Katarzyna z trudem wracała do swojego mieszkania po pracy, do tych pustych pokoi. Od razu włączała telewizor, podgłaśniała, próbując sobie wyobrazić, że ktoś w domu jest. Choć córka Weronika już wyszła za mąż. A mąż mąż Marek porzucił ją dla młodszej.
Katarzyna wciąż nie mogła uwierzyć, że Marek ją zdradził. Dwadzieścia cztery lata żyli w zgodzie, bez kłótni i awantur. Marzyli nawet, że dwudziestopięciolecie małżeństwa spędzą w restauracji w końcu to srebrne gody. Ale nie było im to dane, wszystkie plany legły w gruzach.
Mamo, nigdy bym nie pomyślała, że tata mógł tak postąpić płakała Weronika. Jestem na niego zła i nie zamierzam z nim rozmawiać.
Córeczko, tak nie można. Tata odszedł ode mnie, nie od ciebie. Jesteś jego córką, a on cię kocha. Nie zrywaj z nim kontaktu przekonywała ją Katarzyna.
Nie chciała nastawiać córki przeciwko ojcu, winę widziała w sobie.
Może za mało kochałam, za mało dbałam? Może powinnam była bardziej skupić się na rodzinie, a nie na karierze?
Marek zainteresował się młodą dziewczyną, którą poznał w kawiarni, gdy po pracy siedział z kolegami i sączył piwo. Spotkał wzrok dziewczyny, która patrzyła mu prosto w oczy ślicznej, z piwnymi oczami, w których skrzyły się wesołe iskierki. Jej spojrzenie jakoś utkwiło mu w pamięci, podszedł i przedstawił się. Alicja nie miała nic przeciwko, i jakoś szybko znalazł się w jej wynajętym mieszkaniu. Potem wszystko potoczyło się szybko zakochał się.
Nie mógł długo oszukiwać żony, ona i tak już się domyślała. Doszło do trudnej rozmowy. Marek przyznał się szczerze.
Kasia, zakochałem się. Wiem, że cię skrzywdziłem, ale nie chcę cię dłużej okłamywać.
Katarzyna wróciła z pracy, przebrała się, gdy zadzwonił telefon. Dzwoniła jej siostra, Ewa.
Cześć, Kasia, już w domu? Mam do ciebie sprawę, zaraz przyjdę.
Jestem, czekam ucieszyła się Katarzyna, w końcu nie będzie musiała spędzać wieczoru sama.
Ewa przyszła, jak zawsze głośna, z dwoma pełnymi torbami. Objęły się, a siostra zaczęła wyciągać zakupy pyszne wędliny, butelkę wina. Katarzyna patrzyła na nią, nie rozumiejąc, po co ta uczta.
Ewka, do czego te przygotowania? Co świętujemy?
Ach, Kasiu, co za świętowanie? Wręcz przeciwnie moja Ola jest w ciąży. Ta idiotka, nawet osiemnastu lat nie skończyła!
Naprawdę? zdziwiła się Katarzyna. No, osiemnastkę ma za trzy miesiące, jeśli dobrze pamiętam.
Właśnie! Za trzy, a już jest w zaawansowanej ciąży, nawet nie można przerwać. Wychowujesz, chronisz, a ona nawet dobrze wyjść za mąż nie potrafi. Ten chłopak, z którym ostatnio się spotykała, odmówił, zostawił ją. A ona nie chce dziecka, i mi też to niepotrzebne mówiła ostro Ewa, nalewając wino do kieliszków.
Katarzyna słuchała z lekkim przerażeniem.
No dobrze, Kasiu, wypijmy trochę, trzeba się odstresować. Już nie mam siły myśleć, mózg mi się gotuje. Ola nawet sama nie wie, od kogo, bo latała po klubach, wracała nad ranem. Nic dziwnego, że ten chłopak się wycofał.
Ewa wychyliła niemal cały kieliszek, Katarzyna zrobiła tylko dwa łyki.
Wiesz, co my z Olą postanowiłyśmy? zaczęła znowu siostra. Właśnie dlatego przyszłam się z tobą skonsultować, w końcu jesteś starsza. Kiedy Ola urodzi, zrezygnujemy z dziecka, zostawimy w szpitalu. Boję się tylko, że potem mogą być problemy, gdy ten dzieciak dorośnie i zechce odnaleźć matkę. Będzie czegoś żądać, rościć pretensje
Katarzyna patrzyła na siostrę szeroko otwartymi oczami, w końcu powiedziała:
Ewa, czy ty masz rozum? Jak mogłaś wpaść na taki pomysł? No, twoja córka, jeszcze niedojrzała, ale ty? To twoja krew!
Och, Kasiu, nie moralizuj. Wiesz, że nie jestem taka zasadnicza jak ty. Nie potrzebujemy tego dziecka. Ola musi skończyć technikum, a nie siedzieć z bachorem. I nie jest z tych, co to poświęcają się dla dzieciaka rzuci mi go na głowę i tyle. A ja? Ja też chcę żyć!
Katarzyna milczała, zastanawiając się.
Jak długi jest ten ciążowy termin? Robiłyście USG?
Robiłyśmy, będzie dziewczynka. Pewnie taka sama jak jej matka odparła szorstko Ewa, zaciągając się papierosem.
Ewka, oddajcie mi tę dziewczynkę, gdy się urodzi. Proszę, nie zostawiajcie jej w szpitalu. Mam mieszkanie, dobrą pracę, przyzwoitą pensję.
A po co ci to? prychnęła siostra. A jak dorośnie, to jej wszystko powiesz?
Nie, Ewuniu, przysięgam, że nic nie powiem. To będzie moja córka. Nigdy się nie dowie, chyba że ty sama się wygadasz.
Długo przekonywała Katarzyna siostrę, ale w końcu się udało. Pojawił się jednak inny problem. By adoptować dziewczynkę, potrzebna była pełna rodzina, a Marek wyprowadził się, choć formalnie jeszcze byli małżeństwem. Żadne z nich nie zajmowało się rozwodem. Katarzyna zastanawiała się, jak rozwiązać tę sytuację. Nie chciała zwracać się do Marka, myślała, że nie zgodzi się w końcu miał już nową rodzinę.
Ola urodziła zdrową dziewczynkę. Od razu podpisała dokumenty, nawet nie spojrzawszy na dziecko. A Katarzyna zaczęła załatwiać formalności związane z opieką. Pomogła jej dawna przyjaciółka, która pracowała w odpowiednim urzędzie. Udało się uzyskać opiekę nad dziewczynką, którą Katarzyna nazwała Zosia.
Gdy wreszcie zabrała Zosię ze szpitala, wzięła urlop, nie chcąc rezygnować z pracy zarabiała zbyt dobrze, a stanowisko kierowniczki też było ważne. Zadzwoniła do matki. Anna mieszkała niedaleko, sama, od dwóch lat, odkąd pochowała męża, ojca Katarzyny i Ewy. Wcześniej pracowała jako pielęgniarka.
Mamo, cześć, muszę pilnie z tobą porozmawiać.
Dobrze, córko, jeśli pilnie, to zaraz przyjdę
Gdy Anna zobaczyła w łóżeczku noworodka, osłupiała.
Córko



