Jeszcze jeden wspólny rok życia… Ostatnio Arkadiusz Iwanowicz w ogóle nie wychodził sam na ulicę. Przestał od tamtego dnia, gdy wyszedł do przychodni, zapomniał gdzie mieszka i jak się nazywa. Powędrował wtedy zupełnie w inną stronę, długo krążył po osiedlu, aż jego wzrok zatrzymał się na bardzo znajomym budynku – okazało się, że to była fabryka zegarków, gdzie Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat. Patrzył na budynek i czuł, że go zna, ale nie pamiętał dlaczego, jak i kim jest, dopóki ktoś nie podszedł i nie klepnął go po ramieniu, – Iwan! Panie Arkadiuszu, co Pan tu robi? Tęsknił Pan? Ostatnio wspominaliśmy Pana na zakładzie, jaki był z Pana majster i nauczyciel. Arkadiuszu, nie poznajesz mnie? To ja, Jurek Akul, to dzięki Tobie jestem dziś tym, kim jestem! Nagle w głowie Arkadiusza coś zaskoczyło, wspomnienia wróciły, i poczuł ogromną ulgę… Jurek ucieszył się, przytulił dawnego mistrza: – Poznał Pan? Wąsy zgoliłem, to i wyglądam inaczej. Panie Arkadiuszu, wpadnie Pan do nas? Chętnie Pana zobaczą chłopaki! – Może innym razem, Jurku, zmęczony jestem – wyznał Arkadiusz. – Ale ja mam tu auto, podwiozę Pana, adres pamiętam! – ucieszył się Jurek. Podwiózł go do domu, a od tamtej pory pani Natalia już nigdy nie puszczała męża samego, choć jego pamięć znów była w porządku. Od tamtej pory chodzili wszędzie razem – do parku, przychodni, sklepu. Ale pewnego razu Arkadiusz zachorował, dostał gorączki i silnego kaszlu. Żona pobiegła sama do apteki i sklepu – chociaż sama czuła się słabo. Kupiła lekarstwa i trochę produktów, ale dziwna słabość ją ogarnęła, brak tchu. Wydało jej się, że torba z zakupami waży niewyobrażalnie dużo. Stanęła, odpoczęła, a potem ruszyła dalej do domu. Zrobiła jeszcze kilka kroków, znowu się zatrzymała. Postawiła ciężką torbę na świeżym śniegu i nagle miękko osiadła na ścieżce do domu. Ostatnia myśl: po co tyle kupiłam, zupełnie rozum straciłam! Szczęście, że sąsiadki wyszły z klatki, zobaczyły starszą kobietę na śniegu, podbiegły, wezwały karetkę… Natalia została zabrana do szpitala, a sąsiadki zabrały jej torbę z lekami i produktami, wróciły i zaczęły pukać do jej drzwi. – Pewnie mąż, Arkadiusz, został w domu, może choruje, od paru dni go nie widziałam – domyślała się Nina Michajłowna – Pewnie śpi, Natalia mówiła, że on też często się źle czuje, ech, starość nie radość, potem zajrzę… Arkadiusz słyszał dzwonek, ale kaszel dusił, chciał wstać, lecz słabość i gorączka zakręciły mu w głowie, prawie się przewrócił… Kaszel ucichł, znużony zapadł w dziwny sen na jawie – gdzie jest Natalka, czemu tak długo nie wraca? Leżał długo w półśnie, aż usłyszał delikatne kroki. Nagle podeszła do niego żona, Natalka, jak dobrze że wróciła! – Arkadiuszu, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, chodź – wołała żona. Ujął jej zimną, słabą dłoń. – A teraz otwórz drzwi, akurat teraz – wyszeptała Natalia. – Po co? – zdziwił się, ale spełnił prośbę, a do mieszkania weszła sąsiadka Nina Michajłowna i Jurek, młody kolega z pracy: – Iwan, czemu nie otwierasz, dzwoniliśmy, pukaliśmy! – Natalka? Przecież przed chwilą tutaj była? – wyszeptał Arkadiusz, nie mogąc zrozumieć nagłego zniknięcia żony. – Przecież w szpitalu jest, w reanimacji – zdziwiła się Nina. – Chyba bredzi – domyślił się Jurek, i z trudem złapał gorączkującego Arkadiusza, zanim zemdlał… Wezwali karetkę, to był omdlały z gorączki… Po dwóch tygodniach Natalia wróciła ze szpitala. Jurek przywiózł ją autem, sąsiadka i on cały czas pomagali Arkadiuszowi, i też wydobrzał. Najważniejsze – są nadal razem. Gdy w końcu zostali sami, ledwie powstrzymywali łzy. – Dobrze, że są jeszcze dobrzy ludzie, Arkadiuszu, Nina to wspaniała kobieta, pamiętasz, jak jej dzieci po lekcjach wpadały do nas, obiady jadły, lekcje wspólnie robiliśmy, a potem Nina z pracy je zabierała? – Tak, ale nie każdy pamięta dobro, a ona nie skamieniała sercem, to takie miłe – zgodził się Arkadiusz. – A Jurek, kiedyś był jeszcze chłopcem, pomagałem mu stanąć na nogi. Młodzi szybko zapominają o starszych, a on, widzisz, nie zostawił mnie. – Za kilka dni Nowy Rok, Arkadiuszu, jak dobrze, że znowu jesteśmy razem – przytuliła się Natalia. – Natalka, powiedz mi, jak to się stało, że przyszłaś do mnie z tego szpitala i zmusiłaś mnie otworzyć drzwi moim wybawcom? Bez ciebie bym tu zginął – odważył się zapytać Arkadiusz. Bał się, że żona uzna jego słowa za brednie, ale Natalia zdziwiona spojrzała: – To naprawdę się wydarzyło? Powiedzieli mi, że miałam śmierć kliniczną, a w tym czasie, jakbym we śnie do ciebie przyszła? Pamiętam, jak leżałam w reanimacji, a potem z niej wyszłam i poszłam do ciebie… – Cuda jakieś na starość, a ja kocham cię jak dawniej, nawet jeszcze mocniej – Arkadiusz ujął jej ręce, długo siedzieli w ciszy, patrząc sobie w oczy, jakby bali się, że coś znowu ich rozdzieli… Wieczorem przed samym Nowym Rokiem wpadł Jurek z podarunkami – żona nagotowała pączków. Wkrótce wpadła też Nina, wspólnie pili herbatę z pączkami, serca im się ogrzały. Nowy Rok Natalia i Arkadiusz powitali we dwoje. – Wiesz, wymarzyłam sobie, że jak ten Nowy Rok razem powitamy, to i cały nowy rok będzie nasz. Jeszcze trochę pożyjemy – powiedziała Natalia. Oboje roześmieli się z tej radosnej myśli. Jeszcze jeden wspólny rok życia, to tak wiele – to prawdziwe szczęście.

