a by rodzina była bliżej.

Jerzy brał syna niechętnie, jakby to był podejrzany pakunek trzymał w wyciągniętych przed siebie rękach, patrząc na telewizor przez głowę dziecka. Po chwili sadzał go na podłodze, wracając do meczu.

Teraz Stasiu miał już pięć lat. Siedział na dywanie i budował zamek z klocków, gdy Jerzy przechodził obok do kanapy.

Nie zwracał uwagi na syna, a Staś nawet nie podnosił głowy zdążył się już przyzwyczaić do nieobecności ojca.

Jerzego nie można było nazwać kompletnie złym mężem przynosił do domu pieniądze, czasem pomagał w kuchni albo przy sprzątaniu.

Ale dzieciństwo syna przegapił. Czy dziwić się, że dziś Staś, dorosły już mężczyzna, nie widział w nim ojca?

Stasiu, jak ci w szkole? zaczął w końcu pytać Jerzy.

Ee dobrze. Wszystko w porządku odpowiadał niezręcznie syn.

Z ocenami chyba dobrze? Gdybyś czegoś nie wiedział, powiedz, podpowiem ci. Szkoła to ważna sprawa.

Nie chcę, żeby mój syn był zamiataczem ulic!

Nie, tato, naprawdę, jest okej najszybciej jak mógł, uciekł do swojego pokoju.

Na weekendzie możemy iść na ryby, jak chcesz! krzyczał za nim Jerzy.

Staś już się nie odzywał. Tylko Grażyna wiedziała, że dziś jest szkolna dyskoteka, że syn zaprosił dziewczynę, która mu się podoba, i ona się nie zgodziła. I że łowienie ryb zupełnie go nie interesuje.

Było jasne, że pociąg odjechał. Staś nie był już tym małym, czekającym na ojca chłopcem. Dzieciństwo, które Jerzy chciał nadrobić, dawno się skończyło.

Kiedy to zrozumiał, zapragnął czystej kartki kolejnego dziecka. Grażyna, pamiętająca każdą nieprzespaną noc, była temu kategorycznie przeciwna.

Niedługo potem do konfliktu wtrącili się krewni.

Córeczko, wszystko wiem, Jureczek mi mówił. Posłuchaj matki, zdecyduj się na drugie. Jurek się zmienił, dojrzał! Nie odbieraj mu szansy. To takie szczęście znów wychowywać maluszka!

Teściowa również nie została obojętna.

Grażynko, jeżeli się nie zdecydujesz, możesz go stracić mówiła. Twój mąż o tym marzy Nie zgodzisz się ty, zgodzi się inna. A tobie to się nawet opłaca przemyśl przyszłość. Syn pierwszy lada chwila wyfrunie z gniazda. Drugie dziecko scementuje małżeństwo, będziecie mieć wsparcie na starość.

Grażynę bolało to podwójnie, gdy słyszała to od innych kobiet. Jakby jej życie i ciało były tylko przedmiotem jakiegoś paktu.

Wszyscy widzieli w niej tylko matkę i żonę, nie zmęczoną kobietę, która raz już przeszła to wszystko i dobrze wiedziała, czym to się skończy.

Wtedy, z rozpaczy, narodził się w jej głowie plan może dziwaczny, lecz w pełni przekonujący. W schowku znalazła dawno zapomniane pudełko z rzeczami Stasia i wykopała starego, ale nadal działającego tamagotchi.

Mała elektroniczna zwierzyna, którą trzeba było karmić, czyścić i zajmować się nią non stop. Gdy Jerzy wrócił z pracy, Grażyna wręczyła mu plastikowe jajeczko z mikroskopijnym szarym ekranem.

Co to jest? zapytał zdumiony, spoglądając na prezent.

Okres próbny. Przynajmniej jedną dziesiątą tego, co czeka cię z żywym dzieckiem. Trzeba karmić, opiekować się, sprzątać. Wystarczy klikać guziki, a jak coś pominiesz, zabawka głośno da znać. Jeżeli po roku Twój tamagotchi będzie żywy zastanowię się nad kolejnym dzieckiem.

Jerzy spojrzał zdziwiony, potem parsknął śmiechem, myśląc, że to żart. Ale kiedy zauważył, że Grażyna jest śmiertelnie poważna śmiech zmienił się w irytację.

Mówisz poważnie? Porównujesz żywe dziecko do tego elektronicznego czegoś?

Zacznij od tego. Jak sobie nie poradzisz nawet z zabawką, to nie masz co marzyć o dziecku.

Mąż wzruszył ramionami, wrzucił sprzęt do kieszeni.

Pierwsze trzy dni cierpliwie wstawał w nocy, by nakarmić wirtualnego pupilka. Piątego dnia zaczął się denerwować, ale nie przestawał. Po tygodniu skarżył się, że przez brak snu nie daje rady w pracy.

Ósmego dnia, wróciwszy, rzucił tamagotchi na stół. Na ekranie wyświetlał się znaczący krzyżyk nie dał rady.

Zapomniałem nakarmić. W pracy urwanie głowy powiedział krótko, unikając jej wzroku.

Od tego momentu awantury i kłótnie nie ustały, ale przygasły. Niezrozumienie i żale pozostały, lecz Jerzy już tak uporczywie nie zadręczał Grażyny kolejnymi prośbami.

Minęły trzy lata, życie samo poukładało wszystko na nowo. Staś, już student, przyprowadził do domu swoją dziewczynę, a niedługo potem ogłosili, że spodziewają się dziecka.

Jerzy znów się zmienił. Entuzjastycznie wypatrywał nowej roli dziadka. Z pieniędzy odłożonych przez lata kupił wózek, nakupił pajacyków, zabawek z malutkimi częściami i przyrzekał, że będzie najlepszym dziadkiem na świecie. Że pomoże, posiedzi, pójdzie na spacer.

Grażyna patrzyła na to wszystko z dystansem i rezerwą.

Gdy przyszedł na świat wnuczek, historia się powtórzyła. Przez pierwsze tygodnie Jerzy był bardzo pomocny, tulił wnuka, robił zdjęcia. Ale po początkowej euforii jego zapał wyparował.

Nalegał, by młodzi zamieszkali oddzielnie, a kontakty ograniczyły się do sporadycznych, zapowiedzianych wizyt w weekendy, kiedy dziecko było wykąpane, nakarmione i zadowolone.

Jeśli tylko coś poszło nie po jego myśli nagły telefon z pracy, pilna sprawa, pomoc u matki na działce.

Grażyna wtedy siadała i patrzyła na syna, na zmęczoną synową, i miała pewność, że podjęła słuszną decyzję.

Staś wyrósł na wrażliwego i odpowiedzialnego mężczyznę, który nie zostawiał żony samej z problemami. A Jerzy pozostał tym, kim zawsze był człowiekiem zakochanym w idei ojcostwa, nigdy w jego istocie.

Napiszcie w komentarzach, co o tym sądzicie? Czy żona postąpiła słusznie? Zostawcie swoje przemyślenia i dajcie lajka!

Rate article
Fajna Tajna
– Jurek, czy ty siebie słyszysz? Mam teraz chodzić w ciąży po czterdziestce, żeby naprawić błędy two…