— Jeszcze raz nazwiesz mój obiad pomyjami, to będziesz jadła na dworze! — warknęła Jana do teściowej

“Jeszcze raz nazwiesz mój obiad śmieciami, to będziesz jadła na ulicy!” powiedziała Kasia do swojej teściowej.

Spojrzała na zegarek wpół do siódmej. Wojtek wróci z pracy za pół godziny, a Lidia Januszewska już siedzi w salonie, przewraca strony gazety i co jakiś czas rzuca niezadowolone spojrzenia w stronę kuchni. Jesienne zmierzchy spowijały miasto, a w mieszkaniu robiło się chłodno.

Kasia włączyła palnik i postawiła patelnię. Dziś robiła kotlety z kurczaka z kaszą gryczaną i sałatkę ze świeżych warzyw nic wykwintnego, ale sycąco i smacznie. W ciągu pięciu lat małżeństwa nauczyła się gotować szybko i solidnie, bo po pracy w salonie kosmetycznym nie było czasu na kulinarne arcydzieła.

Znowu coś smażysz dobiegło z salonu. Całe mieszkanie śmierdzi.

Kasia w milczeniu przewracała kotlety. Lidia Januszewska wprowadziła się do nich pół roku temu, po tym jak sprzedała swoje mieszkanie na obrzeżach. Oficjalnie żeby pomóc w spłacie kredytu, ale w rzeczywistości teściowa nie dała ani grosza, tylko wydała pieniądze na wyjazd do sanatorium i nowe meble do swojego pokoju.

W drzwiach zaskrzypiał klucz i do przedpokoju wszedł Wojtek. Pracował jako inżynier w fabryce, wracał zawsze zmęczony, ale w dobrym humorze.

Cześć, kochanie pocałował Kasię w policzek. Jak leci? Świetnie pachnie.

Kolacja prawie gotowa uśmiechnęła się do męża. Idź się umyj, zaraz podam.

Wojtek poszedł do łazienki, a Lidia Januszewska pojawiła się w kuchni. Teściowa była wysoką kobietą z krótką fryzurą i nawykiem mówienia tego, co myśli, nie przejmując się uczuciami innych.

Wojtek powinien jeść porządnie, a nie jakieś dziadostwo pokręciła głową, patrząc na patelnię. Mężczyzna ciężko pracuje, a ty karmisz go byle czym.

Kasia rozstawiła talerze na stole. Serwetki, sztućce, chleb wszystko jak zawsze. Przez pół roku wspólnego życia takich komentarzy nazbierało się tyle, że nauczyła się je ignorować.

Mamo, co ty mówisz Wojtek wyszedł z łazienki i usiadł przy stole. Kasia świetnie gotuje.

Tak ci się wydaje, bo nie wiesz, jak powinna gotować prawdziwa gospodyni Lidia usiadła na swoim miejscu. Moja teściowa, niech spoczywa w pokoju, potrafiła nakarmić dziesięć osób jednym rosołem. A ta…

Kasia podała kotlety z kaszą. Wojtek wziął widelec i spróbował.

Pyszne, dzięki.

Lidia Januszewska dokładnie obejrzała swoją porcję, odcięła mały kawałek kotleta, przeżuła i skrzywiła się.

Co za śmieci!

Słowa zawisły w powietrzu. Kasia zastygła z miską sałatki w rękach, wpatrzona w teściową. Brwi się ściągnęły, oczy zwęziły. Lidia Januszewska dalej przeżuwała, ignorując reakcję synowej.

Wojtek odłożył widelec i zmieszany patrzył to na żonę, to na matkę. W mieszkaniu zrobiło się tak cicho, że słychać było tykanie zegara na ścianie.

Kasia powoli postawiła miskę na stole. Wstała, zabrała swój talerz i talerz męża, nawet nie tknąwszy jedzenia. Zaniosła je do zlewu i postawiła w misce. Potem wróciła po sałatkę i chleb.

Kas

Rate article
Fajna Tajna
— Jeszcze raz nazwiesz mój obiad pomyjami, to będziesz jadła na dworze! — warknęła Jana do teściowej