Jeszcze cały rok razem

Ostatnio Arkadiusz Lewandowski sam na ulicę nie wychodzi.
Nie wychodzi od tego dnia, gdy poszedł do przychodni i nagle zapomniał, gdzie mieszka i jak się nazywa.
Szedł w zupełnie inną stronę, długo krążył po osiedlu, aż jego wzrok zatrzymał się na bardzo dobrze znanym budynku. Jak się później okazało, to była Fabryka Zegarków, gdzie Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat.
Wpatrywał się w ten budynek, wiedział, że go zna. Ale dlaczego, kim jest, nie mógł sobie przypomnieć, dopóki ktoś nie położył mu ręki na ramieniu, podchodząc cicho od tyłu.

Lewandowski! Panie Arkadiuszu, przyszedł pan, zatęsknił? Ostatnio wspominaliśmy pana, jakim był pan mistrzem i nauczycielem. Arkadiuszu, nie poznał mnie pan? To ja, Jurek Woźniak, to pan, Lewandowski, zrobił ze mnie człowieka!

Nagle coś kliknęło w głowie Arkadiusza i pustka zniknęła, wszystko sobie przypomniał; dzięki Bogu…
Jurek uradowany objął starego mistrza.

Poznał pan? A to dlatego, że wąsy zgoliłem, teraz wyglądam inaczej. Panie Arkadiuszu, może wpadnie pan do nas, chłopaki się ucieszą?
Innym razem, Jurku, coś dziś jestem zmęczony przyznał Arkadiusz Lewandowski.
Mam auto niedaleko, podwiozę pana, pamiętam pana adres! ucieszył się Jurek.

