Małgorzata zaszła w ciążę. Jej mąż, Wojciech, przez cały ten czas nie odstępował żony na krok. Spełniał każde jej życzenie i kaprys. Wreszcie nadszedł ten moment i Wojciech zawiózł Małgorzatę do szpitala. Gdy na świat przyszła zdrowa córeczka, odetchnął z ulgą. Szczęśliwy i dumny świeżo upieczony tata pojechał do domu, by odpocząć. Następnego dnia wrócił, aby odwiedzić żonę z córką. Pańskiej żony tu nie ma usłyszał nagle. To niemożliwe! nie chciał wierzyć Wojciech. Może wyszła gdzieś? Niech pan jej poszuka! Nie, odeszła. Proszę, zostawiła list powiedziała pielęgniarka, podając złożoną kartkę. Wojciech rozwinął ją i zbladł po przeczytaniu.
Kierownik działu sprzedaży Wojciech nie był żonaty, więc gdy zobaczył młodą i piękną Małgorzatę, od razu się zakochał. Pierwszego dnia pracy podeszła do jego zespołu, a on natychmiast się do niej zbliżył.
Dzień dobry, koleżanko powiedział z tak ciepłym uśmiechem, że wzrok Małgorzaty mimowolnie zatrzymał się na nim.
Dzień dobry odpowiedziała miękkim głosem i uśmiechnęła się w odpowiedzi.
Więc zabierasz się do obowiązków. Wprowadzi cię Kasia, nasza starsza koleżanka. Spojrzał w jej stronę. Zapoznaj się z instrukcją. Powodzenia, mam nadzieję, że się dogadamy.
Koleżanki, głównie kobiety, przyglądały się z zainteresowaniem swojemu szefowi, a gdy wyszedł, Kasia szepnęła do Ewy:
Od kiedy nasz Wojtek tak interesuje się nowymi pracownikami? obie się zaśmiały.
Małgorzata początkowo się przyglądała. W końcu nowy zespół. Zachowywała się nie tyle skromnie, co cicho, obserwując otoczenie.
Miała zaledwie dwadzieścia dwa lata, ale już od siedemnastego roku życia rozbiła kilka rodzin.
Nawet w technikum zdołała związać się z wykładowcą znacznie starszym od siebie, ale ten pierwszy oprzytomniał i zerwał kontakt, gdy plotki dotarły do jego żony.
Minęło trochę czasu, aż Wojciech pewnego dnia zaproponował jej kawę po pracy.
Czemu nie, jesteś moim szefem, a z szefem zawsze warto mieć dobre relacje uśmiechnęła się.
Uśmiechała się tak słodko i niewinnie, że początkowo pomyślał, iż żartuje. Ale ucieszył się, że się zgodziła. Wojciech miał trzydzieści lat, nigdy nie był żonaty, miał wprawdzie związki, ale nigdy nie doszło do poważnego kroku. Dlatego ten romans potoczył się szybko zakochał się, spotykali się, aż w końcu wszyscy koledzy ze zdumieniem usłyszeli, że zaprasza ich na swój ślub z Małgorzatą.
Spełniał każde jej zachcianki bez słowa sprzeciwu. Zaakceptował nawet jej warunek.
Żadnych dzieci na razie nie planujemy. Chcę jeszcze pożyć dla siebie. Kiedy będę gotowa na macierzyństwo, dam ci znać. Tymczasem, kochanie, żadnych pieluch i śpioszków.
Wojciech sądził, że z czasem żona zrozumie, że rodzina bez dzieci to nie rodzina. Czas mijał, ale Małgorzata nie zamierzała rodzić, a gdy próbował poruszyć temat, ostro go ucinała.
Kochanie, od razu ci powiedziałam, a ty się zgodziłeś. Nie dręcz mnie tym tematem. Nie jestem jeszcze gotowa.
Minęło jeszcze trochę czasu, aż pewnego dnia mąż zobaczył, jak żona, smutna, wychodzi z łazienki z testem ciążowym w ręku.
Małgosiu, jesteś w ciąży?!
Skinęła głową.
A on z radości poderwał ją w górę, a ona rozpłakała się.
Nie chcę rodzić, nie chcę być gruba. Musisz coś z tym zrobić.
Ale on trzymał ją w ramionach i całował mokre od łez policzki.
Nie złość się i nie płacz, to szczęście. Jak bardzo cię kocham, Małgosiu. Będziemy mieli dziecko!
Lecz Małgorzata była zdeterminowana poszła do lekarza, by przerwać ciążę. Wojciech jednak zdążył przybiec do szpitala na czas, zanim weszła do gabinetu. Z kłótnią wyprowadził ją na zewnątrz.
Błagam cię, Małgosiu! Nie rób tego, niech nasze dziecko się urodzi. Będę ci we wszystkim pomagał. Obiecuję!
Żona zgodziła się, pod warunkiem, że nie będzie zmieniała pieluch ani nie wstawała w nocy do dziecka. Przez całą ciążę mąż nie odstępował jej na krok, spełniając wszystkie zachcianki. Wreszcie nadszedł ten moment Wojciech zawiózł ją do szpitala. Dopiero gdy na świat przyszła zdrowa córeczka, odetchnął z ulgą.
Szczęśliwy i dumny świeżo upieczony tata pojechał do domu odpocząć. Następnego dnia, gdy wrócił do szpitala, by odwiedzić żonę z córką, usłyszał:
Pańskiej żony tu nie ma. Uciekła, zostawiając dziecko.
To niemożliwe! nie chciał wierzyć Wojciech. Może wyszła gdzieś? Niech ją pani poszuka!
Nie, odeszła. Proszę, zostawiła list pielęgniarka podała mu złożoną kartkę.
Wojciech rozwinął ją i zbladł.
Były tam tylko trzy słowa: Nie szukaj mnie
Nie pojawiła się ani w pracy, ani w domu. Nie odbierała telefonów, zmieniła numer. Dopiero po półtora miesiąca zadzwoniła do Wojciecha.
Spakuj moje rzeczy. Przyjedzie po nie mój Artur. O rozwód możesz sam wnosić, i tak nie przyjdę.
Nawet nie wspomniała o córce nie była jej potrzebna, tak jak i Wojciech. Tak został dla małej Alicji jednocześnie ojcem i matką. Na szczęście niedaleko mieszkała jego mama, która pomagała w opiece
Gdy zadzwonił telefon, Sylwia odebrała. Dzwoniła wychowawczyni jej syna, Katarzyna Nowak. Paweł chodził do drugiej klasy.
Proszę natychmiast przyjść do szkoły! Pański syn narozrabiał! rzuciła i odłożyła słuchawkę, nie wdając się w szczegóły.
Sylwia chwyciła torbę, zwolniła się z pracy i pobiegła do szkoły.
Co mógł zrobić Paweł? Przecież to spokojne dziecko, nigdy nie sprawia problemów myślała w biegu.
Jej Paweł urodził się wbrew wszystkim prognozom lekarzy. Mąż, Tomasz, przed ślubem uczciwie ją ostrzegł, że nie może mieć dzieci, a nawet miał zaświadczenie. To był jego trzeci związek.
Może lekarze się mylą? Jest jakiś procent szans zgodziła