Podwiózł go do domu, a od tamtej pory żona Arkadiusza, Halina Lewandowska, nie wypuszczała już męża nigdzie samego, choć z pamięcią miał już wszystko dobrze.
Od tej pory chodzili razem do parku, do lekarza i do sklepu.

Któregoś dnia Arkadiusz się rozchorował gorączka, suchy kaszel. Halina sama pobiegła do apteki i po zakupy, choć sama też czuła się nie najlepiej. Kupiła leki i trochę jedzenia, nie aż tak dużo. Ale ogarnęła ją dziwna słabość i zadyszka. Wydawało się jej, że torba z zakupami waży straszliwie dużo. Odpoczęła chwilę, po czym ruszyła dalej z trudnością.

Pokonała kilka metrów, znów musiała się zatrzymać. Położyła ciężką torbę na świeżym śniegu i sama osunęła się lekko na ścieżkę prowadzącą do bloku.
Ostatnia jej myśl była po co tyle rzeczy naraz kupiła, już rozum nie ten…

Na szczęście sąsiedzi wyszli z klatki, zobaczyli ją na śniegu, podbiegli i wezwali karetkę…
Halinę Lewandowską zabrano do szpitala, a sąsiedzi zanieśli torbę z lekami i zakupami pod jej drzwi.

Mąż jej, Arkadiusz, chyba został w domu, pewnie chory, nie widziałam go dwa dni powiedziała Nina Marczyk, Pewnie śpi, Halina wspominała, że on coraz częściej źle się czuje… ech, starość nie radość, może później zajrzę…

Arkadiusz Lewandowski słyszał dzwonek do drzwi.
Ale kaszel przeszkadzał mu oddychać, chciał wstać, ale od gorączki i osłabienia zakręciło mu się w głowie, prawie upadł…

Kaszel ucichł, a Arkadiusz zapadł w dziwny, półrealny sen. Gdzie jego Halina, czemu tak długo nie wraca?
Przebywał w tym stanie długo, aż usłyszał lekkie kroki. Podeszła do niego żona, jego Halina jak dobrze, że wróciła.

Arkadiuszu, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, wstawaj zachęcała Halina. Wstał, opierając się o jej dziwnie chłodną i słabą rękę.

Otwórz drzwi, prędko, otwórz szepnęła Halina.
Po co? zdziwił się Arkadiusz, ale skoro ona prosi, otworzył. W tej samej chwili weszła jego sąsiadka Nina Marczyk i Jurek, młodszy kolega z pracy,
Lewandowski, czemu pan nie otwiera, dzwoniliśmy i pukaliśmy?
Halina… a gdzie Halina, przecież była tu przed chwilą? wyszeptał Arkadiusz, próbując zrozumieć, gdzie zniknęła żona?
Przecież ona jest w szpitalu na intensywnej terapii zdziwiła się Nina.
On majaczy zauważył Jurek, i w ostatniej chwili złapał tracącego przytomność Arkadiusza…

Sąsiadka z Jurkiem wezwali karetkę, okazało się, że to był omdlenie przez wysoką gorączkę…
Dwa tygodnie później Halinę Lewandowską wypisano ze szpitala.

Jurek autem przywiózł ją do domu, razem z sąsiadką Niną opiekowali się przez ten czas Arkadiuszem, i on także powoli wracał do zdrowia.
Najważniejsze są znów razem.

Gdy Arkadiusz Lewandowski z żoną zostali wreszcie sami, oboje ledwo powstrzymywali łzy.
Dobrze, że są jeszcze życzliwi ludzie, Arkadiuszu, Nina to wspaniała kobieta, pamiętasz jak jej dzieci wpadały do nas po szkole, karmiliśmy je obiadem, pomagaliśmy w lekcjach, a potem Nina wracała z pracy i zabierała je do domu.
Tak, różnie ludzie pamiętają dobro, ale ona nie utraciła serca, to miłe zgodził się Arkadiusz.
I Jurek, taki był młody chłopak, byłem mu mentorem, pomogłem mu stanąć na nogi. Młodzi szybko zapominają o starszych, a on mnie nie porzucił.
Za kilka dni Sylwester, Arkadiuszu, jak dobrze, że znowu jesteśmy razem przytuliła się Halina do męża.

Halino, powiedz mi, jak to się stało, że przyszłaś do mnie ze szpitala i kazałaś mi otworzyć drzwi moim wybawcom? Bez ciebie bym tu nie przeżył w końcu odważył się zapytać Arkadiusz.

Bał się, że uzna, iż coś mu się dzieje w głowie, lecz Halina spojrzała na niego zaskoczona.

Czyżby to naprawdę się wydarzyło? Mówili mi, że miałam zatrzymanie krążenia, a ja wtedy, jakby we śnie, przyszłam do ciebie? Pamiętam to też, jak widziałam siebie na intensywnej terapii, potem wyszłam ze szpitala i poszłam do ciebie…

To dopiero cuda na starość, a ja kocham cię jak dawniej, a może nawet mocniej powiedział Arkadiusz, obejmując dłonie żony, i długo siedzieli w ciszy, patrząc na siebie.
Jakby bali się, że coś ich znowu rozdzieli

W sylwestrowy wieczór wpadł do nich Jurek, przyniósł smakołyki żona upiekła ciasta.
Zaraz zajrzała też Nina, piły razem herbatę z ciastem, wszyscy czuli się świetnie i ciepło na duszy.

Nowy Rok Halina i Arkadiusz Lewandowscy powitali we dwoje.
Wiesz, pomyślałam sobie, że jeśli zaczniemy ten Nowy Rok razem, to ten rok będzie nasz. Jeszcze trochę razem pożyjemy powiedziała Halina mężowi.
Oboje wybuchnęli śmiechem z radosnej myśli.

Jeszcze jeden cały rok razem to naprawdę dużo, to prawdziwe szczęście.

Rate article
Fajna Tajna
Jeszcze jeden wspólny rok życia… Ostatnio Arkadiusz Iwanowicz w ogóle nie wychodził sam na ulicę. Przestał od tamtego dnia, gdy wyszedł do przychodni, zapomniał gdzie mieszka i jak się nazywa. Powędrował wtedy zupełnie w inną stronę, długo krążył po osiedlu, aż jego wzrok zatrzymał się na bardzo znajomym budynku – okazało się, że to była fabryka zegarków, gdzie Arkadiusz przepracował prawie pięćdziesiąt lat. Patrzył na budynek i czuł, że go zna, ale nie pamiętał dlaczego, jak i kim jest, dopóki ktoś nie podszedł i nie klepnął go po ramieniu, – Iwan! Panie Arkadiuszu, co Pan tu robi? Tęsknił Pan? Ostatnio wspominaliśmy Pana na zakładzie, jaki był z Pana majster i nauczyciel. Arkadiuszu, nie poznajesz mnie? To ja, Jurek Akul, to dzięki Tobie jestem dziś tym, kim jestem! Nagle w głowie Arkadiusza coś zaskoczyło, wspomnienia wróciły, i poczuł ogromną ulgę… Jurek ucieszył się, przytulił dawnego mistrza: – Poznał Pan? Wąsy zgoliłem, to i wyglądam inaczej. Panie Arkadiuszu, wpadnie Pan do nas? Chętnie Pana zobaczą chłopaki! – Może innym razem, Jurku, zmęczony jestem – wyznał Arkadiusz. – Ale ja mam tu auto, podwiozę Pana, adres pamiętam! – ucieszył się Jurek. Podwiózł go do domu, a od tamtej pory pani Natalia już nigdy nie puszczała męża samego, choć jego pamięć znów była w porządku. Od tamtej pory chodzili wszędzie razem – do parku, przychodni, sklepu. Ale pewnego razu Arkadiusz zachorował, dostał gorączki i silnego kaszlu. Żona pobiegła sama do apteki i sklepu – chociaż sama czuła się słabo. Kupiła lekarstwa i trochę produktów, ale dziwna słabość ją ogarnęła, brak tchu. Wydało jej się, że torba z zakupami waży niewyobrażalnie dużo. Stanęła, odpoczęła, a potem ruszyła dalej do domu. Zrobiła jeszcze kilka kroków, znowu się zatrzymała. Postawiła ciężką torbę na świeżym śniegu i nagle miękko osiadła na ścieżce do domu. Ostatnia myśl: po co tyle kupiłam, zupełnie rozum straciłam! Szczęście, że sąsiadki wyszły z klatki, zobaczyły starszą kobietę na śniegu, podbiegły, wezwały karetkę… Natalia została zabrana do szpitala, a sąsiadki zabrały jej torbę z lekami i produktami, wróciły i zaczęły pukać do jej drzwi. – Pewnie mąż, Arkadiusz, został w domu, może choruje, od paru dni go nie widziałam – domyślała się Nina Michajłowna – Pewnie śpi, Natalia mówiła, że on też często się źle czuje, ech, starość nie radość, potem zajrzę… Arkadiusz słyszał dzwonek, ale kaszel dusił, chciał wstać, lecz słabość i gorączka zakręciły mu w głowie, prawie się przewrócił… Kaszel ucichł, znużony zapadł w dziwny sen na jawie – gdzie jest Natalka, czemu tak długo nie wraca? Leżał długo w półśnie, aż usłyszał delikatne kroki. Nagle podeszła do niego żona, Natalka, jak dobrze że wróciła! – Arkadiuszu, podaj rękę, trzymaj się mnie, wstawaj, chodź – wołała żona. Ujął jej zimną, słabą dłoń. – A teraz otwórz drzwi, akurat teraz – wyszeptała Natalia. – Po co? – zdziwił się, ale spełnił prośbę, a do mieszkania weszła sąsiadka Nina Michajłowna i Jurek, młody kolega z pracy: – Iwan, czemu nie otwierasz, dzwoniliśmy, pukaliśmy! – Natalka? Przecież przed chwilą tutaj była? – wyszeptał Arkadiusz, nie mogąc zrozumieć nagłego zniknięcia żony. – Przecież w szpitalu jest, w reanimacji – zdziwiła się Nina. – Chyba bredzi – domyślił się Jurek, i z trudem złapał gorączkującego Arkadiusza, zanim zemdlał… Wezwali karetkę, to był omdlały z gorączki… Po dwóch tygodniach Natalia wróciła ze szpitala. Jurek przywiózł ją autem, sąsiadka i on cały czas pomagali Arkadiuszowi, i też wydobrzał. Najważniejsze – są nadal razem. Gdy w końcu zostali sami, ledwie powstrzymywali łzy. – Dobrze, że są jeszcze dobrzy ludzie, Arkadiuszu, Nina to wspaniała kobieta, pamiętasz, jak jej dzieci po lekcjach wpadały do nas, obiady jadły, lekcje wspólnie robiliśmy, a potem Nina z pracy je zabierała? – Tak, ale nie każdy pamięta dobro, a ona nie skamieniała sercem, to takie miłe – zgodził się Arkadiusz. – A Jurek, kiedyś był jeszcze chłopcem, pomagałem mu stanąć na nogi. Młodzi szybko zapominają o starszych, a on, widzisz, nie zostawił mnie. – Za kilka dni Nowy Rok, Arkadiuszu, jak dobrze, że znowu jesteśmy razem – przytuliła się Natalia. – Natalka, powiedz mi, jak to się stało, że przyszłaś do mnie z tego szpitala i zmusiłaś mnie otworzyć drzwi moim wybawcom? Bez ciebie bym tu zginął – odważył się zapytać Arkadiusz. Bał się, że żona uzna jego słowa za brednie, ale Natalia zdziwiona spojrzała: – To naprawdę się wydarzyło? Powiedzieli mi, że miałam śmierć kliniczną, a w tym czasie, jakbym we śnie do ciebie przyszła? Pamiętam, jak leżałam w reanimacji, a potem z niej wyszłam i poszłam do ciebie… – Cuda jakieś na starość, a ja kocham cię jak dawniej, nawet jeszcze mocniej – Arkadiusz ujął jej ręce, długo siedzieli w ciszy, patrząc sobie w oczy, jakby bali się, że coś znowu ich rozdzieli… Wieczorem przed samym Nowym Rokiem wpadł Jurek z podarunkami – żona nagotowała pączków. Wkrótce wpadła też Nina, wspólnie pili herbatę z pączkami, serca im się ogrzały. Nowy Rok Natalia i Arkadiusz powitali we dwoje. – Wiesz, wymarzyłam sobie, że jak ten Nowy Rok razem powitamy, to i cały nowy rok będzie nasz. Jeszcze trochę pożyjemy – powiedziała Natalia. Oboje roześmieli się z tej radosnej myśli. Jeszcze jeden wspólny rok życia, to tak wiele – to prawdziwe szczęście.